Kolorowych snów, czyli wizyta w tajemniczym domostwie

kdsz Pierwsze wrażenie, Recenzje 6 Komentarzy

No Gravatar

Mikołaj w tym roku okazał się bardzo posłuszny i w wieczór wigilijny pod choinką umieścił paczkę o zawartości przeze mnie oczekiwanej.  Do mojej skromnej kolekcji dołączyło „Tajemnicze domostwo” – najnowsza premiera wydawnictwa Portal Games. Nie wiem do końca dlaczego chciałem mieć tę grę, ale chyba chodziło o to, że wśród posiadanych pudeł brakowało mi czegoś imprezowego, praktycznie pozbawionego zasad i służącego bardziej do zabawy niż poważnego grania.

TD1

Pod względem wydania „Tajemnicze domostwo” prezentuje bardzo wysoki poziom. Komponenty są dobrej jakości, opatrzone ciekawymi ilustracjami, fajnie wprowadzającymi w tematykę rozgrywki. Karty lokacji, przedmiotów, osób oraz snów wyglądają naprawdę pięknie i można się z zadowoleniem uśmiechnąć pod wąsem patrząc jak to wszystko ładnie leży sobie na stole. Jedyne zastrzeżenie odnośnie wydania mam do wielkości pudła, tak na oko ze dwa razy za dużego w stosunku do zawartości.

TD2

Kilka słów o fabule. Stare, podniszczone domostwo w stylu wiktoriańskim nawiedzane jest przez ducha nieszczęśnika. Nieszczęście nieszczęśnika wynika z tego, że za nic nie może się pogodzić z własną niesprawiedliwą śmiercią, którą poniósł w ramach kary za zabójstwo popełnione przez inną osobę. Straszy więc z żalu oraz chęci doprowadzenia do rehabilitacji swojej osoby. Nowi właściciele domostwa postanawiają zaradzić owemu straszeniu i wzywają na miejsce grupę śledczych, których zadaniem jest odkrycie prawdziwych okoliczności morderstwa. Przez siedem dni śledczy będą próbowali ustalić jakie przedmioty, lokacje i osoby mogły być zamieszane w zbrodnię.

Jak się gra? Bardzo prosto. Jeden z graczy wciela się w rolę ducha-nieszczęśnika i „zsyła sny” na pozostałych graczy (śledczych). Zsyłanie snów to nic innego jak przekazywanie graczom kart z dixitopodobnymi ilustracjami, które mają ich naprowadzić na właściwy przedmiot, pomieszczenie i postać, na zasadzie skojarzeń. Każdy z graczy ma do zgadnięcia jeden zestaw składający się z trzech kart. Jeżeli wszystkie zestawy zostaną odkryte, wówczas zadaniem śledczych jest wspólne wytypowanie prawdziwego sprawcy. Jeżeli wyrobią się z tym wszystkim w czasie siedmiu rund – wspólnie wygrywają.

TD3Czy to jest w ogóle fajne? Grałem kilka razy w składach od 2 do 4 graczy i było w porządku. Nie jestem graczem imprezowym, nie jestem specjalnym klimaciarzem, ale temat i wykonanie do mnie przemawiają. Gra jest bardzo krótka, prosta do wytłumaczenia i można ją spokojnie pokazać ludziom niespecjalnie zainteresowanym grami planszowymi. Wiele osób lubi klasyczne kryminały w typie powieści Agathy Christie i lajtowe opowieści o duchach, i ci powinni się dobrze bawić przy „Tajemniczym domostwie”. Jednak trzeba pamiętać, że gra praktycznie jest pozbawiona mechaniki, więc zbudowanie odpowiedniej atmosfery przy stole spoczywa w stu procentach na barkach graczy. Jeżeli będą chcieli wymyślać ciekawe skojarzenia i wspólnie dyskutować – będzie fajnie. Jeśli postawią na banały typu skojarzenia koloru czy kształtu, lub złośliwie nie będą się angażować w rozgrywkę, wówczas szkoda czasu na tę grę, bo dostarczy frajdy na poziomie prania, prasowania czy obierania ziemniaków.

TD4

Jedna rzecz zdecydowanie nie podoba mi się w „Tajemniczym domostwie”. No dobra, dwie, bo tytuł też mi się nie podoba ;-). Otóż wydaje mi się, że autorzy nie do końca poprawnie rozwiązali sprawę ujawnienia sprawcy. W przypadku partii dwuosobowej na koniec gry mamy dwóch podejrzanych i wytypowanie zabójcy to bułka z masłem. Często wygrana jest wręcz przesądzona, bo ewentualny chybiony strzał można poprawić w kolejnej rundzie i wówczas prawdopodobieństwo trafienia wynosi równo 100%. Wraz ze wzrostem liczby graczy, liczba podejrzanych rośnie i przy siedmiu osobach śledczy wybierają między aż sześcioma postaciami! Poprzeczka szybuje więc bardzo wysoko, a reguły nie balansują w żaden sposób różnicy poziomów trudności w zależności od liczby graczy. Najłatwiejszy wariant dwuosobowy wydaje mi się trochę doklejony marketingowo, żeby pudełka lepiej schodziły z półek sklepowych. Nie znaczy to wcale, że gra w parze jest słaba. Jest całkiem OK, szczególnie jeśli ma się pod ręką osobę potrafiącą wskoczyć na tak niebotyczne poziomy abstrakcyjnego myślenia jak moja małżonka.

Podsumowując – gra całkiem przyjemna, prosta, szybka i niezobowiązująca. Raczej nie nadaje się do regularnego grania (średniutka regrywalność!), nie oferuje może super rewelacyjnych doznań, ale od czasu do czasu można przyjemnie spędzić przy niej czas.

Powiązane artykuły

FacebookTwitterGoogle+Podziel się/Zapisz

Komentarze 6

  1. Pingback: GRY PLANSZOWE W PIGUŁCE #293

  2. Post
    Author
  3. Pingback: GRY PLANSZOWE W PIGUŁCE #293 - Board Times - gry planszowe to nasza pasja

  4. Tomek

    Ja mimo wszystko uważam grę za bardzo ciekawą i bardzo przyjemnie spędziłem ostatnio przy niej czas. Bardzo polecam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*