Prywatna Gratislavia

Stanley Imprezy, Ogólne, Rozgrywki 10 Komentarzy

No Gravatar

Nie byłem na Gratislavii… Przyznaję się bez bicia i czekam na bicie… Czekam na gromy i wrzaski, że „jak to?! we Wrocławiu, tuż pod nosem, a ciebie nie było??!”… No nie było. berni nie dotarł więc ostatnia moja motywacja padła i ja też nie dotarłem. Ale za to odbyłem Gratislavię prywatną- rozłożoną na dwa dni- piątek i sobotę. Niedzielę pozostawiłem sobie i swoim kompanom od planszy na zasłużony odpoczynek.

     W piątek przeżyłem oblężenie u siebie- istna rotacja graczy, jeden wchodzi- „dzień dobry, dzień dobry, cześć, gdzie siedzę”, drugi właśnie wychodzi- „do widzenia, pa, pa, dzięki za sałatkę”- a na stole po kolei Puerto Rico, 2x Trans Europa, Egizia, Glen more czyli można by rzec rodzinny (+) wieczór. Sączony od 20.00 do 3.00 nad ranem… W tym miejscu pochwalić należy osadnika, który pobudzony telefonem o godzinie 2.00, bez chwili zastanowienia powiedział: „przyjeżdżam”, załapując się tym samym na ostatni z wymienionych powyżej tytułów i resztę sałatki. Puerto Rico odgrzebało się z kolekcji po długim „niebycienastole” i trzeba przyznać, że odgrzebało się rewelacyjnie. Niedługa (55 min) trzyosobowa partia dostarczyła emocji sporo i potwierdziła mój pogląd, że „niech se gra na półce leży czas nawet długi, w końcu ktoś wyrazi chęć, żeby w nią zagrać i miło spędzi przy niej czas a jak się jej pozbędziesz to nie wyrazi i nie spędzi”…

     Sobotnie natomiast spotkanie na prywatnej Gratislavii „zasponsorował” osobiście pan Martin Wallace rzucając na stół swoje dwie gry Boże Igrzysko i Brass. Obie pyknęliśmy w trzyosobowym gronie. Przegrałem sromotnie w oba tytuły (sorry Palmer- o Mistrzu, niegodny jestem choćby macać żetonu przędzalni…) ale grało się cudownie. Połączenie kooperacji i rywalizacji w BI kręci mnie totalnie i daje tak ogromne możliwości mamewrowania, że cały jestem w skowronkach. Natomiast wyjęcie o 1.00 na stół Brassa było pewego rodzaju brawurą ale jak się okazało gra sama w sobie się obroniła i zadziałała jak najmocniejsza na świecie kawa- do 3.30 utrzymywała nasze oczy otwarte (szeroko otwarte)(wytrzeszczone). Koniec końców popadłem niestety w niekończącą się spiralę długów (znaczy pożyczek) i mimo genialnego planu skończyłem grę z wynikiem o 30 pkt gorszym od lidera- osadnika (sorry Palmer- o Mistrzu, niegodny jestem choćby macać żetonu przędzalni…).

Gratislavia prywatna. Cenna inicjatywa. Inauguracja. Było świetnie. Dziękuję wszystkim przybyłym. Konkurencji Gratislavii głównej nie robię. Nieobecności na owej szczerze żałuję. Poprawę obiecuję. Na najbliższej będę. Tak mniemam. Dziękuję.

Share

Comments 10

  1. ja tam nie żałuję nieobecności na Gratislavii, prywatki są lepsze niż masówki :)
    motywacja do Gratislavii mocno spadła – pomyslałem, że skoro mam grać ze Stanleyem, nie potrzebuję Gratislavii, żeby się z nim spotkać. Wolę na spokojnie, nocną porą, w domowych pieleszach, przy bigosie i chlebie ze smalcem:)
    nagrałem się do syta, sobotnie spotkanie to lajtowa przystawka, pobudziła mocno apetyt na cos konkretnego, a niedziela to normalnie „gulasz i golonka” w jednym – BI i Brass pobudziły nas na maxa, zero senności, po grze trybiki długo sie jeszcze kręciły i analizowały ruchy. Obie gry pozostawiły po sobie długotrwające uczucie spełnienia.
    Prawdziwa planszowa uczta!

    Chciałem tylko się poskarżyć na naczelnego, że tak ładnie pokazał, jak figurki z Ryzyka pasują do BI, a po napisaniu posta spakował figurki nazad do ryzyka i musielismy grać standardowymi żetonami. Byłem rozczarowany. Stan, narobiłeś mi apetytu i co? Nieładnie.

  2. Mea culpa… Dałem ciała na całej linii, kompletnie zapomniałem przerzucić figurki z Ryzyka do BI. Trzeba było grać plaskaczami a nie w 3D ;)

  3. Tak Palmer, wiedziałem, że czas naszej gry Cię poruszy dogłębnie. Z ciekawości ile Ci zajmuje rozgrywka trzyosobowa w Brassa (w realu, nie online) bo już całkiem serio mówiąc jakiś długich przestojów nie mieliśmy, trochę czasu schodzi na przesuwanie kasy poza planszę, rozdysponowanie nowego dochodu, tasowanie kart, liczenie punktów itp. No i poprawkę trzeba wziąć na to, że Piotrek grał drugi raz, osadnik chyba trzeci po dłuuuugim czasie i sporo zasad musiałem tłumaczyć chłopakom w trakcie gry.

  4. Ostatnia gra trzyosobowa live jaka mi się przytrafiła to był międzyPionek, ale z tego co pamiętam to w 90min się zamknęliśmy.

  5. My we dwójkę gramy jakieś 60-70 minut + składanie/rozkładanie. Czasem schodzimy poniżej godziny, więc 1,5h we trójkę wydaje mi się szybkie ale realne

  6. Ja mógłbym wpaść na Games Fest.
    Chociaż dopiero od Avandrela dowiedziałem się, że będzie w ten weekend, dobrze widać reklamują.

  7. Ano właśnie, też się dopiero dowiedziałem :) Pionek raczej dla mnie nie wypali, obowiązki zmuszają do pozostania we Wrocławiu ale w związku z tym jest szansa, że na Games Fescie się będę mógł pojawić :)

  8. Post
    Author

    Byłem w sobotę na Games Feście. Pokręciłem się chwilę, popatrzyłem w co ludzie grają, pooglądałem prototyp Królestwa, nasyciłem oczy grami na stoisku sprzedażowym i z braku czasu niewiele więcej zrobiłem. Ale miło było popatrzeć jak inni siedzą przy planszy :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*