Niewyspania czar

mars Rozgrywki 6 Komentarzy

No Gravatar

Wczorajsze popołudnie planszoholika rozpocząłem od wizyty u berniego w celach zdawczo/odbiorczych. Wręczył mi zgrabnie wyglądający przekładaniec: od spodu Antike, z wierzchu Imperial w środku dwa drobiazgi. Pochwaliłem się też na wyrost, że wieczorem rozegram partyjkę Twilight Struggle’a. Zapakowałem planszowy tort do bagażnika i po przyjeździe do domu wstąpiłem do piwnicy gdzie umieściłem zdobycze. Dlaczego w piwnicy? To tylko na chwilę, aby się aklimatyzowały stopniowo do nowych warunków, innych powodów nie ma :) Przy okazji wymieniłem tylną, łysą i prawie dziurawą oponę w rowerze. Dzięki temu okazało się, że rower odżył i nadaje się do dalszej eksploatacji. Wszedłem na górę i szybciutko przygotowałem się na przybycie Janka. Myślałem cały czas o TS, ale doszedłem do wniosku, że będzie szans na ten tytuł. Zaplanowałem pokazanie mu Pandemica, ale okazało się, że przyprowadził Anię od razu. Na tę okazję miałem jednak inny plan.

Od dawna przymierzałem się do sprawdzenia gry, którą kupiłem jakieś pół roku temu i nie miałem jeszcze okazji zagrać w nią. Scotland Yard leżał sobie odłogiem i czekał na lepsze czasy. Chwilę przed wizytą gości przeczytałem instrukcję i uznałem, że jestem gotowy. Jeden Mr. X i dwóch detektywów – warto spróbować. Zacząłem podróże po Londynie od taksówki. Później znowu taksa i taksa i taksa. Już myślałem, że nie ma sensu korzystać z innych środków transportu, ale okazało się, że bus i metro też mają swoje uroki. Detektywi czekali na moment aż się ujawnię żeby mnie dorwać. Jakoś nie ułatwiało im to pracy a Mr. X gromadził coraz pokaźniejszą pulę biletów. Raz byli nawet dość blisko, ale to nie wystarczyło. Pod koniec było już widać, że stróże prawa zostali wyprowadzeni w pole i to bez użycia specjalnych czarnych kart lub podwójnego ruchu. Po tym pierwszym zetknięciu z tą grą uznaliśmy wspólnie, że przy 3 graczach nie bardzo to ma sens i że dopiero przy 4-5 detektywach gra nabiera rumieńców. Cóż poczekam na większą ekipę i chętnie powtórzę rajd po Londynie, ponieważ gra jest bardzo przyjemna i zdecydowanie nadająca się na nasiadówki z początkującymi graczami bądź na imprezie.

Po zakończeniu SY mieliśmy już czwartego gracza do naszej ekipy i chwilę zastanowienia nad kolejnym tytułem. Sam nie wiedziałem za bardzo co proponować, czy coś co już znają czy jakieś nowości, ale tu z pomocą przyszedł Janek, który stwierdził, że często na planszoholiku piszemy o Zostań Menadżerem, więc może warto spróbować. Klient nasz Pannn. Tłumaczenie zajęło raptem z 15 minut i byliśmy gotowi do stania się menadżerami fabryki gier planszowych. Janek z Anią uznali, że pierwsza rozgrywka będzie na poznanie zasad, więc trochę na czuja grają. Każdy objął inną strategię i rozwijał swoje imperium produkcyjne chcąc wycisnąć ze swojej fabryki ile tylko się da. Muszę przyznać, że czułem się dość pewnie do czasu aż nie dotarliśmy do ostatniej rundy i nie wypatrzyłem u swojej żony  odłożonej pokaźnej kwoty. Pomyślałem no cóż wygrała, ale Ania z Jankiem mnie totalnie zaskoczyli przelicytowując obie nasze sumki. Jak im się udało wygrać? Trochę przyoszczędzili, mniej szastali kasą, może faktycznie dobrze zarządzali produkcją :) Chyba im się spodobało gdyż mimo późnej pory Janek zaproponował rewanż (w sumie to chyba chciał nas wyręczyć w tym). Godzina 24:00, następny dzień od rana do pracy, ale co tam – planszoholik musi być twardy. Odpaliliśmy partię drugą. Tym razem postanowiłem nie podchodzić do tego jak do grania z nowicjuszami – błędnie nie doceniłem przeciwnika. To rozdanie było trochę trudniejsze – nie dość, że wszyscy przeciwnicy już wiedzieli co robią to jeszcze koszty energii rosły w tempie ekspresowym i dwie pierwsze tury przyniosły po +2 za każdym razem. Ja objąłem trochę bardziej zrównoważoną strategię i nie szalałem z zakupami. Raz udało mi się zawinąć sprzed nosa Jankowi smakowity kąsek i jak to jeszcze potwierdził to mi się zrobiło lepiej – a taki złośliwy jestem ;) Ostatnia tura i podliczenie kaski. Pomimo faktu, że miałem najbardziej prądożerną fabrykę to udało mi się troszkę więcej wyprodukować i składować co okazało się być nawet opłacalne. Tym razem nie dałem się już tak łatwo, ale muszę przyznać, że wyniki były bardzo wyrównane. Finiszowaliśmy około 1:30 i było to znowu przegięcie jak na środek tygodnia. Czy było warto? Zdecydowanie!

Czy gościom się podobało? Twierdzili, że tak i postanowili o tym głośno powiedzieć, ponieważ podczas ostatniego grania odebrałem ich milczenie jako niski poziom entuzjazmu. Mam nadzieję, że nie ściemniają i jak im zaraz zaproponuję kolejne granie to nie skłamią mówiąc „Z chęcią” :)

Dzisiejszy dzień niestety był sporą męczarnią dla mnie, ale Janek też nie tryskał energią. Wspomniał coś, że myślał wczoraj o Cytadeli, ale  ZM był też fajnym przeżyciem. Pewnie będzie jeszcze okazja pobawić się w menadżera, ale na razie mam smaka na TS, więc po Świętach Janko szykuj się na potyczkę  dwóch mocarstw.

Niewyspanie daje się we znaki i dlatego też dzisiaj nie poczytam sobie  żadnych instrukcji i o godzinie 21 będę grzecznie chrapał.

Share

Comments 6

  1. może mars myśli, że jak poleżakują w piwnicy to zapuszczą korzonki i za jakiś czas wyrośnie drzewo, które wyda pąki a z tych pąków wyrosną nowe gry…

  2. @mars: nie przypominam sobie, żebyś cokolwiek zdał. Przyjechałeś, zabrałeś cztery pudła, do których zdążyłem się już przywiązać i nie zostawiłeś nic w zamian.

  3. Post
    Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*