Początek tygodnia

mars Rozgrywki 9 Komentarzy

No Gravatar

Wczoraj Stanley zaskoczył mnie swoim telefonem, gdy odbierałem małą z przedszkola. Rozpoczął od standardowego „No co tam?„. Grzecznie postanowiłem podtrzymać rozmowę rzucając elokwentne „No co tam?„. „Gramy?„. „Gramy!„. Tuż po godzinie 18-tej gość zawitał u drzwi z drobiazgiem w postaci zielonego pudełka z napisem … Ravensburger. Dziwna nazwa gry. Moment! Stanley podpowiada, że to nazwa firmy a gra nazywała się Glen More ;) Dość małe i niepozorne pudełko skrywało w sobie trochę kafli pogrupowanych od 0 do 3, drewniane znaczniki i kilkanaście grubszych kart. Strzelam, że z 10 minut tłumaczenia zasad i ruszyliśmy do budowy. Pierwsze 2-3 ruchy po omacku i nie do końca wiedziałem co mam robić. Szybko jednak okazało się, że nie ma tu wielkiej filozofii są jednak rozmaite wybory co już nie było takie łatwe. Po kilkunastu ruchach okazało się np. że Stanley ma już przewagę ponad 5 beczek Whisky co przy liczeniach dawało mu 8 punktów przewagi. Postanowiłem go nawet nie gonić i skupić się na czymś innym. W moim przypadku była to produkcja surowców, kupowanie kafli z kartami i sprzedaż za punkty zwycięstwa na jarmarku. Próbowałem też mieć nadmiar ludzi, ale Stanley mnie też przegonił. Kartami próbowałem, ale różnica stopniała tylko do 1 punktu. Okazało się, że będę wykonywał ruch jako ostatni. Nadmiar surowców idealnie się sprzedał przynosząc dodatkowo sporo punktów i mimo mniejszej ilości „czystych” punktów doliczyliśmy kasę i okazało się, że pieniądz czyni cuda, gdyż wygrałem 58 : 41.

Wszystko to trwało chyba 50 minut – popraw mnie Stanley jeśli coś pochrzaniłem. Gra była bardzo przyjemna, choć najbardziej to się złościłem na „kostkowego dziadka”, który 3 razy zakosił mi to co chciałem. Obiektywnie patrząc jest to ciekawe rozwiązanie podczas gry, gdyż pozytywnie podnosi poziom irytacji (coś jak stres pozytywny). Co dla mnie ważne to fakt, że chodzi dobrze dla 2 osób – nie było jakichś problemów z jakimkolwiek aspektem gry. Wiem, że na pewno mogłem jeszcze więcej punktów wydoić gdybym nie zaczął, źle rozbudowywać swojego terenu. Nie lubię takich sytuacji ostatnio bo przez to okazuje się, że jest kolejna gra, którą chciałbym mieć ;)

Akurat skończyliśmy partyjkę w Glen Mora i pojawił się trzeci gracz na horyzoncie. W planach od początku była rozgrywka w Ora et Labora we trójkę. Trochę przepychanek, ale ostatecznie udało się zasiąść do wersji francuskiej. Skleciłem koło na 3 osoby i od razu dało się zauważyć, że fazy osad są gęściej rozmieszczone. Oczywiście wpłynęło to znacząco na rozgrywkę ponieważ do fazy E dotarliśmy w niespełna 2 godziny. Stanley przez cały czas narzekał, że nie ogarnia tej „kuwety” a koniec końców okazało się, że rzutem na taśmę wygrał 227 : 226 : 198.

Niestety ponowne liczenie punktów nie zmieniło wyniku i przegrałem jednym punktem. Przegrana nie byłaby bolesna tak bardzo gdybym przegrał jednym punktem przy wyniku 4 : 3, ale takie ułamki % ! W zasadzie można uznać, że Stanley wygrał dzięki osadzie, której zawsze unikałem przy grze dwuosobowej czyli Dzielnicy Nędzy. Cudy raptem dwa zostały wybudowane, relikwii zbyt wiele też nie było. Na pewno przesadziłem z surowcami i przyzwyczajony do długiej gry w 2 osoby trochę się przeliczyłem. Zbliżająca się faza osad E jest elementem mobilizującym w grze i trochę stresującym. Dwie osoby jak grają to wiedzą, że koniec może nastąpić, gdy ktoś ma wystarczająco surowców, żeby zbudować 4 budynek od końca. Dla 3 i 4 osób zegar tyka nieubłaganie i nie ma co się skradać. Teraz muszę wprowadzić modyfikacje dla dwóch graczy, żeby jednak przyspieszyć grę co znacznie zwiększy atrakcyjność tego tytułu dla mnie. Tak czy inaczej grało się świetnie.

Na stole obok (w zasadzie to ławie) już przed rozgrywką w Ora et Labora umieściliśmy A Castle for All Seasons, którego zasady Stanley już znał. Nie było innej opcji jak po wytłumaczeniu sprawdzić jak się gra, szczególnie że zapowiadał rozgrywkę poniżej 40 minut. Ładna plansza, trochę znaczników, karty i żetony czasem o bardzo pokaźnych rozmiarach (wszystko to budynki) da się szybko i sprawnie ułożyć na stole. Wytłumaczenie zasad zajmuje 5-10 minut i wtedy następuje najważniejsza część czyli granie. Wariant 2 osobowy to 12 tur, które mogą trwać nawet . . . . . 20 minut! Nie każda tyle tylko w sumie. Tak ekspresowo to jeszcze nie grałem. Karta, tura, karta tura … czas jak w Atonie. Na pewno muszę wydłużyć to chociaż do 14 lub 16 rund bo to za mało i czułem mały niedosyt. Wygląda to na tytuł, który jednak będzie zdecydowanie lepiej chodził przy 3-4 graczach, gdy możemy bardziej korzystać z kart przeciwników. Całkiem dobrze mi poszło, chyba głównie dzięki obstawieniu zamku na bonusy z nieobsadzonych miejsc w zamku (które są liczone x3) – chyba i tak nic to nikomu nie mówi ;)

Podsumowując: grało się świetnie! Fajnie tak zacząć tydzień i mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec!

Share

Comments 9

  1. Pięknie wszystko marsie wyłożyłeś! Wieczór baaaaaardzo udany, zresztą jak każdy mój od początku stycznia. Generalnie mam niezły cug i każdego wieczoru coś się na planszy dzieje :) Oby tak dalej!

  2. Post
    Author

    Oj no nie zawsze jest tak pięknie. Czasem jest okazja więcej pograć, czasem mniej, no a niestety zdarza się też zupełna posucha :/

  3. @DeL- a najlepsze było w tym to, że rzeczywiście większość rozgrywki „nie ogarniałem tej kuwety” (to była moja pierwsza gra)- nie budowałem zbyt dużo budynków acz rzeczywiście dbałem żeby je rozsądnie rozmieszczać. No i Dzielnica Nędzy postawiona w ostatniej fazie osad w bardzo ciekawym miejscu dała mi to spektakularne zwycięstwo :) Miodzio!

  4. @Stanley, mi w pierwszej rozgrywce pomogla strategia „nadmorska” przeciwnicy nie wykupywali tych elementow za to ja wlasnie tam upatrzylem szanse na zlojenie dodatkowych punktow, i udalo sie ! fakt ze tez wydatnie Cud mi pomogl bo to jednak +13pkt ale z tego nabrzeza tez skosilem duza ilosc pkt.

    IMO OeL wydaje sie przyjemniejsza gra niz Agricola, moze przez fakt ze nie dostaje sie tylu ujemnych punktow na koniec rozgrywki ;)

  5. To tylko jeden punkt, to niecałe 0.5% przewagi, w granicy błedu, czyli tak jakby remis :) Kiedy rewanż lepiej powiedz!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *