Po pożarze

kdsz Ogólne 6 Komentarzy

No Gravatar

Podsumowując rok 2013 narzekałem trochę, że nie udało mi się poznać żadnej gry, która miała by szansę stać się kanoniczną w moim domu. Nie minęło wiele czasu i bach! – London zawitał pod strzechę, biorąc szturmem nasz stół i przezwyciężając wrodzony karciankowstręt. Od kilku tygodni żaden weekend nie może się obyć bez partyjki w tę grę. Albo najlepiej dwóch partyjek.

Poniżej napisałem co mi się BARDZO podoba w Londonie i co TROSZECZKĘ mi nie pasuje. Wrażenia opieram na kilkunastu partiach dwuosobowych (w większości zresztą zakończonych porażką), granych na zasadach nieoficjalnego wariantu dwuosobowego z BGG o nazwie Ben & Zen-Luca.

PLUSY:
– Run
Wydaje mi się, że cała magia Londynu polega na ciągłym nagradzaniu graczy. To bardzo miłe, że co chwilę odpalam sobie miasto i dostaję kupę kasy, sporo punktów zwycięstwa, odrzucam kostki ubóstwa i generalnie mam poczucie, że strasznie skorzystałem. Poza tym Run można traktować jako mini kulminacje w trakcie gry. Rozkminiam co tu wyłożyć, żeby i kasy na wszystko starczyło i kart nie zostało za dużo w dłoni i dodatkowo próbuję opracować optymalną kolejność rozpatrywania poszczególnych kart. Taka mini gra w grze, bardzo fajna.

– Tempo
Przy pewnym ograniu partia dwuosobowa wraz ze składaniem i rozkładaniem zajmuje nam około 50 minut. Stos kart przed grą wygląda dosyć imponująco, jednak bardzo szybko się zmniejsza, zmniejsza, aż w ogóle znika. Dodatkowo decyzje do podjęcia nie są jakieś super wyszukane i przestojów raczej nie zauważyłem. Dynamika na wysokim poziomie.

– Card Display
Super mechanizm! Nie wiem czy jest to autorski pomysł Wallace’a, czy gdzieś się to już pojawiło, ale nie ważne. Działa to znakomicie. Konieczność odrzucania (i udostępnienia współgraczom) karty w kolorze identycznym jak karta, którą wykładam przed siebie generuje fajne wybory i znacznie zmniejsza losowość nierównomiernego dociągu.

– Reguły proste jak budowa cepa
Ze znanych mi gier Wallace’a London jest chyba najłatwiejszy do opanowania. Nawet quasi-rodzinny Tinners’ Trail, ze sporą liczbą dostępnych akcji, wydaje mi się ciut bardziej złożony. Muszę też podkreślić, że w przyjaznym wkroczeniu w świat spalonej brytyjskiej metropolii bardzo pomaga czytelnie napisana instrukcja. Kto wie, czy Lonon nie jest dobrą opcją dla świeżaków, którzy liznęli już familijne hity w typie Carcassonne i King of Tokyo i chcieliby się zmierzyć z czymś ambitniejszym…

– Wykonanie
Gra jest znakomicie, klimatycznie zilustrowana. Jak zwykle w przypadku produkcji Treefroga elementy są schludne, czytelne i wysokiej jakości. Pasuje mi ten styl. Na lekki minus – zbyt małe monety o wartości 1 i trochę mi przykro, że żetony PeZetów są jednostronne, a żetonów graczy nie zastąpiono drewnianymi dyskami, jak w A Few Acres of Snow. Trudno.

MINUSY:
– W kółko jedno i to samo.
Gra ma wyraźny rytm. Kupuję dzielnicę, czyli zbieram karty, wykładam karty na Building Display, kupuję dzielnicę, znów wykładam karty po czym znów je zbieram lub robię Run. Po Runie znów zbieram karty i tak w kółko. Wydaje mi się, że z czasem gra może stać się trochę monotonna.

– Sucha.
Nie mam specjalnie wielkich wymagań odnośnie odzwierciedlenia w grze świata przedstawionego, dlatego to dla mnie żadna wada. Nie da się jednak ukryć, że ze znanych mi produkcji Martina Wallace’a London uważam za największego suchara. Są niby te wszystkie karty z prawdziwymi obiektami i postaciami i samo działanie kart ma sens fabularny, jednak nie zmienia to faktu, że patrzę wyłącznie na ikonki (lub opis) i zupełnie nie zagłębiam się w temat, a i sama mechanika też mi w tym nie pomaga. Nie wiem jak tematycznie uzasadnić „Run”, nie wiem jaki sens fabularny ma przywilej pozyskiwanie kart w wyniku akcji zakupu dzielnicy, ani jak uzasadnić konieczność odrzucania kart w danym kolorze przy budowie budynków. Wszystko to bardzo fajnie działa, ale suche jest strasznie.

– Za bardzo pokojowa.
Lubię negatywną interakcję, ale London wiąże mi ręce w zakresie czynienia krzywdy przeciwniczce. Mogę jej podrzucić jakieś kostki ubóstwa, mogę powalczyć o dzielnice, mogę mocno namieszać przyspieszając zakończenie gry, ale to chyba wszystko co mi się nasuwa. Ogólnie rzecz biorąc w Londynie każdy sobie rzepkę skrobie i gramy sobie w miłej, wręcz rodzinnej atmosferze. Trochę brakuje mi tego Wallace’owego pazura, znanego z innych tytułów.

ROZCHODNIAK:
Kilka minusów znalazłem, ale ważne, że minusy nie przesłoniły mi plusów. Dla mnie London to najlepsza (czy może najprzyjemniejsza) gra od czasu zapoznania się z panem Brassem. To czwarty tytuł (po Wikingach, Puerto Rico i Brassie) od którego się uzależniliśmy. Jeżeli umówię się z żoną na granie, to wiadomo, że trzeba London rozkładać, a nie ustalać co wyląduje na stole. Gra Martina Wallace’a wpisuje się też w prawidłowość, którą obserwuję u siebie od wielu miesięcy – zdecydowanie wolę grać w tytuły średnie i family plus, a gorzej oceniam ciężkie mózgożery. I chyba tak już zostanie.

Share

Comments 6

  1. Post
    Author

    Mój tekst dotyczy gry „London” Martina Wallace’a, „opowiadającej” historię odbudowy Londynu po wielkim pożarze w 1666 roku. Wiem, że powstała kiedyś gra „Great Fire of London 1666”, ale osobiście nigdy się z nią nie zetknąłem

  2. A co jest nie tak z oficjalnymy wariantem dwuosobowym z orginalnego rulebooka, że zaimplementowaliście jakiś nieoficjalny z BGG? Nie grałem zbyt dużo w Londona więc się pytam z ciekawości :)

  3. Post
    Author

    @Stanley
    Nie jestem może najwłaściwszą osobą do oceny, bo nigdy nie grałem w normalny wariant, ale wydaje mi się, że ten z BGG znacznie przyspiesza rozgrywkę i generuje ścisk na planszy, co z kolei prowadzi do ostrzejszej walki o dzielnice.

    Polecam więcej pograć, bo moim zdaniem jest to naprawdę mocna pozycja w segmencie gier o średniej ciężkości.

  4. Czyli rozumiem, że zmiany są dwie:
    1) nie można mieć dwóch takich samych kart odkrytych w swoim mieście,
    2) kiedy gracz dokłada kartę na display powodując usunięcie jednej linii kart dokłada do dowolnej dzielnicy znacznik budynku w neutralnym kolorze i odrzuca z gry liczbę kart, zgodną z oznaczeniem na tejże dzielnicy.
    Coś jeszcze?

  5. Post
    Author

    @Stanley
    Jesteś jak zwykle dobrze przygotowany i poinformowany. Wymienione przez Ciebie punkty to wszystkie zmiany w oryginalnych regułach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *