Wspomnienie – Magia i Miecz

kaszkiet Rozgrywki, Wspomnienia 8 Komentarzy

No Gravatar

Magię i Miecz poznałem pod koniec lat 80. Przyniósł ją do domu mój starszy brat, który zaopatrzył się w nią, a z czasem w kolejne rozszerzenia, w lokalnym papierniku. Pierwsze partie grałem będąc jeszcze w przedszkolu, dzięki czemu we wczesnym wieku znałem słowa takie jak „zignorować”, „sobowtór” czy „ekwipunek”.

Wówczas była to dla mnie  gra nie mająca sobie równych.

Prawdziwa przygoda!

Do dziś słowo „przygoda” jednoznacznie kojarzy mi się z Magią i Mieczem i stosem zielonych kart. Gdy ktoś opowiadał, jaka przygoda go spotkała, bo wsiadł do autobusu w złym kierunku i zorientował się dopiero po 15 minutach, nie miało to startu do prawdziwej przygody – potyczki z widmem moc 5, odkrycia fontanny mądrości, czy znalezienia gdzieś na polu świętej lancy.

Rozegraliśmy naprawdę wiele partii, ale w zasadzie niezbyt często kończyliśmy grę na Koronie Władzy. Pakowaliśmy swoich bohaterów jak tylko się dało (do dziś nie wiem, czy był jakiś limit współczynników poszukiwaczy, ale chyba ustalaliśmy odgórny na 12 punktów siły, mocy i wytrzymałości), próbowaliśmy znaleźć fajne nowe przedmioty (był np. szał na maczugę z dodatku Jaskinia),  robiliśmy wyścigi po Arcymaga, albo Królewskiego Championa, czy pomnażaliśmy  kasę w miejskiej karczmie.
Gdy ktoś zginął, losował nowego poszukiwacza, a reszta pędziła w miejsce spoczynku nieszczęśnika, żeby zebrać po nim łupy.
Wiele razy trzeba było zostawiać gdzieś na podłodze ściśnięte plansze z kartami, bo nie zdążyliśmy skończyć jednego dnia i graliśmy następnego.

Oczywiście wprowadzaliśmy sporo własnych zasad. W tym całkiem rozsądne, jak ta, że limit przedmiotów nie dotyczył tych niesionych „na sobie”. No bo dlaczego pierścień miałby zajmować tyle samo miejsca w ekwipunku, co magiczny miecz?
Jednak co bardziej kreatywni próbowali wkładać muła na muła, a później to wszystko ładować do sakwy bez dna – spory były rozstrzygane częściej w ramach wypracowanego porozumienia, niż zapisami z instrukcji.

Kreatywność przejawialiśmy nie tylko w interpretacji, naginaniu, czy wymyślaniu własnych przepisów.
O tym, że gdzieśtam grają w Magię i Miecz za pomocą plastikowych figurek być może wiedzieliśmy, być może nawet nie.
Jako że potrzeba jest matką wynalazku, do gry wykorzystywaliśmy ludziki lego. Mieliśmy sporo rycerskich zestawów, które idealnie się do tego nadawały. I tak, gdy poszukiwacz znajdował miecz, czy zbroję, ludzik dostawał odpowiedni klocek. Oczywiście były także na wyposażeniu konie, oraz koń i wóz, który mieścił się na planszy o tyle o ile. Problem z miejscem stwarzała też banda przyjaciół pałętających się z poszukiwaczem – oczywiście każdy był reprezentowany przez swojego ludzika. Ale zabawa była przednia. Pamiętam też, że jedno z alternatywnych zakończeń – Puszkę Pandory – przedstawiała skrzynia wypełniona skarbami.
Podejrzewam, że i w dzisiejszym Talismanie patent z klockami lego mógłby fajnie funkcjonować.

Magia i Miecz

Żywotność gry przedłużały dodatki. Mieliśmy chyba wszystkie, a przynajmniej wszystkie, o których wiem. Czyli oprócz podstawki (1 wydanie, plansza z twardego kartonu, w 4 puzzlowatych częściach) Podziemia, W kosmicznej otchłani, Miasto, Jaskinia, Smoki, a także rzadko spotykane 4 dodatkowe postacie z pisma Magia i Miecz (Templariusz, Herold, Mistyk i Rycerz Chaosu).
To nie były czasy internetu, gdy można wejść na BGG czy inną wikipedię i znaleźć listy wszystkich dodatków, promosów i czego to jeszcze nie wymyślili.
Trzeba było WIEDZIEĆ, gdzieś znaleźć  lub usłyszeć od wtajemniczonego.
Byłem młodszy, więc wspominam tamte czasy bardzo dobrze. Pod kątem gier na pewno nie były lepsze, ale w pewnym sensie tego typu zdobycze ceniło się bardziej niż dzisiaj. Gdy już się je dostało w swoje ręce, sprawdzało się je z każdej strony i naprawdę chciało wykorzystać w stu procentach.

Jeżeli o dodatkach mowa, to mam tu coś specjalnego.
Magię i Miecz miałem ja i co najmniej jeszcze jeden czy dwóch kumpli. Wędrowały one pomiędzy mieszkaniami i elementy się nieco wymieszały – widzę, że część tych, które mam, nie są z moich wydań, a niektórych brakuje. W każdym razie, chyba każdy ze znajomych posiadających Magię i Miecz robił swoje własne karty.
Gładkie karty w pudełku, które chyba miały funkcjonować jako zapasowe w przypadku zgubienia, zachęcały do tego, żeby coś samemu na nich zmalować.
Oczywiście te wytwory wyobraźni były dosyć absurdalne, ale satysfakcja z wylosowania takiej karty podczas gry była spora. Szczególnie, że raczej nikt się nie cackał i owe dzieła miały dosyć potężne efekty.
Znalazłem u siebie tylko dwie i tylko jedna jest mojego autorstwa (Robot).
Było tego więcej, niestety reszta znikła w mrokach dziejów i przeprowadzek.

Magia i Miecz - limitowany dodatek

W Magię i Miecz graliśmy bardzo dużo. Z kolejnymi dodatkami każdy chciał wypróbować nowych poszukiwaczy, zdobyć nowe przedmioty, poznać nowe karty. W końcu jednak dodatki się skończyły. Problemem jaki zacząłem mieć z tą grą (a było to na długo zanim do gier powróciłem i poznałem współczesne tytuły) był fakt, że poznałem ją od podszewki. Po samym obrazku, bez czytania wiedziałem jaki dana karta ma efekt, co się robi na danym obszarze, jak i gdzie można osiągnąć poszczególne cele.
W którymś momencie gra straciła swoją największą zaletę – czyli możliwość odkrywania nieznanego świata pełnego przygód (kart przygód) i odwiedzania fantastycznych, działających na wyobraźnię dzieciaka miejsc.
Ostatni raz w MiM grałem z 8 lat temu, a może wcześniej i cały czas nie mam ochoty wracać. Podejrzewam, że wciąż trzy czwarte rozgrywki, jeśli nie więcej, przeleciałbym na samych obrazkach bez konieczności zagłębiania się w opisy.

Jednak sentyment do tej gry mam ogromny. Chętnie zapoznałbym się z Talismanem, ale raczej u kogoś. Na pewno sam go nie kupię. Zbyt dobrze wiem ile czasu ta gra zajmuje i na czym polega. Pomijam już nawet, że na dzisiejsze czasy mechanika jest dosyć archaiczna – najbardziej bym się obawiał, że Talisman w nowych szatach, nie zaoferowałby mi niczego nowego i głównie próbowałbym znaleźć wspólne punkty odniesienia ze starą wersją. Chociaż są dostępne jakieś dodatki, których w MiM nie było (Góry czy Pani Jeziora), może byłoby fajnie spróbować.
Ale nie łudzę się, że mógłbym dzisiaj tak bardzo zagłębić się w ten świat jak te, było nie było, 20 lat temu.

Share

Comments 8

  1. Zazwyczaj mówi się, że planszówki kojarzą się ludziom z Chińczykiem i Monopoly, ale gdy ujawniam komuś swoje hobby, to w odpowiedzi słyszę zazwyczaj coś o Magii i Mieczu. Tę grę moje pokolenie zapamiętało.

    Współczesną edycję Talismana kupiłem siostrzeńcom na jakąś tam okazję. Raz zagraliśmy i nie narzekam. Jako gra dla dzieci sprawdza się bardzo dobrze. I tak należy ją traktować.

  2. Ja się przekonałem do Talismana może taki sentyment powrotu do lat dzieciństwa. Mam ekipę która lubi w niego grać i w sumie na dłuższe spotkanie przy pifffku gra idealna, choć czasami nuży i muszę jakiś czas odpocząć, ale wracam .

  3. No przyjemnie się patrzy na te zdjęcia. Magia i Miecz ma obecnie wartość sentymentalną, swojego egzemplarza niestety nie mam, zaginął gdzieś w okresie pomiędzy Magią i Miecz a Puerto Rico… Zagrać już pewnie bym nie zagrał ale pooglądał i powspominał chętnie.

  4. Jako stary fan MiM pokusiłem się zakupic nowa z dodatkem Wilkołak. Okazało sie ze jednak chetniej zagramy w stary ale jary komplet MiM niz ten nowy wybajerzony kolorkami ale bez fajnych tekstow w kartach :( Przeciez te teksty typu ” nie majacy złota zostają wybatorzeni” dawały czar tej grze i faktycznie nie chodzilo o dojscie do korony ale o przygode i „kupe” smiechu.
    Ehhh no nic sprzedam ta nowke albo zamienie na gre o tron :)

  5. Post
    Author
  6. Pingback: GRY PLANSZOWE W PIGUŁCE #266 - Board Times - gry planszowe to nasza pasja

  7. Ta karta z prawej jest mojego autorstwa. 20 lat temu na studiach zostawiłem wszystkie części w Lublinie na animacji i ślad po Magi zaginął. Uczciwego posiadacza proszę o zwrot Magi i Miecza, wydanie II, Miasto, Jaskinia, Otchłań, Podziemia. Info na mail trumna@skrzynka.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*