AAR: A Few Acres of Snow

berni Ogólne 47 Komentarzy

No Gravatar

Wspaniały wieczór gier upłynął bardzo szybko. Stoczyłem z Jankiem wiele bitew, a ich rezultaty były różne. Pozostaje teraz zasiąść wygodnie przy kominku, w bujanym fotelu, z fajką w ręce, szklaneczką whiskey (choć może dla mnie lepiej z brandy), pozwalając ogrzewać nogi leżącemu na dywanie ogarowi i wspominać czas przygód.

To było gdzieś w latach 60. XVIII wieku. Dwie ówczesne potęgi – Francja i Wielka Brytania – uwikłane były w serię konfliktów targających Europą, które szybko przeniosły się na tereny kolonialne. W Ameryce Północnej dowództwo nad siłami francuskimi objąłem ja, bo jak to powiedział lord Janek – „Nie będę grał żabojadami”. Od samego początku Brytyjczycy rozpoczęli szeroką ekspansję terytorialną, po kolei zajmując neutralne wioski i rozbudowując miasta. W tym czasie Francuzi świadomi ograniczonego budżetu i mniejszej siły militarnej starali się zebrać jak największe siły, głównie z myślą o obronie. Francuzi nie zamierzali jednak bezczynnie patrzeć na rozwój kolonii brytyjskich i szybko nawiązali współpracę z Indianami, co skutkowało coraz to śmielszymi wypadami (rajdami), które miały na celu plądrowanie miast. Nie stroniono również od uprzykrzających życie ataków pirackich z bazy w Louisbourgu. Brytyjczycy szybko zrozumieli, że Indianie stanowią duże zagrożenie, toteż rozpoczęli tworzenie szeregu fortyfikacji, a ich najlepsi wysłannicy starali się przeciągnąć Native Americans na stronę króla Anglii.

Wywiadowcy brytyjscy z kolei coraz częściej byli w stanie doprowadzić do udaremnienia francusko-indiańskich wypadów. Działania te szybko zaczęły przynosić dobre rezultaty. Rozochoceni Brytyjczycy postanowili zadać więc pierwszy poważny cios atakując z wcześniej zdobytych przyczółków w okolicach Halifaksu. Pierwszy upadł francuski Port Royal. Francuzi długo bronili się przed nieudolnym brytyjskim oblężeniem i zdołali je odeprzeć. Niestety wkrótce potem śmiercionośny rajd splądrował ocalałą wcześniej wioskę. Fortyfikacje w okolicach Deerfield i Albany odcięły Francuzom możliwość wypadów w kierunku Bostonu. Tymczasem Brytyjczycy splądrowali Quebec, doprowadzając niemal do jego upadku, co skutkowałoby natychmiastowym zwycięstwem. Na szczęście do tego nie doszło, ale rozpoczęło się kolejne oblężenie, tym razem w Gaspe. Francuzi widząc swoją przewagę w tym regionie postanowili wyprowadzic kontruderzenie i zaczęli oblegać Canso. Wszystkie oblężenia zostały rozstrzygnięte na ich korzyść. Ostatnim już etapem działań okazał się rajd wyprowadzony z Quebec na brytyjskie Kennebec, który doprowadził do upadku tej wioski, zdobycia w sumie 12 punktów za miasta i wioski odebrane przeciwnikowi i zakończył grę. Zwycięstwo nie było jednoznaczne, bo żadne miasto strategiczne nie zostało zdobyte, dlatego trzeba było policzyć punkty. Mimo wygranej w trzech oblężeniach i uzyskania warunku zakończenia gry Francuzi nieznacznie przegrali (43 – 38). Gdyby Quebec nie został splądrowany Francuzi wygraliby jednym punktem. Niestety mocno rozwinięta sieć miejscowości Brytyjczyków stanowiła bogate zaplecze do przeciągnięcia zwycięstwa na ich stronę. A Few Acres of Snow okazał się być kolejną świetną grą w wykonaniu Wallace’a. Choć miałem już wrażenie, że jego gry zaczynają powielać schematy (ile można zrobić gier kolejowych) i bywają mocno średnie, bądź nawet nudne (Tinners’ Trail, Steel Driver (!)), to ostatnio coraz bardziej przekonuję się, że jest po prostu dobry i niejednokrotnie jeszcze mnie zaskoczy dobrymi produkcjami (Gettysburg, Automobile i teraz AFAoS).

Kolejnym konfliktem, w jaki zostaliśmy uwikłani tego wieczoru była ponownie Zimna Wojna, a więc Twilight Struggle. Tym razem to ja grałem Amerykanami i faktycznie muszę przyznać, że ZSRR w początkowej fazie konfliktu ma bardzo dużego „kopa”. Jeżeli Amerykanom uda się przetrwać tę fazę, to później mogą liczyć na zwycięstwo, ale… no właśnie. Mnie się przetrwać nie udało. Po pierwsze miałem wrażenie, że jak na złość karty losowałem fatalne, a do tego kości nie były mi przychylne. Z drugiej strony muszę przyznać, że popełniłem błąd za bardzo ufając kartom wydarzeń i traktując po macoszemu punkty operacyjne, przez co szybko okazało się, że wpływów na świecie prawie nie mam – w przeciwieństwie do ZSRR. W takim układzie fatalne dociągnięcie 3 (!) kart punktowania, dodatkowo na terytoriach zdominowanych przez komunistów nie mogło się dobrze skończyć. Sytuacja była krytyczna – podczas gdy ja musiałem zagrywać karty punktujące i oddawać punkty rywalowi, on mając pierwszeństwo w rundzie najpierw mógł spokojnie wykorzystywać swoje punkty operacyjne. Ten niefortunny splot wydarzeń przyczynił się do mojej klęski już pod koniec 4 tury. Nie szukając usprawiedliwień, od razu powiem, że nie sama losowość była przeszkodą, ale też nie bardzo przyłożyłem się do rozgrywki. Nie ma jednak tego złego… bo dzięki temu, że gra trwała trochę ponad godzinę, mogliśmy spokojnie zacząć kolejną grę, zwłaszcza, że musiałem przecież w końcu coś wygrać.

Wybór padł na London. Zaczęliśmy tworzyć swoje stosy kart, obficie częstując się kostkami biedoty. Gra poszła szybko i sprawnie. A co najważniejsze, w końcu udało mi się wygrać, co na pewno trochę uratowało wieczór ;)
Ostateczny wynik to 2:1 dla Janka. Jedyne czego żałuję, to że nie zagraliśmy jeszcze raz w Few Acres. Ale niedosyt pozwoli jeszcze cieszyć się tym tytułem – jak dla mnie mocna dziewiątka w skali BGG ;-)

Share

Comments 47

  1. A Few Acres bardzo przyjemne i już żałuję, że odpuściłem zamówienie. Idealna kombinacja krótkiego czasu gry, niskiej komplikacji reguł, a wysokiej możliwości taktycznych.Polecam

  2. W jaki sposób Port Royal może upaśc od rajdu ze strony brytyskiej ? Chyba, że nie czytam ze zrozumieniem :P
    Nie ma przecież opcji zrobić rajdu nie mając, żadnej osady na półwyspie.

  3. Post
    Author
  4. Post
    Author
  5. @berni- i czemuś Ty nie dotarł w końcu wczoraj do nas? w reklamówce przytargałem specjalnie na te okazje Szoguna, Cywilizację, Eufrata i Tygrysa, Glory to Rome i Age of Steam. A Ciebie nie bylo… I ostatecznie zagralismy w Colonie i Vasco da Game ;) Udana noc, oj udana!

  6. Post
    Author
  7. Niestety lub stety. Wygląda na to, że tym razem będę miał z kim grać. Teraz stoję przed dylematem co wziąć. Jedziemy w 3 rodziny, ale później dojada jeszcze 2. Szwagier i Mateusz chetnie zagrają ale co z reszta? Okaże się na miejscu. Jakby wszyscy chieli zagrać to trzA bedzie 2 osobnE stoliki chyba sZykowAc .Wezme duzo karcianek bo mało miejsca zajmą.

  8. To życzę Ci osadnik więcej grania niż ostatnio jak zabrałeś masę gier i niewiele z tego wyszło :) W sumie efekt skali może zadziała jakby na to nie patrzeć większą masz szansę na granie przy takiej ilości osób

  9. Kolejny raz nie wytrzymałem… Kilka akrów śniegu jest już u mnie w domu. Nie wiem jak to się stało, przecież dopiero jesień………………… ;)

  10. Post
    Author
  11. wszystko już przeliczyłem zaraz po otworzeniu pudełka :) u mnie wszystko się zgadza idealnie. Trochę mnie zmroziło jak zobaczyłem pustą kartę Kennebec ale już wiem, że tak ma być ;)

  12. Post
    Author

    A swoją drogą bardzo mnie ucieszyło, że nie tylko ja mam problem z nadmiernym kupowaniem gier ;-) Tylko Ty szybko w nowe tytuły grasz, a u mnie leżą ;-(

  13. Dla takich tytułów warto złamać postanowienie ;)

    Ja zmieniam taktykę kupowania na „Only Wallace”. Wole już wydać 3 razy w roku to 45E + przesyłka, za ciekawą tematyczna grę, niż przerabiać to samo tylko, że w nowych grafikach.

    Klasyki euro mam, a wątpie żeby powstało nagle coś co przyćmi Puerto lub Agricole.

  14. @berni- fakt, nie mogę się powstrzymać przed kupowaniem… ale faktycznie staram się sprawnie lobbować za nowymi tytułami i grać w nie. Choć z drugiej strony np. Vinhos i Shipyard leżą nierozdziewiczone (no dobra Shipyard jest po jednej partii z osadnikiem a Vinhos po dwóch solo…).
    @Palmer- taktyka „only Wallace” bardzo fajna ale mi mimo wszystko przyjemność sprawia przerabianie tego samego tylko, że w nowych grafikach, nic na to nie poradzę ;)

  15. Post
    Author

    Nie no, chociaż lubię Wallace’a, to taktyka „Wallace only” do mnie nie przemawia. Potrzeba jednak trochę różnorodności, bo wszystko może się opatrzyć, a gry Wallace’a co by nie mówić są specyficzne ;-)

    Ja na przykład ostatnio nie mogę patrzeć na eurogry ekonomiczne. Puerto Rico ze starej sympatii jeszcze bym zagrał, ale jak patrzę na Genuę, Vasco da Gamę, Cubę, czy W Roku Smoka to po prostu coś mnie odrzuca i coraz bardziej myślę sobie, że te gry niczym się nie różnią. Jak jeszcze raz zobaczę kosteczki, które będą towarami i tekturowe guldeny, denary, talary czy inne ary, to dostanę białej gorączki.

  16. @berni- mam nadzieję, że ja taki etap jak Ty nie wejdę. Wczoraj z marsem pyknęliśmy partię w Vasco da Gamę i Egizię i daleeeeeki jestem od znudzenia kosteczkami i tekturkami…

  17. Post
    Author

    @Stanley: mam nadzieję, że jednak wejdziesz. Bo od tego czasu przybyło mi gier wojennych, ale nie przybywa chętnych do planszy. Potrzebuję świeżej krwi na mięso armatnie ;-)

  18. Jak oceniacie szansę, że gra spodoba się płci pięknej? Pracuję nad małżonką od dobrego tygodnia, ale ciągle mówi, że w gry o konfliktach zbrojnych to sobie mogę pograć z kolegami, a nie z nią. Staram się nieśmiało sugerować, że w AFAoS najważniejsza jest logistyka a nie naparzanie, ale nie dociera… Chyba będę musiał się obejść smakiem, chyba, że dacie mi swoimi wpisami jakiś oręż do ręki.

  19. Jeśli to pomoże, to moje 17 partyjek rozegrałem we dwoje, a nie w dwóch ;)

    Konflikt jets jedną z możliwości. Można wygrać też pokojowo.
    Chociaż jak ostatnio usłyszałem to jak się nie zbroję to jest nudno ;)
    Nie powinno być problemów z graniem z małżonką. Gra w Brassa to A few też nie odmówi.

    Tylko masz inny problem, bo w Rebelu już chyba nie ma :P

  20. Post
    Author

    Mojej żonie się również podobało. W sumie nie trzeba się w ogóle atakować, zwłaszcza grając Brytyjczykami. Można spokojnie prowadzić osadnictwo i wygrać posiadając najwięcej miast. Z drugiej strony aż chce się atakować. Akurat w moim przypadku to moja żona pierwsza rozpoczęła oblężenia. Ja tam wolę robić szybkie rajdy – tylko fortyfikacje wszystko potrafią zepsuć ;(

    No i przede wszystkim czas rozgrywki jest bardzo dobry. Spokojnie można w 1,5 godz. zagrać, choć Wallac tfu… Palmer pewnie zaraz z uśmieszkiem powie, że robi partię w minut dwadzieścia i dwie, a ja jestem noobem ;-)

  21. w Rebelu nie ma, ja ostatnia sztukę kupiłem w Planszaku ale w Planszomanii jeszcze chyba mają. Co do grania z kobitami się nie wypowiem bo ja nawet jeszcze z facetem nie grałem… Czekam aż osadnik wróci z wakacji. W nim moja jedyna nadzieja…

  22. W poniedziałek zrobię sobie wycieczkę na Bemowo celem odbioru zamówienia w planszomanii ;). Wasze głosy zacytowałem, zostały przyjęte, przetrawione a zakup zatwierdzony przez wyższą instancję. Dzięki!

  23. @berni 22min to może przesada, ale średnia w granichach 45-60min jest bez problemu do uzyskania. No chyba, że są długotrwałe potyczki to faktycznie 90min trzeba liczyć.

    @kdsz Planszoholicy zawsze do usług :D

  24. Wygląda na to, że nabyłem ostatni egzemplarz w planszomanii. Po potwierdzeniu mojego zamówienia produkt natychmiast otrzymał status „niedostępny”.

    Po lekturze części instrukcji jestem pozytywnie nastawiony. Proste reguły, ale mam nadzieję, że nie prostacka rozgrywka. Czekam z niecierpliwością do poniedziałku

  25. Jeszcze jedno pytanie – jaki wybrać rozmiar koszulek? Wyczytałem, że standard euro, ale chciałbym się upewnić.

  26. Post
    Author

    Euro standard pasuja idealnie. Na szczescie Wallace wydaje zawsze takie same karty. W przeciwienstwie do imc Rosenberga (Loyang to porazka jesli chodzi o koszulkowanie, bo pasujace koszulki nie istnieja i trzeba wybierac zblizone. Moze laminowac? ;))

  27. Jednym słowem ja nabyłem ostatni egzemplarz „A Few Acress…” z Planszaka a kdsz z Planszomanii, a w Rebelu skończyły się wcześniej. Obecnie już u nas nie można gry dostać :) ale bym sobie pluł w brodę gdybym nie zdecydował się kupić Akrów, bo to fajna gra jest!! :)

  28. Post
    Author

    @Stan: a Ty w ogóle w to zagrałeś ? ;-]
    Mój egzemplarz przyjechał do mnie z Belgii nim jeszcze pojawił się w jakimkolwiek sklepie w Polsce, ha!

  29. @berni: zagrałem… jak to zwykle bywa w takich sytuacjach- sam ze sobą… Pełną partię :)

  30. Post
    Author
  31. Sir The Stanley wygrał :) skosił Le Stanleyowi wioski i miasta na 12 pkt. Starałem się jak mogłem pomagać francuskiej części mojej osobowości ale nie udało się tej żaby przełknąć…

  32. Post
    Author

    Samo skoszenie 12 pkt nie musi świadczyć o wygranej. Ja tak skosiłem Brytoli i przegrałem po podliczeniu. Bezwarunkowe zwycięstwo jest tylko po upadku Quebeku, Nowego Jorku lub Bostonu.

  33. Stan, mam wrażenie, że nie tylko kupiłem ostatni egzemplarz w planszomanii, ale wręcz ostatni w Polsce. Jest tylko mały szkopuł – żona uświadomiła mi, że zgoda na zakup gry to nie to samo, co zgoda na partyjkę… Nie wiem ile będę czekał na debiut Akrów na naszym stole. Kto wie, czy nie pójdę w Twoje ślady i pyknę partię solo z rozszczepieniem jaźni.

  34. Heh, akurat kiedy zdecydowałem się na zakup A Few Acres of Snow, gra stała się niedostępna w Polsce:D A w sumie 50 euro na stronie Treefroga to jednak zbyt wygórowana cena.
    Może komuś cudem uda się dorwać limitowaną edycję w Essen i zdecyduje się na sprzedaż standardowej wersji;)

  35. Mam takie trzy pytanka odnośnie zasad. Mam nadzieję, że ktoś mi odpowie:

    1. Czy można robić najazdy na miejscowość będącą pod oblężeniem, ew. przez nią „przejeżdżać”?
    2. Czy karta fortyfikacji zagrywana podczas oblężenia przez defensywnego gracza ma również cenę 3?
    3. W wyniku zablokowania najazdów czy zasadzek gracz traci przynajmniej jedną kartę. Graliśmy w ten sposób, że swoją rundę rozpoczyna wówczas z mniejszą ilością kart na ręce. Ale nie jestem na 100% pewny, czy robiliśmy dobrze.

    Jestem po dwóch rozgrywkach, jednej sam ze sobą i drugiej z żoną. I mam wrażenie, że mojej lepszej połowie bardziej się podobała wycieczka do Kanady niż mi. Nie ukrywam, że póki co jestem dość rozczarowany i w sumie nie mam ochoty na partię nr 3. Jednak z poczucia obowiązku pogram jeszcze kilka razy zanim sprzedam. Może karta się odwróci i wcale nie będę musiał sprzedawać?

  36. Post
    Author

    To trudne pytania
    1. Wydaje mi się, że tak, zwłaszcza „przejeżdżać”
    2. Płacisz 3 przy zakupie karty, a później przy budowie fortu. Przy obronie po prostu zagrywasz kartę za darmo.
    3. Dobrze, zaczynasz z mniejszą ilością kart.

    Ja grałem wczoraj na Vassalu z braku przeciwnika żywego. Moduł fatalny, ale jak to u wampira – krew pić musi, nawet parszywą ;-) W dodatku pomieszałem zasady, a Palmer nie zwrócił uwagi, tylko se odszedł na ponad 20 punktów :-/

  37. na miejscowości będące pod oblężeniem nie można najeżdżać ani nie można z nich robić najazdów. „przejeżdżać” przez nie jak najbardziej można, no chyba że są ufortyfikowane. Reszta tak jak berni prawi.

  38. Wczorajsza partia online z Palmerem pięknie odświeżyła mi tę grę i cały czas o niej myślę. Wersja „komputerowa” ma tę przewagę (zresztą jak każda komputerowa wersja gier), że odpadają wszelkie tasowania, pomyłkowe zagrania itp. Na przykład grając na żywca można się machnąć i przez przypadek zagrać kartę lokacji, z której nie można skorzystać bo została utracona. Na Yucacie taka karta jest oznaczona „X” i po prostu nie da jej się zagrać. W realu próbowałem sobie z tym radzić w ten sposób, że po utracie lokacji odwracałem kartę do góry nogami ale… to nie to samo co „X” ;)

  39. Interfejs jest pierwsza klasa. Nie przepadam za planszówkami na kompie, ale z Akrami jest inaczej. Do wersji analogowej ciężko by mnie było zaciągnąć.

  40. Emocjonująca (przynajmniej dla mnie) partia z Palmerem w Akry na Yucacie. Grałem Francuzami, wygrałem 56/47 ale w końcówce Palmer nieźle mi deptał po pietach, jeszcze chwila i mogłoby być kiepsko. Ale nie było!!! Świetna gra to jest i utwierdzam się w przekonaniu, że wypracowany fix do gry ma się całkiem, całkiem nieźle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*