Pierwsze wrażenie: Mage Knight gra planszowa

Stanley Ogólne, Pierwsze wrażenie, Recenzje 21 Komentarzy

No Gravatar

Jak już pisałem przełamałem swoją niechęć do gier w tematyce fantazy i zdecydowałem się na kupno Mage Knight. Nie pierwszy raz skusił mnie rekomendowany wariant solo ale także wielka popularność tego tytułu i masa zachwyconych graczy. Ale najbardziej chyba skusiło mnie nazwisko autora- Vlaady Chvatila twórcy mojej ulubionej Cywilizacji poprzez wieki. Co do tematyki- nie taki diabeł straszny- zwłaszcza, że Mage Knight nie jest tak naprawdę tylko i wyłącznie kipiącą tematem przygodówką ale bardziej grą w stylu euro, mocno optymalizacyjną w tematyce fantazy.

Zakupiłem i do lektury instrukcji przystąpiłem. I dobre trzy dni się wczytywałem… Instrukcja składa się z dwóch części- obie dwudziestostronicowe. Pierwsza to przewodnik opisujący w bardzo przystępny sposób krok po kroku elementy gry w takiej kolejności w jakiej pojawiają się w trakcie gry i przygotowujący do rozegrania scenariusza szkoleniowego Pierwszy rekonesans. Druga część to szczegółowy spis wszystkich reguł podzielony na tematyczne działy, zawierający suchy zbiór wszystkich zasad. Instrukcja napisana jest doskonale, z przyjemnością się ją czyta i choć przy tak rozbudowanej grze wątpliwości w paru miejscach się pojawią, to i tak uważam, że napisana jest wzorowo. Do rozpoczęcia przygody z Mage Knight wystarczy lektura przewodnika, o wiele łatwiej przeczytać część drugą po rozegraniu Pierwszego rekonesansu. Tak też zrobiłem. I znów nie taki diabeł straszny. Masa reguł w trakcie gry zlewa się w jedną, zwartą całość. Głównym, podstawowym mechanizmem jest budowanie talii i wszystkie nasze akcje wykonujemy w oparciu o karty, które mamy na ręku. Te natomiast możemy zagrać na dwa sposoby, za darmo wykorzystując akcję zapisaną na górze karty, bądź wzmocnioną wersję z dołu karty, do aktywacji której potrzebujemy jednak many w odpowiednim kolorze. Manę jak nie trudno się domyślić trzeba wcześniej pozyskać. A akcji tak naprawdę mamy w grze trzy- ruch, negocjacje z ludnością w różnych miejscach i walka z wrogiem. Dwie pierwsze są prościutkie, walka natomiast jest chyba najtrudniejszym do przyswojenia elementem. Składa się z kilku faz i nieco wprawy potrzeba, żeby opanować kiedy i jakie karty możemy zagrywać. Dodatkowo wrogowie z jakimi przyjdzie nam walczyć są najróżniejsi, charakteryzują się kilkoma różnymi umiejętnościami, odpornościami i bronią, które trzeba dobrze poznać, żeby skutecznie móc z nimi walczyć. Walka jednak jest logiczna, przemyślana, wyważona. Nie zawsze jednak uda się nam wygrać, czasami solidnie oberwiemy a w mechanice oznacza to wzięcie na rękę kart ran, które nie służą nam kompletnie do niczego a tylko zapychają rękę. Coś jak punkty zwycięstwa w Dominionie, choć tam miały one jednak „jakąś” wartość… Kart ran w dalszym toku gry możemy się oczywiście pozbywać, czy to przez odpoczywanie (odrzucamy je na nasz stos kart wykorzystanych i prędzej czy później wrócą nam na rękę), czy to poprzez leczenie (pozbywamy się ran całkowicie). Prosty mechanizm ale jakże pięknie ukazujący spowolnienie ranionego bohatera.

Świat, który odkrywamy rzeczywiście kipi klimatem- odkrywamy wioski, gdzie rekrutujemy jednostki do naszej świty, wieże magów gdzie nabywamy czary, baszty, palimy klasztory, plądrujemy wioski, penetrujemy lochy, ruiny, grobowce gdzie za pokonanie czających się tam kreatur otrzymujemy cenne nagrody. Nagrody czyli zazwyczaj nowe, silniejsze karty. Klimat dodatkowo potęgują naprzemiennie występujące fazy nocy i dnia. Różnice między dniem a nocą są niby nieznaczne ale mocno odczuwalne- zmieniają się zasady ruchu na poszczególnych terenach, nocą możemy rzucać mocniejsze czary, za dnia łatwiej dojrzeć wroga, który czai się w jakiejś baszcie czy wieży. Dodatkowo na początku rundy (dnia, nocy) wybieramy taktykę (karty taktyki) na całą rundę, zmieniającą dla nas nieco podstawowe zasady gry. Bardzo ciekawym elementem gry jest rozwój naszego bohatera. Mamy do wyboru cztery postaci, które zaczynają z niemal identyczną talią akcji podstawowych, z czasem jednak zyskują nowe, własne, unikalne umiejętności. Wszystko opiera się na sprytnym torze sławy. Z biegiem gry awansujemy na kolejne poziomy, które umożliwiają nam nabywanie umiejętności, zwiększają odporność zbroi, limit kart na ręce i dają możliwość pozyskiwania nowych żetonów dowodzenia, te z kolei otwierają nam drogę do powiększania świty, która zbrojnie stawać będzie u naszego boku w walce. Wszystko to jest sprytne i dopracowane do perfekcji godnej Vlaady Chvatila. Po rozegraniu Pierwszego rekonesansu do wyboru mamy kilkanaście innych scenariuszy, niektóre bardziej konfrontacyjne, inne kooperacyjne. Możemy też żonglować stopniem trudności. We wszystkich niemal scenariuszach występują potężne miasta bronione przez maszkary. Od nas zależy ile tych maszkar się na nas wysypie a co za tym idzie jak bardzo trudne będzie dla nas starcie z nimi.

Gra nie jest krótka, Pierwszy rekonesans w dwie osoby zajmie nie mniej niż dwie godziny, w wariancie pełnym zahaczy niechybnie o 4… Tu jednak z pomocą przychodzi scenariusz szybkiego podboju, naturalnie zmieniając pewne parametry, rozwijamy się szybciej i szybciej możemy spełnić warunki zwycięstwa (bądź porażki). Gra zresztą nie może trwać wiecznie, w każdym scenariuszu określona jest liczba rund (dni i nocy) po minięciu których gra się kończy. Na koniec w zależności od scenariusza albo eurowo podliczamy punkty zwycięstwa za różne osiągnięcia albo zwycięzcę wyłania się w inny sposób. W wariancie solo towarzyszy nam Wirtualny gracz, który na szczęście działa świetnie a algorytm dla jego poczynań wyznacza jedynie koniec poszczególnych rund, żeby za łatwo nam nie było. Podbój jednoosobowy- scenariusz wykorzystujący wszystkie elementy gry- rozegramy w około 2- 2,5 godziny.

Nie sposób opisać tu wszystkich mechanizmów jakie występują w grze. Chciałem po prostu podzielić się moją pierwszą fascynacją Mage Knight i przyznać, że oderwanie od ekonomii i handlu wyszło mi na dobre. Z przyjemnością zanurzam się w świat czarów, ciemnych mocy i niezbadanych zakątków fantastycznego świata. Zagrałem już trzykrotnie solo i raz w dwie osoby. Biorąc pod uwagę, że grę mam od zaledwie kilku dni, to chyba niezła rekomendacja dla tego tytułu. Jest w tej grze coś co powoduje, że mimo hipermegatysiąca zasad i szczegółów chce się do niej wracać. Acha, no i bardzo ważna rzecz- wykonanie. Bez zarzutów. Świetna wypraska, dobrej jakości elementy, pomalowane figurki, wytrzymałe karty. Dodatkowo ilustracje na kartach i modułowej planszy są wyśmienite i cieszą oko. Co zaskakujące, wszystkie żetony są już wyciśnięte i poukładane w wyprasce. Może to być niemałe zaskoczenie- ja szczerze powiedziawszy pierwszy raz spotkałem się z czymś takim.

Na koniec powiem, że nieco boję się o swój planszoholizm. Dotąd gry fantazy były poza kręgiem mojego zainteresowania a co za tym idzie nie przyglądałem się im pod kątem nowych zakupów. Teraz, o maj god, nie wiem co to będzie…

Kończę, idę oglądać Władcę Pierścieni.

FacebookTwitterGoogle+Podziel się/Zapisz

Komentarze 21

  1. Kolo

    Straszną mam ochotę na tę grę, dawno o jakimś tytule nie słyszałem zewsząd tyle dobrego :)

  2. Stanley

    Jak Ci jedna osoba mówi, że jesteś osioł to sobie nic z tego nie rób, ale jak powtórzy Ci to kilka osób, to kup sobie siodło….

  3. Stanley

    Widzę Kolo, że Ty tak jak jak, trochę dobrego poczytam i… nie mogę się oprzeć. :) Napisz koniecznie o wrażeniach z gry!

  4. Kolo

    Nie z każdym tytułem tak mam, ale duża przygodówka Chvatila to był mus :)

    Póki co mam za sobą 2 partie 1-osobowe i 2 partie 3-osobowe, ostatnią graliśmy wczoraj od północy do 8 rano (akurat jestem na L4, to sobie korzystam ;)).

    Gra jest mocno skomplikowana, ciągnie się długo i robimy jeszcze dużo błędów, ale klimat jest ekstra, a ochota do gry nie mija :) (pierwsze skojarzenia – planszowy HoMM)

  5. berni

    @Kolo: you must be jokin,
    te 8 godzin, to oczywiście z przerwami? W tyle czasu to pewnie 6-osobową partię w Twilight Imperium da się ukończyć ;-)

  6. Kolo

    Nie, z czytaniem instrukcji i długim analizowaniem ruchów. Jeżeli sprawia to przyjemność, to nie ma problemu, że gra jest długa :p

  7. Mysza

    A ja mam bardzo mieszane uczucia do tej gry. Grałem raz, więc może to są początkowe myśli, ale niestety nie podoba mi się tutaj efekt śnieżnej kuli, taki że jeden gracz szybciej coś zabije dostaje fajną kartę, drugi gracz dostanie słabszą. Potem z tury na turę rozciąga się różnica że jeden gracz zabije potworka lewym jajem na odległość(potworek wtedy nie oddaje), a drugi gracz zbiera i ciuła silę taką aby zabić wroga na odległość, albo zbiera defensy aby nie dostać ran które bardzo ograniczą grę, jak masz je na ręce.
    I tak potem wygląda że jeden gracz ma 7 lvl, a drugi 3lvl, bo ten z 7lvl co ture zabija kogoś, a ten na 3lvl ciuła:)
    Druga sprawa, że czary są za bardzo przegięte w tej grze:), jak ktoś odkryje wieże maga i go zabije, potem dostaje czar, w drugiej turze kupi czar, to nagle ma 2 mocne czary to rozwałki na oczywiście odległość, tak aby nie dostać od potworka.

  8. Stanley

    dzięki Mysza za przemyślenia. Fajnie jakby ktoś jeszcze się ustosunkował, ja gram głównie solo więc nie dostrzegam tej śnieżnej kuli, nie słyszałem też dotąd tego zarzutu. Jeżeli jednak grałeś tylko raz to jest duża szansa, że to kwestia właśnie tej pierwszej rozgrywki i nieznajomości mechanizmów. Dlaczego drugi gracz na dostać słabszą kartę po zabiciu potworka? Przecież karty akcji zaawansowanych ciągle się zmieniają i uzupełniają?

  9. poooq

    Heh, jutro odbieram swojego, używanego MK. Pewnie, że szybko w niego nie pogram, ale co mi tam. Do pełni szczęścia brak mi jeszcze tylko Warhammer Quest’a po polsku, ale widziałem że ma wejść ekstra wersja na tablety, może ktoś wypuści ją w naszym języku. Pozdrowienia dla ekipy i czytelników!

  10. Avandrel

    Patience you must have my young padawan!

    Na PLkę raczej nie ma co liczyć, ale ptaszki ćwierkają, że WHQ ma szansę na reprint… za 2 lata. W tym roku BloodBowl!

  11. Gnom

    Jak tak czytam opis to stwierdzam, że brakuje strasznie takich gier jak ta (fantasy, przygoda, możliwość gry na jednego), tylko prostszych. :D Ostatnio zagrywam w Runebounda, też spoko chociaż czasem losowość dobija.

  12. Gnom

    *losowość w sensie kości, bo to co natrafi się podczas podróżowania to zrozumiałe, w końcu ma być przygoda. :P

  13. Stanley

    @poooq- odezwij się za dwa lata i napisz jak było ;)
    @Gnom- mnie póki co innych gier nie potrzeba, jak wyeksploatuję Mage Knight to zacznę się zastanawiać. Choć zapewne prostsza i szybsza gierka częściej miała by szansę bytu na stole.

  14. Raptor

    A czy w mage knight można grać w kooperacji albo każdy przeciwko innym? W sensie dwa tryby rozgrywki, raz zagramy w kooperacji, a za drugim razem każdy na każdego?

  15. Post
    Author
    Stanley

    @Raptor- tak, można grać w scenariusz kooperacyjny a można przeciw sobie :)

  16. berni

    Zagrałem dwuosobowy scenariusz kooperacyjny, tłukliśmy się prawie 3 godziny, upadły dwa miasta, ale gra jakoś specjalnie mnie nie porwała ;( Chyba jednak wolę klimaty science-fiction, bo w Eclipse nie ma specjalnie więcej klimatu niż w MK, a w tym drugim wyczuwam jakąś Chvatilową suchość. Nie jest to tytuł pokroju Poprzez Wieki, który wciągnął na zawsze ;-)

  17. poooq

    W tej grze klimat musisz wypracować sobie w głowie, w pudełku masz solidną ale suchą mechanikę posmarowaną lekko grafikami. Mam wrażenie, że znając zasady by pograć na luzie bez wertowania instrukcji działamy jak w komputerowych heroesach: jest klimat, historia ale i tak lecimy mechanicznie żeby nie przegrać.

    Ktoś próbował tej walki interakcyjnej z kością wzmacniającą przeciwnika?

  18. Post
    Author
    Stanley

    Narzekałem, narzekałem, że nie gram i odpaliłem wczoraj solówkę MK. Niestety jest to jedna z tych gier, które powinny być w miarę regularnie eksploatowane, żeby nie zapomnieć zasad. Zmęczyłem się tą rozgrywką dość solidnie. To znaczy pod względem fanu z grania było ok ale bardzo często wertowałem instrukcję w poszukiwaniu jakiś niuansów, które zdążyły umknąć mi z głowy. Ale i tak zmieściłem się w dwóch godzinach :) Jedno podbite miasto nie wystarczyło do zwycięstwa, wynik punktowy też nie był jakiś porażający ale ważne, że kotlet podgrzany i gdyby nie braki w pamięci to całkiem smaczny ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*