Troyes- niech żyją kości

Stanley Ogólne, Recenzje 17 Komentarzy

No Gravatar

Łaziło za mną i łaziło. Głośno o tym było już od jakiegoś czasu i łaziło po graczach no to zaczęło łazić i po mnie. Więc przeczytałem instrukcję. I łaziło jeszcze bardziej. Więc wszedłem na BoardGameArena i zagrałem. Zaczęło łazić, że hej… No to zagrałem jeszcze raz… Przestało łazić, bo doszło. Troyes czyli „Trła” wzbogaciło moją kolekcję i zmusiło do poprzestawiania gier na moim regale. No i leży… bo a ja dalej gram online…

„Troyes to strategiczna gra, w której gracze reprezentują bogate francuskie rodziny z regionu Szampanii, próbując wykorzystywać swe wpływy do werbowania i kontrolowania ludzi w trzech obszarach: militarnym (związanym z czerwonym kolorem w każdym aspekcie gry), religijnym (biały) i cywilnym (żółty).” Takie zdanie wita nas podczas pierwszego podejścia do instrukcji jednocześnie nakreślając nam tło fabularne gry. Ale jak to w eurograch bywa fabuła ma tu raczej znikome znaczenie choć jak się człowiek uprze to może się jej mimo wszystko doszukać w przesprawnie działającej mechanice. A mechanika głównie opiera się na kostkach. Szczerze przyznam, że ostatnio bardzo kostki lubię choć nie zawsze tak było. Po kilkunastu rozgrywkach w Ryzyko kostki stały się dla mnie tematem tabu na długi czas. Dopiero Stone Age pozwolił kostkom wrócić do łask a Alien Frontiers ostatecznie uzmysłowił mi, że dobre ich wykorzystanie w grze może być fascynujące.

W Troyes kostki reprezentują siłę roboczą. Na początku gry rozstawiamy swoich obywateli (meeple) w trzech głównych budynkach: pałacu (sfera militarna), klasztorze (sfera religijna) i w ratuszu (sfera cywilna). Od ilości naszych obywateli w budynkach będzie zależała liczba kostek danego koloru (czerwony, żółty, biały) jakimi będziemy dysponować w danej turze. I tu zaczyna się cała zabawa- turlamy każdy swoimi kostkami, kładziemy je w swoim obszarze gry na planszy i zaczynamy kombinować. Oczywiście zastosowań dla użycia naszej siły roboczej znajdziemy w grze mnóstwo. Począwszy od odpalania kart akcji, poprzez budowę katedry (która da nam punkty zwycięstwa i punkty wpływów), poprzez wypychanie innych graczy z głównych budynków żeby zwiększyć tam swoje wpływy i w kolejnej turze dysponować innym (większym) zestawem kości, aż po walkę z różnymi wydarzeniami, które z biegiem gry coraz bardziej nękają miasto Troyes. Ciekawym elementem mechaniki jest fakt, że nigdy nie mamy pewności, że kości którymi dysponujemy uda nam się wykorzystać samemu. Po prostu inni gracze mogą je od nas odkupić na co musimy się zgodzić. Pojawia więc się kolejny stopień planowania- które kości wykorzystać najpierw, ewentualnie które odkupić od innego gracza itp.itd. Co turę zmagamy się też z najazdami obcych wojsk (czarne kostki), które na początku tury musimy najpierw odeprzeć poświęcając pewną liczbę naszych kości. Liczba najeźdźców zależna jest od negatywnych wydarzeń których nie pokonaliśmy zawczasu, tak więc jeżeli gracze nie będą inwestować w zapobieganie wydarzeniom z biegiem gry najeźdźców będzie coraz więcej a co za tym idzie więcej własnej siły roboczej (kostek) będziemy musieli poświęcić na walkę z nimi a co za tym idzie mniej kości zostanie nam na wykonywanie akcji.

obowiązkowa rozgrywka solo za 2 osoby:

No właśnie akcje. Jak już pisałem jedną z nich jest odpalenie kart akcji. Jest ich w grze 27 przypisanych po równo do każdego koloru ale tylko 9 z nich losowo wybranych będzie brało udział w pojedynczej rozgrywce. Powoduje to mnóstwo kombinacji, powstających kombosów i gwarantuje, że rozgrywki szybko (o ile kiedykolwiek) nie będą powtarzalne. Karty wchodzą do gry sukcesywnie, dlatego ruchy trzeba dostosowywać do pojawiających się, nowych okazji. Karty odpalamy po pierwsze zatrudniając za gotówkę zarządcę (meepla) a następnie poświęcając od 1 do 3 kości (swoich bądź zakupionych od innych graczy) i odwołujemy do karty którą chcemy odpalić. Musi być ona tego samego koloru co kości których używamy. Następnie wykonujemy proste działanie matematyczne- wartość użytych kostek dzielimy przez widniejącą na karcie cyfrę i wychodzi nam ile razy korzystamy z tej karty. Jeżeli np. karta oferuje nam 3 denary, przelicznik na poziomie 2, to mając kości o wartości 10 aktywujemy kartę 5 razy (10:2) w związku z czym w konsekwencji otrzymamy 15 denarów. Chyba proste? Oprócz pieniędzy z kart możemy otrzymać różne inne przydatne rzeczy np.: punkty zwycięstwa, punkty wpływu (o których za chwilę), dodatkowe możliwości użycia kości itp. Dla tych którzy boją się, że gra może być jednak zbyt losowa pojawia się system pewnego ograniczenia losowości. Do tego służą wspomniane przed chwilą punkty wpływu, wydając je możemy np. przerzucać kości bądź odwracać je na drugą stronę.  I tak sobie gra płynie, a przyznam płynie bardzo przyjemnie. Całości dopełniają karty postaci, które losujemy na początku gry, a które to postacie zapewnią nam punkty zwycięstwa na końcu gry za spełnienie pewnych warunków. Są to więc ukryte cele o tyle fajne, że korzyści dotykają wszystkich graczy a nie tylko posiadacza danej postaci. Warto więc próbować się domyślić jakie postacie mogą posiadać nasi współgracze i dzięki temu rozwinąć dziedzinę która zaprocentuje na koniec punktami zwycięstwa. Ten kto sprawniej będzie operował swoją siłą roboczą wysyłając je w kolejne miejsca, których działanie zazębi się z innymi podejmowanymi działaniami ten wygra.

Ta gra to ewidentna kwintesencja eurogier gdzie praktycznie każdy krok daje nam punkty zwycięstwa. Niby nic nowego ale dzięki świetnemu wykorzystaniu kostek mam wrażenie że obcuję jednak z nowatorskim pomysłem a przede wszystkim z bardzo grywalną pozycją. Rozgrywam partię za partią na BGA, polecam spróbować właśnie tam by poznać grę a potem oczywiście zakupić swój egzemplarz bo to bardzo dobra gra jest! Gra jest dodatkowo relatywnie szybka. W pełnym składzie 4-o osobowym rozgrywka zamknie się spokojnie w 1,5h (na BGA- 30 min). Hmm… jak czytam ten swój post to widzę, że ta gra to suchar jakich mało ale co z tego jak daje satysfację. A klimat? Klimat można sobie wyobrazić!!

 

Share

Comments 17

  1. Post
    Author
  2. tak- BoardGameArena. Może w takim razie dziś wieczorem trzyosobowa partia, no chyba, że jeszcze czwarta osoba się znajdzie? Umówimy się mailowo co do godziny.

  3. @rzaba- instrukcja jest bardzo dobrze napisana. Zasady nie są skomplikowane ale ze względu na dużą ilość kart (każda ma inne działanie) nie jest łatwo to wszystko ogarnąć przy pierwszych (zakładam, że dwóch) partiach. Potrzeba czasu, żeby zauważyć poszczególne zależności i coś sobie móc planować. Ale frajda jest :)

  4. Agrr! Czytam te wasz wpisy o eurograch i tylko się nakręcam i zazdrość mnie ponosi ;p Macie dobry skład do grania, a ja muszę pływać na półśrodkach ale powoli będę to chciał zmienić. Dlatego mam do Was pytanko, jako, ze jesteście „twardzi” gracze to opinię już macie wyrobione. Przymierzam się do pierwszej pełnej łajby w stylu euro i oczywiście musi ona być chociaż graficznie powiązana z morską bryzą i dlatego zastanawiam się nad: Vasco da Gama, Navegador bądź Macao i nie wiem, co. Czytałem już recenzję Navegatora i to, jak po kilku rozgrywkach padł oraz tekst o Vasco ale napiszcie słów kilka jeszcze, bo to nie łatwy wybór ;)
    Ps. jak mam dodać swoją banderę w profilu do tego WP, bo nie wytrzymam tak dłużej?!

  5. Brass jest morski pełną gębą ! 1/4 planszy to woda, a 2/5 żetonów mają morski klimat – porty i stocznie :D
    Do tego pieniądze brzęczą, co dla pirata ma niemałe znaczenie ;)

  6. @Palmer – dzieki bardzo faktycznie w Brassie na planszy jest sporo wody ale z żaglami, niby odkrywaniem lądów itp. to chyba nie ma tam nic oprócz tego, że plansza jest trochę na niebiesko maźnięta ;)

  7. Post
    Author

    @Pirat Cristobal- z gier przez Ciebie wymienionych grałem i mam tylko Vasco da Gama i bardzo je lubię. Jeżeli faktycznie zależy Ci na morskich akcentach to tu je znajdziesz na pewno- kupowanie projektów statków, rekrutowanie załogi i kapitana, wodowanie i żeglowanie choć musisz być świadomy, że to żeglowanie to bardziej element mechaniki niż jakieś klimatyczne podróżowanie, jak to w euro. Vasco śmiga bardzo dobrze, zawsze chętnie zagram. Polecany przez Palmera Brass z klimatem morskim ma rzeczywiście niewiele wspólnego ale to wspaniała, rewelacyjna choć wymagająca gra. Może warto jednak spróbować? W nic innego „z morzem” nie grałem…

  8. @Stanley – dzięki bardzo za info. Jestem świadomy, że euro to mechanika i długo, dłuuugo nic i dopiero wykonanie, a dopiero po tym klimat :) Ale jakoś już tak mam, że lubię, jak na grafikach są żagle, a w opisie ktoś mi wciska, że jestem portugalskim odkrywcą nowego świata ;) , bo resztę sam sobie wcisnę.

    Vasco już od premiery mnie interesował ale ten Navegador też mnie męczy :)

  9. Post
    Author
  10. Faktycznie ten Tyros mnie zainteresował ale gorzej z jego dostępnością na naszym rynku. Widzę, że Vasco nie jest takim długaśnym tytułem, a w dwie osoby, jak na euro to już chyba w ogóle bardzo dobry czas można złapać. A czy przy dwóch osobach rozgrywka jest słabsza (przynajmniej tak mi się wydaje, że gdzieś czytałm)?

  11. Piracie!
    VdG to dla mnie gra best of the best!
    Zachwyciłem się od razu itak już zostało.
    Czacha dymi, mózg się lasuje, tej gry nigdy nie oddam, zakochałem się i nie puszczę jej w obieg. Moja ci ona.
    Jedna z najbardziej mózgożernych gier w mojej kolekcji. Na cztery było super, ale na 2 też nie narzekałem.
    Polecam wszystkim, choć wiadomo, że nie każdemu się spodoba.

    Tyros akurat jest w mojej kolekcji, jednakże ląduje gdzieś w środku stawki, nie pozbywam się jej , ale jakoś też nie ma okazji zagrać. Jakbym miał wybierać, to zawsze wybiorę Vasco.

  12. W planszomanii promocja na Troyes- 99 złotych wraz z czterema dodatkowymi promocyjnymi kartami… Ech, pospieszylem sie :(

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *