Dzieciaki wymyślają nowe zasady gry

mars Dla dzieci 4 Komentarzy

No Gravatar

Hej to moja ryba! trafiła do nas kilka lat temu przy okazji jakiegoś MatHandlu. Wtedy umieściłem ją na wishliście ze względu na Sofię, ponieważ szukałem dla niej jakichś nowych gier. Jak już ją dostałem i kilka razy zagraliśmy to wiedziałem, że nie przyjmie się. Była po prostu za słaba.

Hej to moja ryba

Jedyną wartością gry były plastikowe, śmieszne pingwiny. Pudełko jednak zostało na półce z bliżej niewyjaśnionych przyczyn, może nie udało mi się tego zamienić na nic innego. Z czasem jak już pojawił się Filip uznałem, że może zostawię ją bo jemu bardziej podpasuje. Parę miesięcy temu uznałem, że był to dobry krok, ponieważ regularnie wyciągał ją z półki i układał sobie pola, skakał po nich pingwinami, ale oczywiście bez jakiegoś celu (chociaż dobrej zabawy nie można nazwać brakiem celu).

Kilka dni temu Filip uparcie wołał mnie, żeby zagrać z nim w Hej lyba. Czemu nie? Wyciągnęliśmy z pudełka i uznałem, że po prostu będziemy sobie coś układać i skakać pingwinami po tym. Ale nie. Filu mówi To nie tat tata. Tat się utlada. I zaczyna układać planszę z odwróconych grzbietem pól z rybami. Pytam co dalej. Wyciąga kostkę i rzuca nią. Mówię mu, że kostka nie jest z tej gry, że tu się nie rzuca kością. Okazało się jednak, że tu mamy zupełnie inne zasady:

  1. Plansza tworzona jest nie z odkrytych pól z rybami, a z zakrytych.
  2. Do gry potrzebna jest też kostka.
  3. Na zmianę każdy z graczy rzuca kością i przesuwa dowolnego pingwina (będącego już na planszy, bądź jeszcze nie dołożonego).
  4. Stając na danym polu podnosimy żeton, odwracamy go i dodajemy do swojej puli gdzieś obok.
  5. Pingwina stawiamy na miejscu pola, które właśnie zabraliśmy.
  6. Gramy w ten sposób dopóki nie da się dalej ruszyć, czyli znikną wszystkie pola, lub nasze pingwiny nie potopią się.
  7. Pola jednak znikają zawsze wtedy, kiedy już nie stykają się co najmniej z jednym polem sąsiednim (graniczącym bokiem).
  8. Pingwiny topią się, jeśli nie sąsiadują z co najmniej jednym polem spełniającym powyższe założenie.
  9. Gdy już nie ma więcej pól lub pingwinów gra się kończy i podsumowujemy ile kto złowił ryb.
Hej to moja ryba

Wszystkie pingwiny już są na planszy. Pierwsze ryby złowione!

 

Hej to moja ryba

Robi się coraz trudniej, ponieważ terenu coraz mniej.

 

Hej to moja ryba

Te pola już nieaktywne, ponieważ nie sąsiadują z innym polem.

 

Hej to moja ryba

Niby 6 pól, ale w rzeczywistości tylko 3 pola z rybami do złowienia.

 

Hej to moja ryba

Już tylko liczenie punktów zostaje i jak zwykle stary przegrywa ;)

 

No i tyle. Proste jak drut i przyswajalne przez 3 latka! Minusem tego wariantu jest to, że z małym podczas przesuwania pingwina i odwracania pól wszystko „trochę” się przemieszcza i trzeba tego pilnować, ale z drugiej strony to tylko zabawa, więc też nie bardzo tym się ktoś przejmuje :)

W ten sposób dzieciaki (opracowała to Sofia z testerem w osobie Filipa) wymyśliły wariant gry dla maluchów (śmiało można próbować z 3-4 latkami). Zabawa dobra i co ważniejsze kolejny etap inicjacji planszówkowej za nami.

Share

Comments 4

  1. Podatność na modyfikacje to akurat duży atut planszówek. A dzieciaki są pomysłowe w większym stopniu niż dorośli. Brak doświadczeń = mniej schematyczne myślenie. Zmagam się z tym na co dzień, bo moja córka co chwila wpada na pomysł nowej gry i w kółko wycina te prototypy i zagania rodzinę do testowania. Jedną grę udało jej się nawet ukończyć w stopniu przyzwoicie działającym („Psi patrol”), więc przygotowaliśmy wersję do druku, powycinaliśmy komponenty, pokolorowaliśmy i… leży na półce od kilku tygodni nie ruszana. Okazuje się, że ukończona gra to coś znacznie mniej ciekawego niż rozbabrany prototyp.

  2. moj 3 letni syn na ostatnim konwencie do kazdej gry wymyslal swoje zasady. dziwnym trafem zawsze wygrywal a mi pozostawalo pogodzic sie z porazka. najwazniejsze ze zabawa byla przednia ;)

  3. Dwójka urwisów sąsiadów też jest mocno wkręcona w planszówki. Jeden ma 4 lata drugi 6 i akurat są na etapie wymyślania różnych alternatywnych zasad do podstawowych tytułów w tym pędzących żółwi. Zasady chyba na tyle proste wymyślili, że młodszy co chwilę chce grać, a starszy w ogóle nie narzeka, że musi niańczyć młodszego :) Także, dzieciaki to chyba tak mają i chwała im za to!

  4. Post
    Author

    Wszystkie te zachowania cieszą rodziców, którzy niejako chcą sobie „wyhodować” kolejnych graczy w domu. Sofia już jest „pełnowartościowym” graczem, teraz Filu musi się szkolić. To że zaczynają już od najmłodszych lat to chyba i dla rodziców i dla dzieci duża wartość, bo liczę że chociaż część czasu wolnego spędzą przy planszy a nie na fejsu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*