No Gravatar

… piąta korzysta. To taka stara zasada , z której okazało się nam skorzystać podczas wczorajszego grania.O tym za chwilkę.

Niestety miałem obsuwę w pracy i dotarłem do domu dopiero o 18:30 tak jak i żona z małą. Goście dotarli na czas a nawet trochę przed czasem.

Mieliśmy skład 5 osobowy i problem z tym w co zagrać, ponieważ co osoba to inne wymagania. Na tytuły do 4 osób – przykładowo EiT, na który berni czekał – niestety nie było miejsca. Nie chodzi fizycznie o brak miejsca bo to na szczęście nie mogliśmy narzekać.

Propozycja HwA nie spotkała się ze 100% aprobatą. Żona krzyczała, tupała i się nie zgadzała, berni natomiast chyba bał się stanowczo powiedzieć NIE :) Rad wywarł na wszystkich presję i zaczęliśmy tłumaczenie zasad. Berni zachowywał się jak ja dziecko we mgle – dokładnie tak jak ja podczas pierwszej rozgrywki w osobami, które znały grę :) W mocnym składzie udaliśmy się na polowanie na potwory. Długo to nie trwało, ale tak trochę kijowo się gra jak prawie połowa graczy nie bawi się dobrze. Ja też niezbyt byłem zadowolony jak trzeba grać na siłę. O dziwo poczułem też pewne znużenie tym tytułem – wydaje mi się, że brakuje mi czegoś nowego w tej grze. Może kwestia dorzucenia jakiegoś dodatku dużego. Druga sprawa, że do tej gry musi być komplet ludzi, którzy lubią tę grę lub w ogóle tego typu przygodowe wyprawy. W każdym razie zrezygnowaliśmy po 4 rundzie – chyba całkiem dobrze nam szło – jedna zamknięta brama, 2 otwarte, kilka potworów zabitych, sporo przedmiotów. Nie ważne, nie dotrwaliśmy do końca.

Na drugi ogień poszło Antike. Tutaj nie było zdecydowanego sprzeciwu – żona oczywiście pomarudziła i wypytywała, czy nam się podoba ta gra bo jej nie bardzo. Co ja z nią mam. Rad załapał się na środek mapy i niestety najbardziej na tym ucierpiał. Berni w Grecji cały czas się zbroił i nękał to rada to moje afrykańskie plemiona. Przez te jego zagrywki musiałem się co rusz dozbrajać i nie miałem czasu rozwijać cywilizacji i zbierać złota. Kobra w miarę bezpiecznie się usadowiła i groziła to radowi to mej żonie, ale w sumie bardziej lekko się dozbrajając niż walcząc. Zachód mapy trapiły ciągłe walki, na wschodzie panował spokój i inwestycje miały się całkiem dobrze. W rezultacie takiego układu moja żona niebezpiecznie zaczęła pędzić do przodu. Najgorsze jest to, że nie mogłem nawet spróbować coś jej rozwalić, ponieważ berni ciągle czaił się na moje świątynie na wybrzeżu. Rezultat tego łatwo przewidzieć. Jej osiem zdobytych kart przy naszych około 4 na osobę wyglądało imponująco. Najwięcej narzekała, że gra słaba a wygrała bez problemu. Fakt, że dobrze trafiła na mapie i przyczaiła się na uboczu, ale koniec końców wygrała.

Skończyliśmy przed 23:30 i rozeszliśmy się do domów. Można powiedzieć pierwsze koty za płoty z bernim :) Został on poddany ostrzałowi pytań ze strony kobry, której włączył się detektyw inwektyw. Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja pograć. Może, któregoś wieczora też jakieś męskie granie się urządzi.

Niestety w najbliższym czasie poszczę, więc życzę innym udanego pogrania a od poniedziałku będę raczej offline.

Powiązane artykuły

Podziel się/Zapisz