Każda okazja jest dobra

mars Aktualności, Wspomnienia 19 Komentarzy

No Gravatar

Tak się składa, że właśnie mija 6 lat od pierwszego wpisu, w którym jak zawsze błysnąłem elokwencją pisząc:

pierwszy wpis na planszoholiku

Tu oryginał.

Głębokie nie?

Załóżmy, że mamy okrągłą rocznicę (w końcu 6 można uznać za bardziej okrągłe niż np. 5,5 lub 6,2). Jak przystało na takie okoliczności pojawiają się różnego rodzaju podsumowania, ale nie będziemy się tu faszerować zbyć dużą ilością danych. Posłużę się dwoma obliczeniami, żeby uwydatnić moje 3 klasy matematyki:

  1. Pojawiły się 952 wpisy w przeciągu 72 miesięcy czyli średnio 13 postów na miesiąc.
  2. Do tego było 7479 komentarzy co daje ponad 7 komentarzy na post.

Jak wspomniałem nie będę przynudzał statystykami. Na pewno początki był dużo bardziej owocne i wpisów też powstawało znacznie więcej. Stwórzmy jednak na tę okazję atmosferę profesjonalizmu i wzajemnej adoracji przyjmując, że ilość została zastąpiona jakością. Ponad tym wszystkim chciałbym dodać, że cieszę się z tego, że sporo ludzi regularnie czyta bloga, jeszcze bardziej jak komentuje albo jak chce publikować swoje posty.

Z tej podniosłej okazji chciałbym wszystkim planszoholikom złożyć życzenia:

  • dużej ilości gier
  • dużej ilości czasu do grania w nie
  • wielu chętnych do częstego grania z Wami w te gry
Share

Comments 19

  1. Dziękuję i nawzajem! PIerwsze jest, z drugim i trzecim bywa różnie.
    Czemuż nie grałem w planszówki na studiach?

  2. Post
    Author

    Kiedyś się zastanawiałem jak to jest, że wtedy kiedy było sporo czasu na takie rzeczy to człowiek był nieświadomy. Zaczęło się dorosłe, zabiegane życie, to odnajduje się takie atrakcje jak planszę. Nie ma co jednak narzekać, zawsze może być gorzej.

  3. Po pierwsze też podziękował, w końcu też jestem planszoholikiem :) Po drugie to fajnie jakby życzenia nr 2 i 3 faktycznie się spęniły :) w końcu cóż po grach jak nie ma kiedy i z kim. Ja do pisania nie bardzo się nadaję, ale od niedawna chętnie poczytuję, a jak mam coś do powiedzenia to i skomentuję, ale z doświadczenia wiem, że z reguły to się tylko czyta, bo napisac nawet komentarz krótki z reguły się nie chce.

  4. Jedną ze światłych rad, jakie będę miał dla swojego potomka, gdy już będzie zdolny je przyjmować, to nie porzucać w imię dorosłości „niedorosłych” zajęć, jeśli sprawiają przyjemność i nie przejmować się tym jak mogą być postrzegane.
    Pamiętam jak pod koniec pierwszej dekady XXI wieku nieśmiało zaglądałem do jednego czy drugiego Graala w jakichś galeriach handlowych, ale pojawiał się szybko jakiś powód, żeby jednak szybko wyjść (być może obsługa też miała w tym swój udział :).
    Na szczęście jakiś czas później poprosiłem rodziców o Carcassonne na urodziny i dalej już poszło.

  5. @popitka – jako co jakiś czas piszący potwierdzam, że miło jest widzieć komentarze pod tekstami, nawet dwuwyrazowe, czy z obelgami :)

  6. Postaram się więcej niż 2 wyrazy, ale bez obelg :) chociaż z Twoim wywodem kaszkiet odnośnie studiów nie mogę się zgodzić albo raczej utożsamić. Jestem na studiach i gram :)
    A za życzenia dziękuję, w sumie tylko 3 punkt kuleje.

  7. kaszkiet – czy granie uważasz za niedorosłe? :) wydaje mi się, że to zajęcie ponad pokoleniowe.

  8. Ależ nie uważam tak w żadnym wypadku! :)
    Dlatego napisałem w cudzysłowie. Natomiast granie bywa powierzchownie oceniane jako niedorosłe właśnie, przez osoby postronne. Późne liceum i wczesne studia, które już (niestety) za mną, to trudny wiek, w którym, chcemy tego czy nie, presja bezpośredniego otoczenia (czyli głównie krąg bliższych i dalszych znajomych, ale i czasem rodziny) na „wchodzenie w dorosłość” jest duża. I chodzi mi tylko o to, żeby w ramach „dostosowywania” się do takiego otoczenia nie rezygnować z tego co właśnie przez to otoczenie może być jako niedorosłe postrzegane.
    Ja żałuję np., że pod pewną presją rodziców sprzedałem swego czasu całkiem fajny zbiór klocków Lego, którymi obecnie już zaraz mógłbym się bawić z potomkiem, ale i przecież sam mam z tego dużą przyjemność i nawet bez potomka lubię sobie poskładać (z resztą parę nowych zestawów jakiś czas temu sobie sprawiłem).
    Podobnie np. w tym wczesnym studenckim życiu bywa, że człowiek się wciągnie bardziej w aktywności typu imprezy, na których nic oprócz imprezowania się nie robi (nie mówię, że to źle, nie oceniam tego w ogóle), a ma predyspozycje i może nieco w danym momencie stłumione chęci do zajęcia się czymś innym, np. właśnie planszówkami. A jest to super okres, w którym czasu na to można znaleźć naprawdę dużo, a jak się poszuka to i chętnych.
    Rozpisałem się. Nie chcę tu elaboratów zostawiać, mam nadzieję, że widać o co mi chodzi :)

  9. Post
    Author

    Ja zauważyłem reakcję wynikającą z niewiedzy i nieświadomości istnienia współczesnych gier planszowych. Osoby postronne często kojarzą gry planszowe z chińczykiem, warcabami czy monopoly (ostatnie to Ci bardziej światli). Z reguły gdy powiem, że gram w planszówki, to słychać komentarz w stylu „co w warcaby sobie grasz”. U tych co już poznali nowoczesne gry planszowe, ale grają głównie w gry komputerowe zawsze, można wyczuć nutkę ironii wynikającą z ich przeświadczenia odnośnie wyższości komputera nad planszą.
    Jeszcze do tego potomka i grania w planszówki się odniosę. Wydaje mi się, że gdy dziecko nieprzymuszone lubi grać to zostanie mu to na późniejsze lata. Dodałem słowo „nieprzymuszone”, które chyba jest tu kluczowe, ponieważ w przeciwnym przypadku będzie się później buntować.

  10. Moim zdaniem rośnie świadomość o planszówkach w społeczeństwie. Na tablicy ogłoszeniowej w szkole mojej córki jest plakat jakiegoś klubu planszówkowego, na pozalekcyjne kółko gier nie dało się zapisać z powodu nadmiaru chętnych. W parku na moim osiedlu w ramach budżetu partycypacyjnego powstały dwa zadaszone stoliki przeznaczone do gier planszowych. Nie widziałem, by ktokolwiek z nich korzystał, ale musiały zebrać jakieś glosy, skoro powstały. O obecności szerokiej gamy porządnych planszówek w księgarniach i sklepach z zabawkami nawet nie ma co wspominać.

    Z drugiej strony reakcje, gdy szczerze wyznam „moim hobby są planszówki”, to wciąż rozszerzone źrenice i źle ukrywane zażenowanie lub teksty w stylu „A no tak, masz przecież małe dziecko w domu” ;-)

  11. I właśnie dlatego nie należy się tym przejmować, jeśli się chce grać.
    A co do przymuszania – pełna zgoda. Z młodym będę grać tylko jeśli będzie tego chciał. Jeśli nie będzie, najwyżej pochlipię gdzieś w kącie.

  12. To ja dorzucę swoje spostrzeżenia ze świata studentów. Strzelam, że około 20% studentów ma kontakt z grami planszowymi w mniejszym lub większym stopniu. Reszta faktycznie nie traktuje tego hobby jako coś poważnego. Sama kilka razy byłam wyśmiana – porównywano jednak gry planszowe z imprezowaniem, więc ciężko żeby student lepiej ocenił grę od imprezowania :)

  13. Post
    Author

    @kdsz – jasne że rośnie, ale nadal jest do dość niszowa rozrywka. Bardzo się temu dziwię, bo nie jest to jakaś elitarna rozrywka, na ktorą wydaje się fortunę i tak na prawdę aż tak dużo czasu na to się nie poświęca. Każdy może grać tylko coś ludzi przed tym powstrzymuje. Pojutrze wyjeżdżam na kilka dni ferii i ciekaw jestem, czy będą jacyś ludzie zainteresowani graniem.

  14. Z moich doświadczeń wynika, że ludziom słabo zorientowanym planszówki nie wydają się wcale tanie. Kto wyda 130zł, skoro za tyle można kupić nawet niezłą grę komputerową? ;-)
    Wydaje mi się, że podstawowe problemy z wyjściem z niszy to po pierwsze postrzeganie planszówek jako infantylnej, prostackiej rozrywki oraz wysiłek, jaki trzeba podjąć, żeby w ogóle zacząć grać. Mam już szczęśliwie za sobą wstydliwy okres ewangelizowania znajomych. Części z nich granie się nawet podobało, o ile z tematem zetknęli się u mnie w domu i mistrzowsko wytłumaczyłem im reguły. Jednak gdy szedłem za ciosem i dawałem im gry w ramach okolicznościowych prezentów, to kończyło się zupełnym fiaskiem. Po cholerę czytać 8 stron instrukcji, skoro leci serial w TV? ;-) Absolutnym mistrzem jest kolega, któremu pożyczałem super lajtowe gry by sobie popykał z dziesięcioletnią córką. Każda była nudna. Każda zagrana na niewłaściwych zasadach. Nawet punktację w „Geniuszu” popieprzyli, gdzie instrukcja mieści się na 2 stronach. Masakra!

  15. Post
    Author

    Może do planszówek trzeba mieć jednak predyspozycje, specjalny typ osobowości, jakieś tajemne moce, etc… No bo jak to wytłumaczyć, że ktoś zagra w jakąś fajną grę i nie załapie bakcyla. Dla mnie jest to niepojęte, ale jestem po drugiej stronie barykady. Kilkukrotnie znalazłem się w sytuacji, gdzie rozegraliśmy kilka partyjek w jakiś ciekawy tytuł. Wszystkim się podobało, każdy chciał grać jeszcze. Graliśmy, Ci co musieli rozchodzili się do domów w bardzo entuzjastycznym nastawieniu, jakie to granie nie było rewelacyjne. Jaki był ciąg dalszy? Żaden! Jakbyśmy nie grali, zero zainteresowania, zero wspomnienia tego wydarzenia. Oczywiście mówię o zaledwie kilku przypadkach, ale jednak. Są też tacy co się „zajarają”, ale później grają tylko u nas – sami nie robią nic, nie kupują, nie pożyczają. Dlaczego?

  16. Witam Kierownika po długiej przerwie. Teraz tylko czekać na powrót Kobry ;)

    A tak jeszcze w sprawach organizacyjnych, czy biała czcionka jest zbyt mainstremowa, że zdecydowałeś się na szarą na czarnym tle ?

  17. Post
    Author

    Cześć Palmer :)
    Kobra chyba zbytnio matkowaniem się zajęła :) Po feriach wybieramy się do nich, sprawdzę jak z graniem u nich :)
    W sprawach organizacyjnych – przyznam szczerze, że jakoś ten szary wyglądał mi jak biały – nic dziwnego, że tyle środków do prania reklamują :) Już zmieniłem na biały. Faktycznie inaczej. Tylko czy lepiej?

  18. Post
    Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*