„Piłka nożna to sport‚ w który gra się umysłem”. O Hat-Tricku słów kilka.

kdsz Recenzje 3 Komentarzy

No Gravatar

Przed rokiem na planszoholiku opublikowałem rozmowę z Patrykiem Kowalskim, autorem gry „Hat-Trick”. Gry, w którą, nawiasem mówiąc, nie miałem okazji zagrać. Ale Bóg mi świadkiem że chciałem! Całkiem niedawno moje chciejstwo zostało zaspokojone, więc postanowiłem podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami.

ht01

A było to tak… Mój dobry znajomy Przemek, planszówkowo niewyedukowany fan futbolu, zapytał mnie swego czasu o jakąś fajną planszówkę z piłkarską tematyką. Nie jestem wielkim miłośnikiem gier sportowych, większość planszówkowych „piłek” to tytuły infantylne i głupie. A bardziej poważne nie do końca nadają się dla początkujących graczy. Nie inaczej jest z dosyć zaawansowanym „Hat-Trickiem”. „Co, ja nie zagram? Masz mnie za debila?”. Kupił, powalczył z instrukcją papierową, obejrzał wideo-instrukcję, potestował sam ze sobą. Wykonał kawał roboty by skutecznie zgłębić reguły. I wreszcie odpaliliśmy „Hat-Tricka” pewnego weekendu. Wspólnie zagraliśmy zaledwie kilka razy, więc nie poznałem gry na wylot, dlatego proszę potraktować poniższy tekst jako tzw. „rzut okiem”.

Co mi się podobało

– HT to gra oparta na zarządzaniu formacjami. Strzelenie gola nigdy nie jest przypadkowe, wymaga zdominowania przeciwnika. I wysilenia szarych komórek, oczywiście. Przyznam się bez bicia – ja żadnego gola jeszcze nie strzeliłem. Ale wiem, że to możliwe. Wie o tym również mój bramkarz ;-). Decyzje do podjęcia są trudne. Każdorazowo mamy do dyspozycji tylko trzy karty, a używamy jednej. Limit kart generuje losowość, ale z drugiej strony zmniejsza paraliż decyzyjny i dobrze działa z regułami strzału. Mimo ograniczonej ręki nie miałem poczucia braku kontroli nad grą. Wręcz przeciwnie. Każda pojedyncza akcja ma znaczenie, ciągle należy trzymać się na baczności i podejmować ryzyko w sposób rozważny. Gra jest wymagająca, ale też satysfakcjonująca.

– HT odzwierciedla wiele sytuacji boiskowych. Nie jest to prymitywne rzucanie kostką i przesuwanie piłki i pionków w kierunku bramki, znane z takich koszmarnych gier, jak chociażby „Goool” Egmontu. Drybling ma sens i łatwo go sobie wyobrazić w rzeczywistości. Podobnie długie przerzuty, czy podkręcenie tempa akcji tuż przed bramką przeciwnika. Łatwiej walnąć bramę ze środka pola niż z ostrego kąta, jest pressing, dośrodkowania, atak pozycyjny… Można tak wymieniać. Gra miała być symulacją prawdziwego futbolu – i jest.

– HT jest całkiem OK wydany. Grafika jest w porządku, oznaczenia są czytelne, a pudełko poręczne, z wygodną wypraską. Podobnie jak w przypadku „Magii Czarnego Sportu” (poprzedniego tytułu chłopaków z Zielonej Góry), nie ma się do czego przyczepić. Jakość kart i ilustracji nie rzuca może na kolana, ale jest to dobry standard wydania. Szczególnie, że gra kosztuje w granicach 55-60zł.

– Tytuł jest wciąż rozwijany przez autora. Na profilu BGG pojawiają się opcjonalne zasady (jak snapshot) i nowe warianty (solo, familijny). Wydawca udostępnia też karty niezbędne do budowy rzeczywistych drużyn. Na stronie internetowej znajdują się wideo-instrukcje w trzech wersjach językowych. Nie wykluczone, że gra doczeka się też dodatku. Otoczka zbudowana jest właściwie i każdy fan „Hat-Tricka” może czuć się dopieszczony przez wydawcę.

Co podoba mi się mniej?

Wszystkie poniższe wady sprowadzają się do jednego zdania: By w pełni cieszyć się grą, trzeba ją dobrze poznać i poświęcić na to kilka pierwszych partii.

– Gra jest dosyć nieintuicyjna. Nie brak w niej reguł, o których początkowo zwyczajnie się zapomina. Obowiązkowe odegranie piłki, podanie wyłącznie do zawodnika z najniższym numerem, czy ruch tylko po określonej stronie boiska – to rzeczy, o których początkowo zapominałem i zwyczajnie mnie wkurzały. Mechanicznie mają sens, ale sprawiają wrażenie dosyć topornych i trzeba pewnego ogrania, by przestały męczyć.

– Jak wspomniałem wyżej, decyzje podejmowane w czasie każdej tury nie należą do łatwych. Przynajmniej dla mnie łatwe nie były. Co innego Przemek – on wykładał swoją kartę akcji praktycznie z marszu. Gra w moim wykonaniu była dosyć statyczna i po pierwszej partii narzekałem na małą dynamikę. Jednak gdy już przyzwyczaiłem się do mechaniki (która jest dosyć specyficzna), gra nabrała tempa. Myślę, że jest to tytuł stworzony dla osób grających ze stałym przeciwnikiem. Dwójka ogranych graczy = płynna i wyrównana rozgrywka.

– Gra jest trochę za długa. Z każdą partią czas potrzebny na grę oczywiście się zmniejsza, ale mój pierwszy mecz to było bite 90 minut. Czy naprawdę tak długo powinien trwać mecz piłki nożnej? ;-)

Przed zejściem do szatni

Gry sportowe to specyficzna gałąź rynku planszówkowego. W większości to straszliwy crap z mechaniką roll and move. „Hat-Trick” nie jest idealny, ale to dobra gra. OK, wymaga od graczy pewnego samozaparcia. OK, otwierając pudełko musisz mieć świadomość, że pierwsze mecze to będzie bardziej obieranie ziemniaków niż sączenie drinka z palemką na piaszczystej plaży. Ale po oswojeniu się z mechaniką dostajesz grę taktyczno-strategiczną ze sporą głębią, świetnie oddającą specyfikę meczu piłkarskiego. Jeśli masz stałego partnera do gry, który tak jak ty lubi futbol, to warto sprawdzić grę Patryka Kowalskiego.

Share

Comments 3

  1. Ja raczej piłkę nożną od czasu do czasu mogę obejrzeć w telewizji i tyle mi wystarczy. Tata zawsze narzekał, że nie ma synów piłkarzy, żeby mógł z nimi pograć, ale tak to jest czasem :)
    Raczej HT nie leży w kręgu moich zainteresowań, ale jak mowa o piłce i grach to do dzisiaj mam Futball Ligretto i uważam, że to super gra – no dobra – bardziej zabawa na imprezę. Nie mniej wspominam niektóre rozgrywki bardzo pozytywnie – dużo emocji było, śmiechu i zabawy. Wiadomo jednak, że to nie ten sam kaliber co HT.

  2. Post
    Author

    Wypróbowałem na żywym organizmie mojej córki wariant familijny „Hat-Tricka”. Weszło, można powiedzieć, bez popitki.

    Reguły są zmienione w niewielkim stopniu, a jednak gra się bardzo łatwo i dynamicznie. Podstawowa różnica jest taka, że skuteczność podania określana jest na podstawie liczby zawodników w danej linii, a nie ich umiejętności określonych na kartach w postaci piłeczek. Brak konieczności sumowania tych piłeczek to gigantyczna pomoc dla dzieciaków. Wystarczy rzut oka na boisko i wszystko wiadomo. Uproszczono też znacznie procedurę strzału, dzięki czemu łatwiej walnąć bramę. Poziom komplikacji i decyzyjności jest teraz na poziomie gier „303” czy „111” (tak mi się wydaje), więc HT nadaje się do popykania w składzie rodzic-dziecko. Tym bardziej, że gra posiada mechanizm wyrównywania szans.

    Zmiany w regułach są tak niewielkie, że wariant familijny można też spokojnie wdrożyć w rozgrywkach w dorosłym gronie, na etapie uczenia się reguł. Przyjemność z gry będzie wówczas odczuwalna już od pierwszej partii, a nie drugiej czy trzeciej, jak to było w moim przypadku :-). Warto spróbować moim zdaniem. Link do reguł rodzinnych:
    https://boardgamegeek.com/geeklist/186629/item/3727057?commentid=5291566#comment5291566

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*