Powrotu smak

mars Dla dzieci, Ogólne, Recenzje 3 Komentarzy

No Gravatar

Wróciłem cało i zdrowo z wizyty na Litwie. Po raz pierwszy byłem na wschodzie – pomimo wiedzy, że tam jest cywilizacja, nigdy wcześniej nie udało mi się tam gościć. Miałem okazję poznać sporo Litwinów i Litwino-Polaków i muszę przyznać, że spoko ludzie – umieją się bawić. Wyjazd udany, ale bardzo męczący. Moje plany wieczornego czytania instrukcji zostały wypełnione w 0% (słownie zero) – powroty do pokoju hotelowego w godzinach nocnych w stanie … nie ułatwiało tego. Zwiedziłem Wilno – bardzo ładne i czyste, cywilizacja faktycznie tam dotarła i w niczym nie ustępuje miastom zachodnim.

Jadąc z Wilna do Kłajpedy wstąpiliśmy w Kownie do centrum handlowego MEGA. Zjedliśmy obiad (jedzenie w knajpach w bardzo przystępnych cenach) i zrobiliśmy jakieś podstawowe zakupy typu jedzenie, alkohol i prezenty dla rodziny. Szukałem dla małej jakiejś lalki ponieważ ostatnio ma zajawkę na tego typu zabawki. Wstąpiłem do sklepu dla dzieciaków i po przejściu działu z klockami i lalkami natknąłem się na coś jeszcze. Zaczynało się od Scrabble, Jengi i sporej ilości gier Granna. W dalszej jednak części zauważyłem Carcassonne, Zooloretto, Dominion, Fasolki, Ticket to Ride, Memoir 44, Dixit, Puerto Rico i jeszcze kilka tytułów, których w naszych sklepach dla dzieci nie znajdziemy. Ceny niestety rebelowe czyli wysokie, więc nic z nich nie przywiozłem. Również w markecie na hali było nad wyraz dużo gier planszowych. Nie wiem jakie tam zainteresowanie tego typu rozrywkami wygląda, ale ilość gier w niespecjalizowanym sklepie nastraja pozytywnie. Jeszcze jedna rzecz, którą zauważyłem to w knajpach na stojakach z popularnym i bardzo reklamowanym tam piwem UTENOS były pudełka z Jengą i jeszcze jakąś inną grą. Może nie planszówki, ale przynajmniej rozpowszechniają myśl grania.

Po długim powrocie do Wrocka byłem tak zrąbany, że wchodząc do domu nie spojrzałem na półki tylko udałem się od razu w kimę. Dzisiaj rano zanim pojechałem do dziadków po małą rzuciłem okiem na regał i odnalazłem kilka nowych kartoników. Większość z nich jest dla Sofci, ale dla mnie też jedno pudełko było. Po powrocie od dziadków rozpakowałem najpierw bardziej ruchliwą wersję Jengi czyli WobBally. Tu nie ma co się spodziewać Bóg wie czego, w końcu to tylko zręcznościowa gra. W porównaniu do Jengi jest bardziej wymagająca i łatwiej coś spsuć i rozwalić wieżę. Tu nie układamy płaskich klocków rzędami jeden na drugim ale kręgi składające się z kolorowych kulek.

Ruszenie kulki powoduje galaretowate ruchy całej konstrukcji co w efekcie może nam wysypać wszystko.

Dodatkowo oprócz podstawowej wersji wyciskania na zmianę, mamy jeszcze wariant z kostką – na każdej ściance jest kolor – to co wyrzucimy musimy wybić z kręgu. Trzeci wariant to kostka z kolorami i kosta k6 – określamy nie tylko kolor, ale krąg z którego wybijamy. Pierwsze 4 próby grania niezbyt były udane i szybko się wszystko wysypywało, ale wystarczy podszkolić ruchy i można się dłużej pobawić. Jutro pewnie pomęczymy jeszcze WobBally’ego. Trzeba jednak pamiętać, że mamy też inne pudła do otwarcia :)

Share

Comments 3

  1. Post
    Author

    Dzisiaj znowu próbowaliśmy WobBally – najlepsze ruchy to stuknięcia, szybki i lekki ruch powoduje w miarę sprawne wybicie kulki. Jednostajne, delikatne pchanie powoduje znaczne przekrzywienie wieży i w rezultacie zawałkę.

  2. Czy cywilizacja dotarła na Litwę? Szczerze mówiąc jeśli porównamy infrastrukturę drogową obu krajów to można mieć wątpliwości czy cywilizacja dotarła do Polski…

    Ja oczywiście polecam wycieczkę do Wilna. Bardzo ładne i zadbane miasto. Dobre, tanie żarcie (do dziś z rozrzewnieniem wspominam babę ziemniaczaną w Chili Kaimas na Vokieciu gatve), sporo miejsc do zwiedzania, nierzadko związanych z naszym krajem. Jedyny zgrzyt to niesamowita ilość żebrzących Polaków na wileńskiej starówce. Strasznie przygnębiający obraz.

  3. Post
    Author

    Nie zwróciłem uwagi na żebrzących Polaków, może za mało czasu miałem i w pędzie wszystko. To co jeszcze rzuciło mi się w oczy to brak korków i w ogóle mały ruch wszędzie. Na autobahnie do Kłajpedy z Kowna wyglądało to jak pustynia – no może z wyjątkiem ciągnących się lasów :)
    By the way – dobrze, że zdążyłem poprawić rażący błąd w moim komentarzu poprzednim ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*