Wojny w Helladzie

berni Rozgrywki 15 Komentarzy

No Gravatar

Wspominałem niedawno, że jestem na planszówkowym głodzie. Całkowite odstawienie. Ani jednej małej partyjki przez ponad tydzień. W zamian remont, psujące się sprzęty kuchenne, wdzierająca się wilgoć i inne wspaniałości. Tym bardziej ucieszyłem się na przybycie gości, którzy nie tylko grywają w planszówki, ale przyszli właśnie w tym celu (pomijam nieistotny aspekt odwiedzin rodzinnych i tego typu rzeczy). Wieczór zapowiadał się więc wspaniale i w istocie taki właśnie był. Niemal od razu na stole wylądował nasz nowy nabytek – Cyklady.

Cyklady

Proste zasady pozwoliły wszystkim (sztuk cztery) niemal natychmiast zatopić się w klimacie starożytnej Grecji. Rozpoczęły się knowania, podbieranie wysp, podrzucanie świń (lub innych mitycznych stworów), kradzieże złota i oczywiście wyniszczające walki. Grę wygrywa ten, któremu pierwszemu uda się wybudować (bądź przejąć) dwie metropolie. Nic prostszego, gdyby nie fakt, że ta gra jest wredna, a zasady jasno określają, iż metropolia ma przetrwać do końca cyklu gry. I tutaj pojawia się ważny aspekt kooperacyjny, czyli „nie pozwólmy mu wygrać”. Tym sposobem prowadzący, osłabiony wysiłkiem jaki podjął przy budowaniu musi stawić czoła wrogiemu sojuszowi. Sojusz ten nie trwał nigdy długo i jego skład był mocno rotacyjny. Prowadzenie zmieniało się trzykrotnie. Ostatnią próbę przejęcia wyspy umożliwił Pegaz przenosząc wojska Koryntu wprost na wyspę Argos. Niestety czwartego wyjścia na prowadzenie nie udało się powstrzymać, ponieważ układ bogów (inny w każdym cyklu) był mocno niesprzyjający. Grę ostatecznie wygrali Spartanie. Pozostali byli na tyle blisko wygranej, że czuli niedosyt i przypuszczam, że nie był to ostatni raz, kiedy ta gra wylądowała na stole. Polecam Cyklady jako w miarę lekkie urozmaicenie wieczoru, w którym trzeba trochę pokombinować, zwłaszcza przy licytacji bogów i wyborze mitycznych stworów. Gra ma wiele zwrotów akcji i choć łatwo w nią grać, nie jest łatwo w nią wygrać ;-) Jeśli chodzi o losowość to występuje przy bitwach (rzuty kostką), ale można ją niwelować budynkami, stworami i liczebną przewagą.

Cyklady

Post scriptum
Gra jest na pewno przepiękna. Plansza klimatyczna, podzielona na dwie dwustronne części składane w zależności od ilości graczy. Żetony solidne. Karty wystarczająco dobre, zwłaszcza, że przez całą grę leżą przed zasłonkami graczy (gdyby były trzymane w rękach zdjęcia przedstawiałyby ich wersje zakoszulkowane ;-)). No i oczywiście to co najważniejsze – figurki! Stwory (wszystkie są na kartach, tylko te o trwałym działaniu mają figurki) są wykonane wspaniale, szczegółowo i solidnie. Jeszcze nie odważyłem się ich malować, ale może kiedyś (jak Palmer napisze poradnik ;-)). Co do armii to jest trochę gorzej. Wprawdzie i tak cieszę się, że nie jest to kolejna gra z sześcianikami, ale mogły być wykonane lepiej, zwłaszcza statki, które zdarzają się w wersji „krzywomasztowej”. Plusem jest to, że każda armia wygląda nieco inaczej, co dodaje uroku.

Post post scriptum
Na dobre zakończenie wieczoru rozegraliśmy jakieś 5 partyjek w Jungle Speed. Chociaż nie lubię gier imprezowych, ta dziwnym trafem przypadła mi ostatnio do gustu ;-)

Share

Comments 15

  1. Malowanie figurek to zupełnie inna liga do której narazie nie mam szans awansować ;) Karty, żetony, plansze wypraski to pikuś przy pomalowaniu szczegółowo figurki w skali 1:72.

  2. Cyklady to dobra gra jest… Gdyby nie to, że nie bardzo widać kiedy się skończy. Graliśmy kilka razy i zwykle było tak, że każdy miał jakąś tajną taktykę, którą rozgrywał śledząc co robią przeciwnicy. I zwykle gra kończyła się gromkim – ‚No tak!’ – jednego z graczy, który właśnie doliczył się, że da radę wygrać w tej turze. Później okazywało się, że innym brakowało 1-2 tury wg. ich taktyki.
    Zbyt często taka sytuacja się powtarzała, żeby uznać ją za przypadek. Dlatego dla mnie jedynie 3.5/5.

  3. Post
    Author

    @Avandrel: jak dla mnie jest to urok tej gry. Zwroty akcji i nieprzewidywalność mogą trochę drażnić, ale dodają też odrobinę adrenaliny. „Czy zdążę przed innymi?”. Każdy, kto ma genialny plan nagle staje twarzą z brutalną rzeczywistością i musi pogodzić się z genialnymi planami innych ;-) Gra jest mocno interaktywna i trzeba czasem trafić na „swój moment” żeby wygrać. Pocieszające jest, że gra nie kończy się od razu i wszystko można powstrzymać.

  4. ech. Następną ciekawa gra która swe uroki prezentuje dopiero przy czterech graczach. Niestety

  5. Post
    Author

    @Saandorin, nie próbowałem grać w to w dwie osoby. Może jeszcze się skuszę, ale jest to typowa gra dla większej ilości graczy. Wtedy interakcja jest naprawdę duża i trzeba kontrolować dokładnie wszystko i wszystkich na planszy. Dobrze, że chociaż mapa jest dopasowywana do ilości graczy, zmniejsza to poczucie, że wariant dwuosobowy jest „na siłę”.

  6. Przymierzałem się do tego tytułu i się nie przymierzyłem w końcu. Z Twojego opisu berni nie wyniosłem podtrzymania mojej wiary w to, że muszę mieć tę grę, ale za każdym razem jak spojrzę na planszę to coś mnie magicznie przyciąga.

  7. Post
    Author

    @mars: nie jest to gra, którą z czystym sumieniem mógłbym okrzyknąć jako „masthew”, jak to zrobiłeś w przypadku Le Havre. Na pewno warto zagrać, jest inna niż wszystkie gry, które dotąd miałem i nadaje się do pokazania ludziom spoza świata planszówek. Bez mitycznych stworów gra byłaby średnia. Z nimi jest wredna i trzyma w napięciu ;-) Ja na pewno jeszcze do niej wrócę, po jednej rozgrywce czuję niedosyt i mam wielką ochotę sprawdzić różne sposoby na wygraną. Choć jeśli to o czym mówił Avandrel będzie się często powtarzać, to być może okaże się, że nie ma żadnych strategii, a po prostu trzeba czekać na odpowiednią chwilę i zakończyć grę ku „radości” innych. Może poczekaj do Gratislavii, pewnie wypadnie w kwietniu i tam na pewno ta gra będzie.

  8. No właśnie musiałbym najpierw zagrać, bo z jednej strony kusi mitologią, z drugiej strony śmierdzi AoE :)
    berni – musisz wpaść któregoś razu i zareklamować Cyklady. Zapraszam w marcu jak się z remontem uporam :)

  9. Post
    Author
  10. berni – w co tylko zechcesz (z małymi wyjątkami)
    Stanley – a ciebie gdzie wsiorbało? Kiedy Le Havra odpalamy? Może znajdzie się jakiś wieczór, może pod koniec tygodnia…

  11. Ja jestem, śledzę co się tu dzieje tylko z czasem u mnie coraz bardziej krucho. Boję się, że różnie może być pod koniec tygodnia z graniem ale w kontakcie będziemy.

  12. Post
    Author

    Na stronie Wookiego, gryplanszowe.net pojawił się videocast z recenzją gry. Jeszcze nie oglądałem, ale ocenę dał wysoką ;-)

  13. Nie wiem skąd wziął to 9. Gra nie jest zła, ale bez przesady. Chyba w Brassa nie grał :D

  14. Post
    Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *