Pędzące Żółwie

kobra Dla dzieci, Recenzje 11 Komentarzy

No Gravatar

zolwiepedzaceOstatnio nie mam okazji do częstego grania, a w zasadzie do żadnego :(:( Ech ciężko. Zwłaszcza, że jeszcze niedawno miałam bardzo udany okres graniowy. Prawie codzienne potyczki w 51. Stan i RFTG, a teraz ciszaaaaaaaaaaa. Mam nadzieję, że niebawem los zacznie mi sprzyjać. Bo ileż można wytrzymać??

W trakcie jakiejś dwutygodniowej suszy, miałam okazję raz zagrać. Okazja nadarzyła się na urodzinach pięciolatki, na których gościliśmy z Marcelem.

Solenizantka została obdarowana m.in. Pędzącymi Żółwiami.  Myślę, że to niezły początek :)

Rozegraliśmy dwie partie w pełnym składzie. Po pierwszej rozgrywce, gra nie zrobiła na mnie wrażenia. Ale po drugiej dostrzegłam rękę mistrza. No bo projektantem wyścigu po sałatę jest Knizia. W grze trzeba troszkę pokombinować, co jest typowe dla gier pana Reinera. Taka gra na pewno świetnie wyćwiczy młody umysł.

A w dwóch zdaniach gra polega na doprowadzeniu swojego żółwia do mety. Utrudnieniem jest, że nikt nie wie który żółw jest kogo. A Testudines poruszamy dzięki dobieranym co turę kartą.

Myślę, że to świetna pozycja dla początkujących planszówkowiczów. A i rodzice nudzić się nie będą!

Share

Comments 11

  1. Wprawdzie moja córeczka musi poczekać jakieś 4 lata na pierwsze zderzenie z dr Knizia, ale już jeden egzemplarz Żółwi puściłem „w rodzinę” i muszę przyznać, że dzieciaki bardzo żywo reagują na tę grę. Bardzo dobre drzwi do lepszej, planszówkowej, przyszłości

  2. No właśnie, a ja się zastanawiam czym by tu uraczyć małą. Na razie wstępnie Carcassonne kids, ale chyba zagram z nią w podstawkę z normalnego Carcassonne i ułatwię ją trochę. Myślałem też o to nie moja żaba czy jakoś tak.

  3. Na Żółwie jest według mnie jeszcze za mała. Przynajmniej żeby wygrać, bo grać to nie problem.

  4. Pewnie chodzi o gry: „Hej, to moja ryba!” (o pingwinach) i Hoop (o ropuchach): w obie grałem z dziećmi w wieku 7 lat i obie są bardzo ciekawe: ładne i sprytnie pomyślane. Trochę liczenia, trochę planowania, trochę szczęścia i dzieci są ukontentowane.

  5. Będę zagłębiał się w tematykę planszówek dla maluchów. Na razie na pułapie 4-5 lat. Na dzień dzisiejszy w dalszym ciągu rzucamy kostką cały czas i zbieramy owoce z drzew, ale mało to rozwijające. Z drugiej strony jak ma frajdę to jest dobrze :)

  6. Może LEGO z kostkami? Klocki + układanki + gra planszowa może być bardzo ciekawym połączeniem.

  7. Możliwe, ostatnio złapałem się na oglądaniu mat do raczkowania i zastanawianiu się jak z nich ułożyć zrównoważoną planszę… A prawdziwe gry to chyba dopiero za jakieś dwa lata, wcześniej to może memorki, klocki i figurki. Jak na razie Miq w miarę sprawnie wodzi oczami i próbuje zsynchronizować sobie ręce.

  8. @Mars
    Świetna i bardziej ambitną wariacją na temat rzucania kostkami jest Polowanie na robale, tylko że trzeba tam umieć dodawać do około 30+.
    Super Farmer też powinien się sprawdzić ;)

  9. Od piątku do niedzieli gościłem u rodziny i miałem sporo okazji do grania z dziećmi. Z racji zbliżającego się dnia dziecka postanowiłem sprawić starszemu z moich siostrzeńców (rocznik 2000) bitewnego fillerka „303”. Grało się super! Najważniejsze, że młodszy (5,5 roku) również nie miał żadnego problemu z ogarnięciem zasad i całkiem nieźle sobie radził. Zagrałem z chłopakami coś koło 20 partii w przeciągu 48 godzin i stanowczo twierdzę, że jest to gra, która łączy pokolenia. Fajna, prosta mechanika daje sporo możliwości modyfikacji tak by dzieciaki miały odpowiedni do wieku hendikap.

    Grę kupiłem w mocno promowanym na tym blogu sklepie planszak.pl i dołączam się do pozytywnych opinii. Myślę, że nie raz skorzystam z ich oferty, bo ceny są bardzo OK a paczki pakują wręcz wzorowo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*