Jak się sprzedają gry w Polsce?

osadnik Ogólne 9 Komentarzy

No Gravatar

Z racji ekonomicznego wykształcenia i pracy w banku często patrzę na rynek planszówkowy przez pryzmat biznesu i zastanawiam się np. kto więcej zarobił – Klaus Tauber czy Reiner Knizia, czy planszówki to dobry biznes, ile sztuk gry można sprzedać w Polsce, czy bardziej się opłaca stworzyć grę czy handlować cudzymi i tym podobne bzdety.
Miałem kiedyś pomysł, żeby w Polsce sprzedawać gry tanio kupione w Niemcach, ale inni już na to wpadli wcześniej, zero oryginalności, i temat padł śmiercią naturalną.
A ogólnie mam wrażenie, widząc ilość różnych tytułów i ilość przecenionych gier zalegających od 2 lat w spiele offensive, że plansze to jednak sport dla hobbystów i raczej nie wchodzi się w ten biznes z nadzieją na szybki milion. Dotyczy to moim zdaniem i autorów i wydawców. Na pewno są wyjątki, najbogatszym autorem jest ponoć Klaus Tauber – ale widać z czym to się wiąże – eksploatowanie na maxa jednego hitu na 110 sposobów (dokładnie 110, policzyłem ilość odpowiedzi na BGG na hasło Catan). Jest Catan planszowy, karciany i kościany, szybki i wolny, na 4 i na 6, dla dzieci i dorosłych. Podejrzewam, że wydawnicto KOSMOS też ma się nie najgorzej w związku z tym.

Martin Wallace na pewno też o emeryturę martwić się nie musi. Podejrzewam jednak, że zarabia mniej niz Klaus, chwała mu za to, że zamiast doić kasę na kolejnych mapach do Brassa i aplikować mechanikę Few Acres do innych konfliktów, ma wciąż ochotę na coś nowego, mniej lub bardziej oryginalnego. Podejmuje ryzyko tworzenia nowych tytułów, choć w sumie niewielkie, bo ma już rzeszę wiernych fanów.

Z kolei w Polsce najlepiej sprzedający się tytuł to Kolejka  – wg wikipedii się rozeszła w 40000 egzemplarzy, gratulacje dla twórców, na niszowym rynku to duży sukces. Może K2 pobije wynik po nominacji do SdJ, oby!

Mnie natomiast rzucił się w oczy ciekawy komunikat na stronie PHALANX GAMES POLSKA:

Ostatnia szansa na zdobycie Bożego Igrzyska!
(…….)To może być Twoja ostatnia szansa na zdobycie polskiej edycji gry Boże Igrzysko, która wprowadzi Cię w klimat Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Nakład tej gry jest na wyczerpaniu. Pozostało mniej niż 30 sztuk! Na chwilę obecną nie planujemy dodruku.

W sumie nic zaskakującego, wszystko co dobre kiedyś się kończy, gdyby nie to, że komunikat jest z 13 stycznia czyli sprzed 10 i pół miesięcy! Dziś na iszopie można znaleźć BI w 5 sklepach dostępne od ręki. Zatem wychodzi na to, że w 10 i pół miesiąca sprzedano w Polsce tylko 25 egzemplarzy BI?

Wiadomo, do tych 30 w Phalanxie trzeba dodać bliżej nieokreśloną liczbę w magazynach sklepów Mimo wszystko jakoś powoli się nakład wyczerpuje. Jeśli tak idzie sprzedaż Wallacowego hicioru, to PHALANX kokosów nie zrobił, a potwierdza to tezę, że biznes planszówkowy raczej należy do hobbystów działających ku chwale Planszy niż własnego portfela.

I dzięki Bogu, że tak jest! Funcjonujemy w stosunkowo nieskomercjalizowanej dziewiczej dziedzinie rozrywki, twórcy mogą się obejść jeszcze bez agentów, menadżerów i adwokatów, a odbiorcy mają mnóstwo okazji, żeby stać się twórcami samemu.

Niech żyje Plansza!

Share

Comments 9

  1. Phalanx Games Polska to już zdaje się przeszłość (jak i cały Phalanx, wchłonięty przez 999Games). Teraz chłopaki nazywają się Los Diablos Polacos. Być może brak planów dodruku BI ma z tym jakiś związek (licencje, te sprawy). A poza tym kto chciał kupić Boże Igrzysko, ten kupił i chyba rynek jest nasycony. Pytanie tylko ile egzemplarzy nasyca rynek PL, prawda?

    Wśród krezusów planszówkowych trzeba pewnie wymienić Alana R. Moona. Łoi te tickety rok w rok

  2. O czym może świadczyć fakt, że póki co zrezygnował z projektowania gier bardziej złożonych (dla geeków), których na pewno sprzedaje się mniej a produkuje prostsze gierki dla szerszego nieco grona. Aczkolwiek w takie całkowite „poor” to nie wierzę…

  3. No pewnie, że nie taki „poor”, skoro może się utrzymać wymyślając gry i nie robić nic innego. Polscy autorzy chyba mogą o takim stanie rzeczy pomarzyć.
    A tych prostych komercyjnych gier Wallace’a faktycznie ostatnio dużo. Oby nie rozmieniał się na drobne w kolejnych produkcjach. Może kickstarter uratuje jego portfel i jednocześnie zaspokoi nasze wymagania :) Moongha Invaders zapowiada się całkiem ciekawie ;]

  4. Post
    Author

    czyli bardziej biznes hobbystyczny
    skoro tak to nierzucam jeszcze mojej pracy, gry bedę projektował w przerwie na lunch :)

  5. Post
    Author

    kilka złotych myśli od Martina z 2005 roku:

    o najbardziej znanej jego grze (po 3 latach sprzedaży):

    We did not expect the game to do as well as it has, we thought we would be lucky if we sold 2000 copies. As it stands, there are now 6000 copies in circulation.

    o rynku brytyjskim:

    The UK game market is small, of the games Warfrog produces one tenth will be sold into the UK market. The hobby scene is surviving.

    o radach dla ludzi z ambicjami na grę:

    If you really want to be a game designer then you have to be patient, keep at it, don’t give in, get used to being rejected 99% of the time, be ready to dump designs that don’t quite make the cut, not get too depressed when you feel you’ve ‚run out of ideas’, not shocked at how small a royalty cheque can be, be relaxed when the games company changes your game to make it unplayable, learn to smile when they show you the awful cover artwork, and that in the end it’s not all that important, they’re just games.

  6. Wczoraj rozmawiałem ze znajomym irlandczykiem i zapytałem go czemu nie ma irlandzkich gier na rynku, irlandzkich projektantow oraz dlaczego jest tylko 1 (jeden) sklep online z grami w Irlandii (z 6 grami w ofercie!!!) oraz 1 (jeden) sklep stacjonarny? Powiedzial mi ze w Irlandii jest max. 1000 graczy…to jest taka nisza w niektorych krajach, że naprawde dziwie sie jak można wyzyc z projektowania gier

  7. Czyli jedno jest pewne rzaba- raczej nie zaryzykujesz stania się irlandzkim Wallace’em ;)

  8. ale jakby zrobić ekonomiczne euro o wzlocie i upadku irlandzkiej gospodarki…pierwsza faza to byłby Celtycki Tygrys – wspaniały wzrost gospodarczy, inwestycje, banki daja 100% kredyty na domy, konsumpcja kwitnie. W drugiej fazie usuwamy wiekszość fabryk, zwiekszamy bezrobocie (ale utrzymujemy wyskie swiadczenia socjalne), do tego musimy borykac sie z niezadowoleniem obywateli, spora rzesza imigrantów pobiera zasiłki i wysyła pieniadze do swoich rodzin w Polsce…hmm, chyba tylko Wallace by podołał takiemu zadaniu i może wtedy ta gra by sie sprzedała ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *