Cry Havoc dla 2 osób

mars Recenzje 1 Komentarz

No Gravatar

Cry Havoc to był eksperyment w mojej kolekcji. Wiedziałem, że nie bardzo będę miał z kim zagrać w dowolnym momencie i będę musiał czekać na jakąś specjalną okazję. Z Sofią gram już w różne tytuły, ale Cry Havoc raczej uznałem za tytuł trudniejszy w rozgrywce. Jednak widząc super okazję w sklepie już nie pamiętam którym, uznałem że to będzie sztuka dla sztuki, ale kupię ją i już. Zresztą w takiej wręcz pomyłkowej cenie, aż żal było nie brać, a zawsze mogłem odsprzedać. Jak dla mnie kluczowym momentem decydującym o tym, co się dalej stanie z grą jest zdjęcie folii z pudełka. Jeśli miałbym jej się pozbyć to folia musi być na miejscu. Defoliacja jest kluczowym momentem w życiu każdej gry. W przypadku mojego Cry Havoca to był moment. Byłem chyba zamroczony bo ledwo się odwróciłem, a folii już nie było. Później już samo się potoczyło, wyglądało jak we wpisie http://planszoholik.pl/2017/01/02/cry-havoc-obrazkach/. Rozpakowałem, przeczytałem zasady i zajarałem się. Po pierwsze w końcu jest to gra z dużą ilością figurek.

cry havoc

Owszem ostatnio Sztuka Wojny też miała figurki, ale tam one są tylko i wyłącznie dodatkiem do gry, która mogłaby się bez nich obyć. W Cry Havoc ciężar gry jest częściowo na żołnierzach, którzy są siłą i sednem zabawy. To właśnie ich przesuwamy, nimi walczymy, oni zajmują nowe tereny, a dzięki temu zdobywamy punkty. No dobra, ale wróćmy do tego, że nadal nie wiedziałem w tamtym momencie czy będę miał z kim grać. Nie miałem jednak nic do stracenia. Spytałem czy Sofia zechce poznać nową grę i jak zwykle się nie zawiodłem. Fakt, że 2 razy podchodziliśmy do tłumaczenia zasad, ponieważ Filip robił zadymę, ale ostatecznie udało się przejść do pierwszej rozgrywki. Najpierw grałem Pielgrzymami przeciwko Ludziom. Zastanawiałem się, czy nie będę musiał grać jakoś mało inwazyjnie i bardziej pokojowo, ale szybko przekonałem się, że nie ma zlituj i jak nie powalczę o swoje to przegram. No i niestety stało się. Dostałem niezły łomot, ale uznałem, że to tylko dlatego, iż grałem pielgrzymami, których uznałem za słabą rasę. To była pierwsza rozgrywka i chyba nie wiedziałem jak skorzystać z ich umiejętności przerabiania kryształów i ich zdobywania. Skupiłem się za bardzo na walce, a z ludźmi ciężko się walczyło. To tylko podkręciło ochotę na kolejną rozgrywkę, w której udział wziąć miały już inne siły.

Cry Havoc

Cry Havoc

Co się okazało przy kolejnej grze? Wybraliśmy wojska, którymi jeszcze żadne z nas nie grało. Tym razem miałem potężne Maszyny, które wystąpiły przeciwko Pielgrzymom. Wszystko układało się dobrze, w walkach widziałem swoją przewagę i wyobrażałem sobie jak szybko uda mi się wygrać. Wtargnąłem 7 maszynami na jedno z terytoriów chcąc rozlać się po okolicznych terenach. Plan był dobry, wsparcie z powietrza też. Nie wiem jak to się potoczyło, że w rezultacie przegrałem i to dość solidnie. No dobra wiem jak – miałem mniej kryształów podczas punktowania i może jeszcze parę drobiazgów mnie blokowało. Nie wiem tylko jak Sofia nie przelękła się mojej potęgi Maszyn! Oczywiście całe to zdarzenie skłoniło nas do powrotu do stołu za kilka dni.

Cry Havoc

Cry Havoc

W wersji dwuosobowej, mając do dyspozycji 3 armie został nam jeszcze wariant, gdzie miałem być ludźmi. Sofia wzięła Maszyny, przez co każda rasa miałaby już okazję walczyć z każdą z dostępnych (może nie obustronnie, ale każdy z wariantów miał mieć miejsce). Tym razem oprócz karty bazowej dodaliśmy sobie po jeszcze jednej, uznając że jesteśmy już na odpowiednim poziomie wtajemniczenia i możemy sobie dokładać urozmaiceń. Ta rozgrywka była pierwszą, w której w końcu przestałem uznawać Cry Havoc za zbyt zawiłą grę. Przecież tam wszystko można bardzo szybko rozegrać. Pierwsze dwie partyjki dawały mi takie dziwne poczucie obawy, że nie wykonuję wszystkich ruchów, że coś przegapię, że jest za dużo możliwości i mieszały mi się akcje. W trzeciej grze okazało się, że to wszystko, to były tylko jakieś dziwne obawy siedzące tylko w mojej głowie, a nie realne zagrożenia. Korzystając z tego, że uwolniłem się z tego psychicznego obciążenia grało mi się luźniej. Za tym luzem poszło też znaczące przyspieszenie rozgrywki i co równie istotni w końcu udało mi się nieznacznie wygrać ten pojedynek. Pomimo tego, że Sofia wtargnęła na środkowe terytorium, to ja kontrolowałem 5 obszarów, przez co trochę punktów zwycięstwa dostałem. Może nie był to jakiś triumf bezwzględny, ale zawsze wygrana podnosząca morale.

Cry Havoc

Cry Havoc

Na razie za nami 3 starcia, ale koleje w drodze. Cry Havoc z początku wydawał mi się nieodpowiednia do grania z Sofią, ale okazuje się 9 latka jest w stanie bardzo dobrze sobie poradzić i nawet złoić staremu tyłek. Co ważne gra jej bardzo odpowiada, a to że jest to w jakimś stopniu tytuł wojenno-bitewny z negatywną interakcją, bynajmniej nie spowodował jej niechęci. Dość istotne jest to, że gra nie jest długa, choć czytając instrukcję i patrząc na to pudełko wydaje się, jakby miało pochłonąć cały wieczór, nieważne jak długi. Oczywiście mieliśmy kilka nieścisłości, które trzeba było wyjaśnić, ale później już poszło sprawnie. Kilka razy zapomnieliśmy dodać kryształ przez rozegraniem bitwy, ale tak poza tym raczej nie było błędów. Bardzo istotne jest też to, że bardzo dobrze nam się grało we dwójkę, a z początku byłem pewien, że się wymęczymy i nie będzie funu. Jeszcze wrócę do tych figurek,  których pisałem na początku. Są one bardzo fajne, dobrze wykonane, jest ich dużo, jednak tylko w jednym rodzaju dla każdego z wojsk. Teoretycznie spoko, ponieważ nie ma zróżnicowania jednostek, ale fajnie byłoby zobaczyć choć ze 2 rodzaje na armię. Nie narzekam – to drobiazg.

Istotne jest także to, że dzięki temu tytułowi otworzyła się dla mnie furtka na tego typu gry :) To był taki pierwszy krok na drodze ku nowym możliwościom. W sumie zawsze lubiłem takie gry, ale teraz nie tylko będę o nich myślał, ale będę też grał!

Żeby iść za ciosem na półce pojawił się też kilka dni temu Blood Rage, a tu figurki wymiatają ;)

 

Powiązane artykuły

Comments 1

  1. No to ja pozazdroszczę bo nie dość, że z dziewczyną nie mogę w to pograć to nie mam też innych chętnych. Już umówiłem się na wymianę Cry Havoc na eurosuchara :( Z tego co widzę to szkolisz sobie nowych graczy. Ja jeszcze daleko do takich rozwiązań :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*