Gratislavia VIII – dzień pierwszy

berni Ogólne 34 Komentarzy

No Gravatar

Pierwszy dzień Gratislavii zakończony . Był to drugi raz, jak miałem okazję być na tej imprezie i trzeci mój konwent w ogóle (w czerwcu udało mi się odwiedzić Pionka). Wyszło chyba na to, że tym razem było to najbardziej intensywne i chyba najbardziej satysfakcjonujące spotkanie. Poszedłem dokładnie wiedząc czego oczekuję, a co najważniejsze wiedząc w co chcę zagrać i z kim będę mógł to zrobić. Plan mógłbym określić jako wykonany w 110%. Pojawiłem się tuż przed godziną 11. Było już trochę ludzi, choć jeszcze można było przebierać w stolikach. Na miejsce wcześniej dotarła już ekipa śląska, z którą przybyli Palmer i Beti. Postanowiliśmy zacząć od umówionego Szoguna

W trakcie przygotowania do gry pojawił się Avandrel i przyłączył się do nas. Bardzo dobrze, bo w Szoguna najlepiej gra się w pełnym składzie, a 4 zamiast 3 to już prawie kompania. Ja tradycyjnie postanowiłem wdrożyć swoją strategię agresywną i jakoś tak się złożyło, że po pierwszych potyczkach na planszy doszło do wyraźnej polaryzacji pseudosojuszy. Beti odpowiadał na każdą zaczepkę, a ja nie byłem mu dłużny, przez co nastąpiła wyraźna eskalacja konfliktów. Palmer co prawda zaczepiał Avandrela, ale ten w końcu tak zbunkrował swoje dzielnice, że nikomu nie chciało się tracić niepotrzebnie wojsk. Po pierwszym podliczeniu wysunąłem się na prowadzenie, choć różnice punktowe były raczej znikome. W drugim roku wojen ja nadal wojowałem z Betim, przez co trochę zapomnieliśmy o rozwoju. Wykorzystał to zdecydowanie Avandrel. Budował na potęgę i dziwnym trafem ciągle unikał destrukcyjnych wojen. Palmer deptał mu jednak po piętach. Po zakończeniu drugiego roku gry nastąpiło ostateczne podliczenie. Ja i Beti wykrwawiwszy się na dobre zajęliśmy zaszczytne dwa ostatnie miejsca. Avandrel wysforował się natomiast ze swoimi budynkami i niezagrożenie wygrał. O samym Szogunie wypowiadać się już nie będę. Grałem w niego kolejny raz, wciąż go lubię, ale nie budził we mnie takich emocji jak kolejne tytuły, które lądowały na stole. Efekt świeżości jest jednak ważny ;-) Może ktoś z pozostałych zechce napisać swoje wrażenia z pierwszej rozgrywki.
Na życzenie Avandrela kolejną grą było Innovation. W sumie nie wiedziałem nic o tej grze poza tym, że autorem jest Carl Chudyk i, że wkrótce jakieś wydawnictwo wyda to w wersji polskiej. Patrząc na autora spodziewałem się raczej lekkiej, niezbyt skomplikowanej karcianki w stylu Glory to Rome. Jak bardzo się myliłem… Grę zdecydowanie włożyłbym do kategorii mózgożernych z wyraźną etykietą Caution! Mindfucker. O ile po tłumaczeniu zasad nie za bardzo wiedziałem co robić, to w trakcie gry wiedziałem jeszcze mniej. W grze występuje tylko kilka akcji, ale wybranie najwłaściwszej w danej chwili wymaga niezłego główkowania. Podoba mi się mechanizm podobny do chwałorzymowego podążania za rolą. W przypadku Innovation mechanizm ten jest jednak odpalany dla pozostałych graczy pod pewnymi warunkami. Jeśli spełniają określone kryteria, to mogą, a czasem są zmuszeni do wykonania danej akcji. Kiedy już powoli zaczynałem ogarniać co się dzieje na stole, Beti nagle zdobył czwarte osiągnięcie technologiczne i zakończył grę. Było to chyba nawet w momencie, kiedy na sali wręczano nagrodę za jakiś konkurs i kiedy powróciłem uwagą do stołu, okazało się, że gra skończona. Pozytywnie zaskoczyła mnie ta gra i na pewno kupię polskie wydanie, by móc jeszcze raz zmierzyć się z problemem i spróbować zrozumieć coś więcej. Myślę, że koło 4-5 rozgrywki można już dobrze wychwytywać zależności między kartami. Przy pierwszej rozgrywce wygląda to raczej jak wbiegnięcie z impetem w ścianę – takie miałem odczucie. Na pewno nie jest to gateway game, chyba, że chcemy aby nowicjusze poczuli się jak u bram piekieł. Po Innovation Avandrel opuścił nasz stolik, choć nie wiem, czy udało mu się znaleźć jakiś inny. Palmer natomiast wyciągnął grę Martina Wallace’a (czyli według podejrzeń swoją własną) – After the Flood. Gra raczej mało znana, ciężko dostępna i wydana przez Treefrog – a więc samo drewno. W grze podejmujemy się kierowania kolejnych cywilizacji, które rodzą się i upadają w przeciągu 5 tur. Co turę plansza jest niemal resetowana, a gracze mogą podjąć się prowadzenia kolejnej cywilizacji. Mamy możliwość rozbudowy metropolii, handlu no i oczywiście prowadzenia wojen, których w naszej rozgrywce nie zabrakło. Przez niezrozumienie zasad szybko zostałem w tyle i później długo musiałem gonić za czołówką. Nie było to łatwe, ale nie było też niemożliwe, jednak szereg złych decyzji powodował, że możliwość zdobycia kolejnych cennych punktów uciekała mi sprzed nosa. Palmer nie omieszkiwał mi wytknąć błędu zaraz po tym, jak kończyłem swoją kolejkę ;-) Nie mogąc zatem wygrać bawiłem się w atakowanie, co szło mi całkiem dobrze. Jednak prowadzenie wojen nie jest kluczem do zwycięstwa i przekonałem się o tym boleśnie po podliczeniu punktów. Tym razem wygrał Palmer. Ponownie wygrał Beti (wybaczcie, byłem tak daleko w tyle, że nawet nie spoglądałem, który z was wygrał. Coś mi mówiło, że Palmer, ale nieeee…) After the Flood jest grą specyficzną. Myślę, że nawet jak na Wallace’a, choć zdecydowanie czuć tam jego „rękę”. Bardzo fajna gra, raczej lżejsza, choć Betiemu niejednokrotnie włączała się lampka optymalizatora. Grze można w zasadzie zarzucić jedno – jest dla trzech graczy. Ani krzty mniej lub więcej. Akurat moje partyjki najczęściej są dwu- lub czteroosobowe, więc trafiłem bardzo niefortunnie. Na szczęście gra jest na tyle ciężko dostępna, że nie mam rozterki w sprawie jej kupowania ;-) Ostatnią grą tego wieczoru, przynajmniej dla mnie, było Glen more. Palmer bardzo szybko i sprawnie wytłumaczył reguły, których nie było znowu tak wiele do zapamiętania. Ogólnie chodzi o to, żeby chodząc po torze kafelków wybierać takie, które najlepiej rozbudują naszą wioskę poprzez produkcję zboża, drewna, bydła, owiec, ludzi itd. A tak naprawdę wszystko kręci się wokół produkcji wódy. Destylarnie są miejscem pożądania dla wszystkich graczy, bo jako jedyne przynoszą jedyny dostępny w grze wysoce przetworzony towar – gorzałkę. Pozostałe surowce, to po prostu coś co można przynieść z lasu bądź z pola. Fajny jest tor kafelków, po którym trzeba uważnie się przemieszczać. Wysforowanie się do przodu jest często niewskazane, bo aktywnym graczem zawsze jest ten, który jest na końcu kolejki. Jeśli więc jeden gracz wybiegnie za daleko do przodu, to może się okazać, że będzie długo czekał na swoją następną rundę, podczas gdy jego przeciwnicy będą powoli przeskakiwać po 1 – 2 pola do przodu. Gra mi się bardzo spodobała. Kafelki, surowce, aktywacja kafelków – od razu na myśl przyszło mi skojarzenie z grą Cuba, która jakoś nie zyskała mojej sympatii i raczej mnie nudziła. Glen more uważam za ciekawsze, w dodatku trzyosobowa rozgrywka trwała jakieś 45 minut. Dla mnie bomba, zwłaszcza, że wreszcie wygrałem. Jeśli miałbym się czepić, to jakości elementów. Nie są najgorsze, ale nie sprawiają wrażenia supersolidnych. Ot wszystkie kafelki, punkty zwycięstwa i pieniądze są wykonane z podobnego materiału jak punkty zwycięstwa w Puerto Rico ( w sumie ten sam wydawca) – czyli nie są bardzo liche, rozwarstwiać się nie będą, ale mogłyby być grubsze dla podniesienia komfortu właściciela ;-) Glen more jak na razie trafia na listę do kupienia. Jak widać Gratislavia przebiegła bardzo intensywnie. Teraz parę słów o samym konwencie. Ogólna atmosfera bardzo sympatyczna, ludzi przewija się mnóstwo i widać, że nie brakuje osób, które w gry grywają rzadko, zgoła wcale. Im więcej ludzi zarazi się planszoholizmem, tym lepiej, a konwent to najlepszy do tego sposób. Z drugiej strony nie podoba mi się lokalizacja Gratislavii. Poprzednia była lepsza, bo wszystko działo się na otwartej, dużej sali z galerią powyżej. Tutaj natomiast wszystko rozgrywało się w kilku klasach, przez co było utrudnione podpatrywanie w co ciekawego grają inni. Na pewno takie rozwiązanie było też bardziej uciążliwe dla osób tłumaczących reguły i dla chcących tłumaczenia. Tak poza tym wszystko super, tylko następnym razem prosiłbym w jakiś regularny weekend organizować, a nie długi, bo to wtedy i wyjazdy są i inne pomysły na wypady za miasto ;-)

Share

Comments 34

  1. W tym roku i ja byłam. Poszliśmy z Radem i małym więc nie było na szans na granie. Pooglądaliśmy, pomacaliśmy i wróciliśmy.
    Zasmuciłeś mnie Cubą, ponieważ mam ją od dłuższego czasu i zbieramy się do pierwszej rozgrywki.

  2. Post
    Author

    @kobra: Cuba zazwyczaj podoba się graczom, znam nawet jednego wielkiego fana, który kupił nawet dodatek z drewnianym samochodem prezydenta ;-) Ja po prostu wolę Puerto Rico, a teraz jeszcze Glen more. Cuba na pewno jest dużo ładniejsza od wymienionych wcześniej. Poza tym pamiętaj, że ja np. nie lubię Horroru w Arkham, a wiem, że Tobie się podoba – każdy lubi co innego :)

    Ps: witaj wśród żywych :]

  3. No smutny jestem, że tak daleko od domu, ale miałem za to okazję na półce sklepowej zobaczyć następujący produkt
    chińskie Monopoly  :)

  4. ad. 1 Berni znowu dałeś dupy przy tłumaceniu reguł. W Szogunie zawsze zna się kolejności 5 akcji do przodu. W momencie rozgrywania pierwszej odsłaniamy 6 itd. :P
    Ale co do samej gierki to solidny area control z wypasioną wieża walki. Jakbym miał regularną grupę do grania to bym się zastanowił nad zakupem.

    ad. 2 W after the flood byłem drugi, a nie pierwszy. Ostatecznie chyba nie wygrałem w nic, wszystko pewnie przez pobudkę przed 7 :P
    Gierka ciekawa. Ciekawi mnie czy czas na pudełko 3h jest aż tak przestrzelony czy podeszliśmy za bardzo na luziku :) Ale przynajmniej było szybko i sprawnie.

    ad. 3 Innovation po tłumaczeniu to się wydaje jakiś kosmos. Do tego 100 indywidualnych kart i ogarnij to za pierwszym razem ;)

    ad. 4 A po pierwszej partii w Glen More mam nauczkę, że tu trzeba wyciskać ile się da i to bardzo szybko. 12-13kafelków się wyłoży i koniec.
    A skoro za każdy kafel więcej od rywala jest aż -3pkt ! to na dobrą sprawę na kzadym powinniśmy wycisnąc co najmniej te 3 pkt żby się zwrócił ;)
    Taka gierka na szybko jeśli nie mam aż tyle czasu na kulanie kostakmi w Stone Agu ;)

    ad. 5 Co do Cuby to się Berni po prostu nie znasz :P Gra z wysokiej półki ;)

    ad. 6 Wrocławscy planszoholicy się powinni wstydzić. Konwent w Waszym mieście a tu tylko berni i Avandrel bronili honoru miasta :)

    ad. 7 Teraz trochę marudzenia.
    Rozumiem, że rozbicie na sale wynikało z lokalizacji, ale po co robić w każdej z sal mini wypożyczalnie to już nie wiem ?! Chcą wypożyczyć konkretną grę należało przejść wszystkich 6 sal.
    A wsłowo wypożyczanie w tym kontekście jest nadużyciem. Żadnego zgłaszania, żadnych kart, bierzesz pudło i wychodzisz. Nikogo kto panuje nad tym gdzie jest jaka gra, lekki burdelek :P

    ad. 8 Pionek już 3-4 grudnia. Czekam! :)
    Zwłaszcza, że 4 to moje urodziny, więc prezenty mile widziane :D :D

  5. Palmer jeśli umiałbyś utrzymać w jednym miejscu i w ciszy trzylatka, to mogłabym z Wami grać :) I zrobiłabym to baaardzo chętnie!
    Cieszę się, że bronisz Cuby. Zawsze milej siada się do planszy, gdy gra ma dobrą opinię :)

  6. Post
    Author

    @Palmer: wielka mi różnica z Szogunem, skoro wszystkie akcje są już przypisane do poszczególnych prowincji. Nie wiem czy taka wiedza jakoś specjalnie zmieniałaby choćby atak. Poza tym ostatnio grałem w Szoguna kilka miesięcy temu, a nie przypominałem sobie instrukcji przed Grati ;p

    A co do After the Flood, to patrząc momentami na Betiego jestem przekonany, że grę można rozciągnąć dowolnie w czasie :D

    I jeszcze co do Cuby: kupujesz trzy budynki, które ustawiają się w multi-ueber-combosa. Cały czas tłuczesz na nich aktywację, żeby wyjść do przodu. Od czasu do czasu wrzucasz jakiś towar na statki. Świetnie. A dodatek Presidente jeszcze lepszy – kilka nowych kart postaci i drewniany samochód prezydenta za jedyne 100 pln ;-) W dodatku w opinii zapaleńców zdecydowany must have, bo sama podstawka to za mało ról. Ot macie swoją Cubę :P

  7. No nie do końca :P
    Ale to, że za remisy w ilościach zamków, światyń i teatrów są punkty mogło zaważyć na wyniku ;)

    @kobra: zaangażować babcię i dawaj na konwent :D

  8. Widać, że mało grałeś w Cubę. Kluczem do zwycięstwa są właśnie towary słane na statek i mieszanie ustawami, a nie combosiki z budynków.
    Mój Presidente się zamknął w kilkunastu złotych, a nawet drewniany samochodzik mam :D

  9. Post
    Author

    Może za mało grałem. Może Kobra będzie tak uprzejma i pozwoli kiedyś zagrać w jej egzemplarz, żebym mógł potwierdzić swoje podejrzenia bądź przywdziać zgrzebną szatę i udać się prosto do Rzymu (bądź Canterbury) ;-) I nie możesz piratować wszystkich gier ;-)

  10. Jak z tobą grałem Berni w Shoguna, to też nie odsłanialiśmy, znaczy źle przeczytałeś instrukcję. Nihil novi :P

    Szkoda, że nie udało mi się dotrzeć, może następnym razem :)

  11. Post
    Author

    Janku to nieistotny szczegół, który w zasadzie nie ma znaczenia dla rozgrywki. Przypomnieć Ci naszą ostatnią partyjkę w Napoleon’s Triumph, która zakończyła się obustronną katastrofą? ;]

  12. Napoleon jest, hmm, specyficzny :) Bo ma dużo istotnych reguł „ukrytych” w środku akapitów :P

    Katastrofa to jednak będzie, jak nie zagrasz drugi raz, żeby poznać w pełni smak najlepszej strategii :)

  13. 1. Shogun – czyli jak rozumiem Berni tak oszukał w zasadach, że jestem już tylko moralnym zwycięzcą, a rozgrywkę musimy powtórzyć w pierwszym możliwym terminie? ;]
    Pierwszy raz grałem i całkiem mi się podobało, ale całą zabawę popsuł kolega w pomarańczowej koszulce, który znał grę i zespoilował gdzieś na początku, że raczej wygrywa ten co buduje a nie ten co walczy. Więc budowałem…
    2. Innovation – poszedłem na Grati coby w to zagrać. No i teraz jestem pewien, że kupię. Po grze z wami zagraliśmy jeszcze jedną partię ze znajomymi i naprawdę daje rade. Za drugim razem jest troszkę lepiej i wyszło na to, że Macike (tłumaczył nam grę) zaraził mnie Innovation na max.
    3. Zagraliśmy później jeszcze partyjkę w Quarriors! i czas było do domu.

  14. Post
    Author
  15. O, fajnie, że graliście w Glen More. Bardzo lubię, ale trochę irytuje mnie wariant dwuosobowy. Już, już się z wolna zasadzam na jakiś kafelek, a tu przychodzi do rzucania kością i wypada to co nie powinno! Wkurza mnie to! Generalnie gierka świetna i nawet zrobiłem sobie polską wersję językową na bazie niemieckiej. To że mi się podoba to nic dziwnego – bardzo lubię mechanikę tile placement, nierzadko wyszydzaną przez „prawdziwych graczy”.

  16. no ja niestety na Gratislavie nie dotarłem
    popieram apel Berniego, żeby to robic w zwykły weekend, a nie długi
    a Cuba z Prezydentem czekają na debiut (Stanley – przybywaj!)

    zazdroszczę partyjki Szogunowej, to mój #1!

  17. Post
    Author

    @kdsz: mi się tile placement podoba, Glen more też mi się podoba bardzo, choć nie wiem czemu, ale zdecydowanie wolałbym wersję angielską niż niemiecką. Jak już gra o Szkocji, to niech tam będzie napisane Village, a nie Dorf :P No i trochę to wykonanie elementów mnie odstrasza, choć dzisiaj specjalnie przyjrzałem się Puerto Rico i faktycznie moje podejrzenia się potwierdziły – elementy są z takich samych materiałów. Nie wiem jakim cudem w PR mi nie przeszkadzały ;]

    @osadnik: moja strategia blitzkriegu doprowadziła mnie do porażki, gdybym nie szedł na wyniszczenie z jednym przeciwnikiem, tylko starał się atakować po równo może byłoby lepiej. Ale fakt, że wiele potyczek po prostu przegrałem, więc nie miałem czym atakować ;(

  18. Także nie byłem Gratislavii, gdyż po niedawnym wypadku staram się ograniczać wychodzenie z domu do minimum.

  19. Przypomniało mi się coś jeszcze o tem szogunie.
    Taktyka budowania pasowała mi raczej już wcześniej, bo przy pierwszym wrzucie kostek do wieży, wszystkie moje wypadły z powrotem ;]

  20. Post
    Author
  21. macike i Innovation – to musiało zadziałać jak Przyzwanie Demona skoro tu zajrzałem. Się zatem ładnie ukłonię przy okazji pierwszego wpisu. ;)

    Ad Innovation
    Nie przesadzajcie z mózgożernością tego tytułu. Toż lżejsze to to niż RftG. Fakt w pierwszych rozgrywkach sprawia wrażenie chaosu, braku kontroli i nieogarniętej masy informacji na kartach. Nie dajcie się jednak zmylić… wcale tak nie jest.

    Znakomicie oddaje jednak Civkę i uwielbiam tę grę.

    Ad Cuba
    Grałem 2 czy 3 razy. Zobaczyłem, że jest złamana (o ile zasady były dobre) – efekt kombosa z dekretami dającymi wygraną w początkowej fazie gry.

    Ad Glen More
    Faktycznie fajny tytuł, ale ja za stary jestem na takie malutkie kafelki, co zmuszają mnie do rycia nosem po stole w celu odcyfrowania, co tam wyłożyłem. O przeciwnikach nie wspominam, bo w efekcie są poza kontrolą.

    BTW czy to nie jest ta gra z obustronnie niemieckimi kafelkami – jakby nie dało się zrobić dwujęzycznego tytułu?

  22. Post
    Author

    @macike: dzięki za tłumaczenie gry. Innovation na początek sprawia wrażenie mózgożernego i nie wiem dokąd zaprowadziłaby nas rozgrywka, gdybyś nie czuwał nad jej przebiegiem ;-)

    A Glen more ma kafelki jednostronne, z drugiej strony jest cyferka, która mówi o przynależności do stosu. Ja chcąc poczuć lepszy klimat skusiłem się na zakup wersji angielskiej ;-)

  23. @berni: jak na pierwszy raz, to całkiem zgrabnie dawaliście sobie radę; śmiało można by już Wam wprowadzać dodatek ;P

    @Palmer: nie pamiętam kombosa, bo było to ze 3 lata temu; ogólna idea była taka, że na plantacji pojawiło się trochę wody (kafelek z 2 albo 2 z 3), doszło punktowanie za wodę (jak – nie pamiętam); i było coś z dekretem… żeby odebrać wygraną musieliśmy zmienić dekret, a nie byliśmy tego w stanie zrobić, bo prowadzący miał coś (bonus?), co uniemożliwiało zmianę

  24. Przyznam się, że podkręcony grą na Grati popełniłem (pierwszy raz w życiu) samoróbkę – Innovation PL ;] Co prawda nie ma (jeszcze) ładnych rewersów, ale da się grać.
    Zaprezentowałem dziś ją mojej stałej ekipie i niestety nie podeszło… Ofc wszystko rozbiło się o grafikę (dlatego do Glory to Rome siedliśmy dopiero wraz z polskim wydaniem), więc koleje podejście dopiero jak ktoś wyda PL ten nowej edycji IELLO.

  25. Post
    Author

    Mi się podobało Innovation w takiej spartańskiej wersji, ikony przynajmniej dobrze widać, a tu akurat ważne jest obserwowanie co mają inni.

  26. Ja tam mam Puerto Rico nie dość, że w spartańskiej (bez obrazków), to jeszcze w barbarzyńskiej (po niemiecku) wersji. Bije Cuba’ę pod każdym względem z wyjątkiem grafik Ofc. ;)

  27. A mi Puerto średnio przypadło do gustu. Czy to oznacza, że i Cuba ma u mnie marne szanse na sukces?

  28. Ciekawa rzecz z tym Puerto Rico. Normalnie w grach planszowych zwykle zwracam uwagę na grafiki i ikonki a nie tekst. A w PR jest zupełnie odwrotnie. Tak na dobrą sprawę nie bardzo pamiętam jak wygląda farbiarnia, duży targ czy nabrzeże w wersji Lacertowskiej.

    A wracając do Glen More… Wykonanie jest mocno średnie. Kafelki są rzeczywiście kurduplaste i nie najwyższej jakości. Ale trzeba przyznać, że cena jest korzystna. Swój szwabski egzemplarz dostałem za chyba mniej niż dziewięć dych. Obecnie w planszomanii można nawet kupić za 79

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*