Pandemia – rodzinne zbieranie batów

kaszkiet Recenzje, Rozgrywki 7 Comments

No Gravatar

Kupiłem Pandemię. Wpływ na tę decyzję miało m.in. zapoznanie się z filmowymi listami Top 10 na Dice Tower. W tydzień od zakupu rozegrałem aż 9 partii, z czego w większości świat ugiął się pod jarzmem bezlitosnych chorób.

Pandemia - wschód na zachodzie

O tym jak się gra w Pandemię możecie przeczytać np. tutaj – http://planszoholik.pl/2010/02/05/pandemic-czyli-lapaj-wirusa/ – mars swego czasu opisał poprzednie wydanie. Teraz pojawiło się nowe za sprawą Lacerty. Plansza jest mniej ponura, a plastikowe przezroczyste znaczniki chorób są wręcz apetyczne! W tym wydaniu doszły też dwie nowe postacie. Jest to Szef planu B, mogący korzystać ze użytych kart Zdarzeń i Specjalista ds. kwarantanny, który zapobiega rozprzestrzenianiu się chorób w mieście, w którym przebywa i wszystkich sąsiadujących.  Nie ma wariantu gry solo (przynajmniej w instrukcji, bo pierwszy raz grałem sam). Pionki są chyba takie same i mamy jeden domek więcej. Choroby nie są nazwane – po prostu są opisane kolorami. Tyle różnic – resztę widać na zdjęciach.

Pandemia - świat przed zagładą

Sam fakt, że w ciągu tygodnia od zakupu zagrałem 9 partii w Pandemię bardzo świadczy na jej korzyść. Dodatkowe zalety to proste zasady, które można każdemu wytłumaczyć w kilka minut. Grałem w 2, 3 i 4 osoby. Grałem z konkubiną i jej rodzicami, ale także z moją coraz bardziej doświadczoną ekipą. I we wszystkich składach najczęściej równo dostawaliśmy po tyłku. Gra zawiesza poprzeczkę dosyć wysoko i to już na najłatwiejszym poziomie. Bardzo fajnie, że tak jest, bo często chwilę po tym gdy zawiedliśmy całą ludzkość, chcemy spróbować jeszcze raz.

Pandemia - apetyczna choroba

Pandemia jest w zasadzie pozbawiona wad, pod warunkiem, że nie będziemy po niej oczekiwać czegoś, czym nie jest. Współpracujemy ze sobą i wygrywają wszyscy albo nikt. Choroby pojawiają się w losowy sposób na planszy, chociaż dzięki pomysłowej mechanice wywoływania epidemii możemy być pewni, że powrócą do tych samych miast. Gra może stracić, jeśli znajdzie się jedna osoba podpowiadająca wszystkim najlepsze rozwiązania. Sugerowanie sobie ruchów jest jak najbardziej na miejscu, ale wszyscy powinni uczestniczyć w naradach, bo oczywiście bez sensu jest jak jedna osoba gra za 3 pozostałe. Grając w 4 osoby można w pełni wykorzystać indywidualne zdolności każdej z postaci (szczególnie Logistyka), przez co jest ciekawiej – ale trudniej! W dwie osoby wydawało się, że mamy większą kontrolę nad tym, co się dzieje – być może dzięki temu, że wówczas zaczyna się z 4 kartami na ręku i łatwiej wynaleźć pierwsze lekarstwa.

Pandemia - jeszcze mamy sporo czasu

Z zakupu jestem bardzo zadowolony. Pandemia nadaje się dla na co dzień niegrających, ale spodoba się także bardziej doświadczonym graczom. Według mnie robi to wręcz lepiej niż Ticket to Ride. Ode mnie 8/10 w skali ocen BGG. Liczę, że mój mały wkład w postaci zakupienia gry przyłoży się do rychłego wydania dodatku On the Brink. Lacerta zapowiedziała, że jeśli podstawka się dobrze sprzeda, jest szansa na druk dodatku w pierwszym kwartale 2014.

Pandemia - wschód na wschodzie

FacebookTwitterGoogle+Podziel się/Zapisz

Comments 7

  1. Post
    Author
    kaszkiet

    Nastąpiła podmiana ostatniego zdjęcia, bo niechcący dałem we wpisie dwa razy to samo :)

  2. Loop

    Konkubina chyba nie jest zadowolona, że ją tak nazwałeś… można powiedzieć zgrabniej: „partnerka”.
    Bardzo wali po łbie określenie „konkubina”. Ciekaw jestem, która kobieta za nim przepada?

  3. Stanley

    Pandemic zajmuje szanowane miejsce w mojej kolekcji. Wprawdzie czas jego świetności na stole już dawno minął ale to po Robinsonie moja ulubiona kooperacja. Co do wariantu solo, to w tej grze polega on na kierowaniu samodzielnie kilkoma postaciami, możesz więc sobie spokojnie kaszkiet takie zasady zaadoptować jak Cię najdzie chęć na samotną potyczkę z choróbstwami :)

  4. kdsz

    @Loop
    Ja i żona początek naszego wspólnego życia wspominamy jako okres konkubinatu. Chociaż przyznaję, że słowa konkubent i konkubentka mocno kojarzą się z programami kryminalnymi w typie „997”. Z kolei „partner”, „partnerka” to ta sama rodzina irytujących politycznie poprawnych sformułowań co „singiel” i „opiekun”.

    @kaszkiet. Znakomite fotki!

  5. Post
    Author
    kaszkiet

    Są kontrowersje, więc rośnie oglądalność! :)
    Konkubina sama tak się nazywa. Określenie nas dosyć bawi i na pewno się na nie nie obrażamy. A jest tak naprawdę neutralne, tylko może się słabiej kojarzyć. Nie moja wina, że pijany konkubent bije konkubinę w Kurierze telewizyjnym. „Partner”, nie dość, że jak dla mnie dosyć drętwy, nie jest zbyt precyzyjny.
    Ale o czym my rozmawiamy w ogóle :)

    @Stanley – a masz dodatek On the Brink do Pandemica? Podobno bardzo dużo wnosi do gry – liczę na to, że wyjdzie.
    I tak jak napisałem – wielką zaletą Pandemica jest poziom trudności jego zasad. Można go szybko wytłumaczyć osobom na co dzień nie grającym – z Robinsonem raczej byłoby trudniej.
    A co do wariantu solo – tak właśnie rozegrałem pierwszą partię, żeby zorientować się w zasadach.

    @kdsz – dzięki! słońce zrobiło swoje.

  6. Stanley

    @kaszkiet- niestety nie mam dodatku, zapewne wiele wnosi ale jakoś go nie nabyłem w czasie gdy Pandemic królował na moim stole a teraz raczej wolę kupować nowe gry niż dodatki :)

  7. Stanley

    Hmm… czytając to co napisałem w porzednim komentarzu nie wiem jak wytłumaczyć sobie zakupiony ostatnio przeze mnie dodatek do Eclipse… A może lepiej nie tłumaczyć?…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*