Warcraft gra planszowa

mars Recenzje 1 Komentarz

No Gravatar

Dawno, dawno temu, kiedy byłem jeszcze sam, beztroski i dbający tylko o siebie i własną wygodę, mający czas na wszystko i nie przytłoczony obowiązkami … w sumie to chyba nie pamiętam kiedy to było, ale na pewno większość ma taki okres w życiu i ja też taki miałem. Mniejsza z tym kiedy to miało miejsce, ważniejsze dla wpisu jest to, że właśnie wtedy bardzo dużo grałem na komputerze. Gier było sporo – na pewno nie takich jak dzisiaj, ale jednak wystarczająco ciekawych, żeby młodego człowieka wciągnąć na dobre. Jedną z gier, które w dawnych czasach pochłaniała czas hurtowo był Warcraft. Mnie dotknęła mocno część I i II, późniejszych nie pamiętam, a jeśli były to chyba już nie wciągnęły mnie. Oczywiście na komputerze nie gram już kilkanaście lat, ale miejsce komputera zastąpiły planszówki. Wiadomo, mówimy o zupełnie innej rozrywce, ale wiemy też, że niektóre tytuły istnieją w obu światach – wirtualnym i planszowym. W przypadku gry Warcraft jest podobnie.

warcraft gra planszowa

Wersja stołowa nie jest najświeższa bo powstała w 2003, ale do mnie trafiła dopiero kilka miesięcy temu po wymianach na MatHandlu. Przed wymianą nie za bardzo interesowałem się tym tytułem, więc zacząłem się przyglądać mu tak na prawdę dopiero jak trafiła do mnie paczka.

Patrząc na pudełko wróciły wspomnienia, a ta zielona, gapiąca się okładki morda wyglądała zachęcająco. Po otwarciu pudełka było chwilowe WOW …

warcraft gra planszowa

… dopóki nie dojrzałem tego co jest w woreczkach. Rozczarowałem się, gdy zobaczyłem drewniane jednostki, które szczerze powiedziawszy nie przypominały mi tego co powinny.

warcraft gra planszowa

Lubię plastikowe figurki, a taki tytuł powinien mieć ładne plastiki. No dobrze, ale jak wiemy nie samymi figurkami gra stoi. Grafiki na kartach sprawiły już lepsze wrażenie i bardziej nawiązywały do wersji komputerowej, choć po drugiej stronie już wiało nudą.

warcraft gra planszowa

Hexy planszy można uznać za wystarczające, ale trochę brakuje mi ciągłości i delikatnych przejść między poszczególnymi polami, zamiast tego jest wszędzie zielenina i na niej wstawione wycięte grafiki.

warcraft gra planszowa

Złoto i drewno całkiem spoko (jak na żetony).

warcraft gra planszowa

Także pierwsze wrażenie mieszane:

  • z jednej strony sporo elementów
  • z drugiej zbyt słabo oddają klimat gry

Dopiero co pisałem o Wyspie Skye, która pomimo tego, że graficznie jest cieniutka to broni się w miarę grywalnością, dlatego też przeszedłem do zapoznania się z instrukcją.

Tu nastąpiło spoliczkowanie świeżą rybą. Nie pamiętam ostatnio tak męczącego tłumaczenia zasad. Za pierwszym razem zapału starczyło mi na pierwsze 4 strony instrukcji. Dopiero za trzecim razem udało mi się doczytać do końca. Nie byłem zachwycony i przekonany, ale w dalszym ciągu miałem zapał, żeby rozegrać partyjkę. Udało mi się zebrać jeszcze 3 osoby, z czego w sumie 2 były znające tytuł komputerowy, a pozostałe zupełnie anty-komputero-growe.

Tłumaczenie zasad nie było takie straszne, choć łatwiej było załapać oczywiście Łukaszowi, który tnie na kompie w różne tytuły do dnia dzisiejszego, a Warcrafta swego czasu też przechodził. Zanim rozpoczęliśmy rozgrywkę potrzebowaliśmy prawie 25 minut na setup z tłumaczeniem zasad, więc dość sporo. Z Łukaszem nawet przez chwilę wydawaliśmy się bardzo podekscytowani tym, że na planszy zmierzą się orkowie z ludźmi – w mniejszym stopniu ten entuzjazm podzielały elfy i nieśmiertelni ;)

No i zaczęło się. Pierwsze kopalnie powstały, pierwsze zbiory drewna miały miejsce, tylko z jakiej racji w tym wszystkim pojawiają się kości? Akurat tak się złożyło, że 3 pierwsze kopalnie zostały wyeksploatowane w tempie ekspresowym. Dlaczego? Dlatego, że kości tak powiedziały. Niestety ja tak mam, że takie przypadki zupełnie mnie rozwalają, szczególnie w tytule gdzie jednak powinno coś bardziej zależeć od nas (a przynajmniej tak było w wersji na kompa). To jest porażka i nie mogę tego przeboleć, szczególnie że jak nie mamy zasobów, to sobie nie pobudujemy zbytnio, a bez tego nasze bitwy będą nieustającą porażką. No dobra, ale niech już będzie, że mamy jakąś armię i chcemy powalczyć, bo to jest jeden z istotniejszych elementów gry. Co się wtedy dzieje? No rzesz k… przepraszam, zaczynam się irytować przypominając sobie. Znowu losowość, nuda, męka i brak przyjemności. Jedyne co mi się w potyczkach podobało to fakt, iż w walce biorą nie tylko udział jednostki z pola konfliktowego, ale też z sąsiadujących. W ten sposób robi się niby większy kocioł, ale to też powoduje, że trzeba pilnować więcej odnośnie kolejności grania jednostek strzelających, latających i walczących wręcz. W skrajnym przypadku w walce biorą żołnierze aż z 7 hexów.

Jest jedna w miarę sensowna zasada, odnośnie ulepszania jednostek, które w bitwach trafiają przy coraz większym zakresie wyrzuconych oczek na kostkach. Niestety podczas walki gracze i tak, niezależnie od poziomu ulepszenia musieli rzucać kośćmi, które jak to wiadomo w grach nie kierują się prawdopodobieństwem, a swoją złośliwością. W ten sposób mieliśmy wielokrotnie sytuacje, gdzie pomimo najwyższego ulepszenia Łukasz przegrywał orkami np. z undeadami.

Jednak najgorsze w tym wszystkim jest to, że wszystko w tej grze odstaje od pierwowzoru, do tego stopnia, że oryginał stał się w moich oczach dużo gorszą grą. Oczywiście wystarczyłoby teraz odpalić Warcrafta na kompie i przekonać się, że tak nie jest, ale w ogóle mnie nie ciągnie do gier komputerowych. Drugim aspektem jest to, że powroty po 20 latach do tytułów, które kiedyś wydawały się doskonałe, raczej mogą tylko zaburzyć ideały sprzed lat. Łukasz miał bardzo podobne odczucia jeśli chodzi o porównanie Warcrafta gry planszowej i gry komputerowej. Dwie pozostałe osoby, nie „skażone” wersją komputerową stwierdziły, że gra bez rewelacji i wolą jakiegoś starego klasyka. Myślałem, że tylko porównywanie do wersji oryginalnej spowodowało u mnie ten zawód, ale jak widać to nie tylko to stanowiło o decyzji, że przekazuję grę dalej. Akurat w MatHandlu 26 powędrowała w świat i mam nadzieję, że komuś innemu dostarczy więcej frajdy.

Share

Comments 1

  1. W przypadku Warcrafta planszowego zgadzam się w zupełności. Sam może nie zagrywałem się tak w wersję komputerową, ale oczywiście przechodziłem ją swego czasu. Gdy któregoś wieczora na stół kolega wyciągnął Warcrafta strasznie się ucieszyłem. Na prawdę czułem, że kroi się super wieczór z niezłą planszówką. Pomyślałem sobie – skoro Starcraft w wersji planszowej jest świetny, to kolejny „craft” też taki będzie. Nic bardziej mylnego. Nie wiem czemu, ale najbardziej zawiodłem się na postaciach, które faktycznie są drewniane, a co więcej nie ma tam nawet kilku plastikowych. W Starcrafcie było za co złapać i widać było, że jednostki są „kształtne”. Trochę się nie dziwię, że Warcraft zajmuje 2300 miejsce, a Starcraft 300. Jakoś ma to sens.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*