Koścista córeczka. Pandemic: Lekarstwo

kdsz Ogólne 1 Komentarz

No Gravatar

Obsesja przerabiania planszówkowych hitów na mechanikę kostkową zatacza coraz szersze kręgi. „Race for the Galaxy”, „Nations” i „Lewis & Clark” przeszły tę mutację, przeszedł również „Pandemic”. W statecznego tatę nigdy nie grałem, bo też nie miałem z kim. Niedawno wydana córka posiada reputację gry znacznie przystępniejszej i bardziej, powiedzmy, pro-rodzinnej, dlatego też z rozkoszą podarowałem ją sobie w ramach prezentu urodzinowo – imieninowego.

fot. lacerta.pl

fot. lacerta.pl

Kompaktowość
Do pudełka z dość niedorzecznym napisem „Pandemic: Lekarstwo” wydawca wpakował trochę kart, dużo kości, płócienny worek, kilka tekturowych planszetek oraz Centrum Badawcze i strzykawy uczynione z plastiku. Elementy czekają na graczy elegancko posegregowane w woreczkach strunowych. Jakość i oprawa graficzna są na poziomie bardzo, bardzo dobrym. Komponenty cieszą zmysły wzroku i dotyku. Pudełko z grą – tradycyjnie za duże, ale za to wykonane z tektury twardej i sztywnej jak płyta chodnikowa – można dostać za +110zł. Jest to miła korekta w dół w stosunku do pierwotnej ceny edycji EN, za którą trzeba było zapłacić jakieś 50% więcej. Wszystkie elementy da się pomieścić w worku na kości, a gra, po błyskawicznym rozłożeniu, zajmuje stosunkowo mało miejsca i sprawdza się w warunkach plenerowych.

Rodzinność
Decyzje w „P:L” bywają… łatwe. Czasem wręcz oczywiste. Nie jest to żadna łamigłówka, którą trzeba Bóg wie ile rozkminiać, dlatego nadaje się do zabawy w rodzinnym gronie. Wiele decyzji determinuje zresztą bezlitosna losowość. Oczywiście coś tam trzeba sobie zaplanować, wykorzystać pewne zależności występujące w mechanice, ale jak kości nie podejdą, to nic z tego nie będzie. Co prawda w przypadku kostek akcji dopuszczalne są przerzuty w liczbie dowolnej, ograniczonej wyłącznie naszą skłonnością do ryzyka (mechanizm push your luck), ale już rozprzestrzenianie się chorób jest ultra losowe. Nie ma nad tym żadnej kontroli. Wyniki na kościach dobieranych z woreczka mogą zdecydować o porażce nawet przy bardzo dobrej grze, lub znacznie ułatwić osiągnięcie sukcesu kiepskim epidemiologom. Jednocześnie przez „Lekarstwo” nie leci się na autopilocie. Nasze pierwsze partie (na poziomie łatwym) kończyliśmy wstydliwymi porażkami już po 15-20 minutach. Sukces nawet nie majaczył na horyzoncie. Jednak z każdą rozgrywką było coraz lepiej. Nauczyliśmy się pilnować kluczowych elementów i wreszcie udało się ocalić świat od zagłady.

Krótkość
Losowość byłaby trudna do przełknięcia, gdyby nie długość – a właściwie krótkość – partii. Leczenie trwa około 20-40 minut – sprawdzone przy liczbie graczy od 1 do 3. Rundy lecą szybko i dynamicznie, dzieje się dużo, nudy nie stwierdzono.

Suchość
Niby leczymy ludzi i badamy próbki, niby podróżujemy z kontynentu na kontynent tymi samolotami, czy (o dziwo) statkami. Są karty wydarzeń i moim zdaniem niezbalansowane postacie o sensownych działaniach… Ale ja tego nie kupuję. Mechanika naparzania kostkami i przekładania ich z miejsca na miejsce nie ma wiele wspólnego z ratowaniem świata. Nie jest sucho jak za Niemca, ale do takiej klimatycznej kooperacji jak „Ognisty podmuch” sporo brakuje. Myślę, że częściowo jest to kwestia kompaktowego wydania. Trudno wykreować epickie zmagania z epidemią o zasięgu globalnym mając do dyspozycji tak ograniczoną liczbę rekwizytów.

Ale czy warto?
Z zasady darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. Szczególnie, że podarunek otrzymałem właściwie sam od siebie. Powinienem się cieszyć tak czy siak. I rzeczywiście cieszę się! „Pandemic: Lekarstwo” to znakomity prezent okolicznościowy. Bo jest nie tylko bardzo ładny, ale też praktyczny. Gra w pełni realizuje cel, w jakim została zakupiona. Jest szybka, emocjonująca i przede wszystkim przystępna, dzięki czemu nie mam żadnych kłopotów, by wyciągnąć ją w rodzinnym gronie. I, co warte podkreślenia, z każdej partii czerpię ogromną przyjemność. Ta gra jest po prostu fajna, miła i przyjazna użytkownikom. W ostatnim czasie katujemy praktycznie dzień w dzień!
Jednocześnie jestem świadomy, że „P:L” nie wszystkim przypadnie do gustu. Duże stężenie kostek i małe poważnych wyborów powoduje, że gracz w typie archiwisty czy księgowego może uznać ten tytuł za nie dość doskonały. Wszystkim innym polecam przynajmniej spróbować.

Share

Comments 1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *