Inwazja II

poooq Ogólne 27 Komentarzy

No Gravatar

Po pierwsze: rozgryzanie nowej gry z samą instrukcją to koszmar. Pierwsza rozgrywka z wielokrotnie odczytywanymi suchymi zasadami. Wertowanie nieznanej instrukcji. Domyślanie się zasad. Interpretacja wyjątków. Nieznajomość reguł. Po tysiąckroć łatwiej jest z kimś kto już grał w dany tytuł, może własnymi słowami opowiedzieć co, jaki, po co  i gdzie. Bez mistrza gry to błądzenie po omacku z ciemnościach.

Szukałem jakiegoś FAQ w internecie, ale takowe istnieją tylko po angielsku, może ktoś wie o jakiejś polskiej wersji do zestawu podstawowego WH:I?

Graliśmy w Inwazję z Kulalą trzy razy i trzykrotnie zakończyliśmy z kolektywnym bólem głowy, spowodowanym analizowaniem poszczególnych zapisów w instrukcji lub na kartach. Dodatkowo, ja zaliczyłem za każdym razem klęskę. Sromotną, bo tylko raz podpaliłem jedną stolicę… W pierwszej rozgrywce, gdzie na czuja rzucaliśmy karty, tłukąc się bez głębszej strategii dumny ród Krasnoludów został pokonany przez pomiot Chaosu.  W podejściu drugim, zastanawiając się nad konsekwencjami rozbudowy poszczególnych części miasta, Zielonoskórzy zostali ostro przetrzepani przez wojska imperialne. Wczoraj, w starciu numer trzy, najdłuższym i najbardziej jak na razie zaawansowanym pod kątem używania kart, chaos uległ krasnalom.

Popełniliśmy kilka błędów: ze wskaźnikami lojalności, dopiero wczoraj dopatrzyłem się że każda karta na stole daje tylko jeden, do tego interpretacja poszczególnych kart uciera się razem z poznawaniem kolejnych ich wzorów.

Macie grę, w którą ciągle dostajecie bęcki?

Jak wspominacie rozgryzanie zasad z samą, suchą instrukcją?

Share

Comments 27

  1. Miałem ten sam problem z Inwazją. Może dlatego że to moja pierwsza karcianka, może instrukcje na kartach są nieoczywiste i często pozornie sprzeczne. Pozdrawiam i życzę powodzenia.

  2. hmm no to może ja powiem tak…. polskie wydanie ma zmaszczone tłumaczenie:P miałem okazje grać i jedną i drugą wersją językową i miałbym serio problemy z niektórymi kartami gdybym nie znał ich w oryginale. Co do zasad to są raczej proste.
    1. tyle ile młotków na dzielnicy tyle
    ataku w battlefieldzie (unit only)
    kasy w beczkach na kingdom (na początku tury reset beczek do 0)
    kart do dobrania w quescie (brak limitu kart na reku)
    2.rzucanie kart innych niż reakcja/taktic tylko przed atakiem (do tego wchodzi zagranie developmentu raz w turze)
    3. deklaracja atakujących
    deklaracja atakowanej dzielnicy
    deklaracja broniących
    podliczenie młotków
    rozdanie obrażeń
    PS. w każdej przerwie pomiędzy działaniem(czyli deklaracje wyznaczanie itp) otwiera się okno na zagrywanie umiejętności kart na stole oraz taktyk z reki.
    4. zasady kart modyfikują grę

    koniec:] gra jest ultra prosta jak masz jakieś niejasności to pisz na 3367860 to może pomogę

  3. Może nie taki koszmar, ale łatwo nie było:] Pierwszy raz zagięliśmy się na samym budowaniu talii. Instrukcja na stronie 8 jak byk mówi o 24 neutralnych kartach o nr od 111 do 119 i o rozdaniu po 10 każdemu z graczy. No fajnie, tylko kart o nr 111-119 jest 21:p Wywnioskowałem po zmóżdżeniu się, że do tej puli trzeba dorzucić 3 neutralne karty Misji. Wtedy by grało. Natomiast do talii ras, trzeba pododawać rasowe karty Misji, wtedy „rasowych” jest 40 kart i losujemy po 10 neutralnych na łeb z tych 24 i mamy talię 50 kartową na głowę. Graliśmy Kransoludy vs Chaos i przerąbałem krasnalami, bo wypstrykałem się z kart – pobieranie 6 co turę to nie jest dobry pomysł:p Ogólnie pierwsza rozgrywka zajęła nam ok. 3 godzin, ale chyba zrozumieliśmy zasady w miarę dobrze. Jeśli dziś starczy wolnego czasu pewnie spróbujemy. A w kolejce czeka 51 Stan…

  4. Post
    Author
  5. @poooq
    Ponieważ WH:I nie posiadam i na razie nic nie wskazuje na zmianę tego statusu, więc ten temat pominę, ale widzę dwa ciekawe pytania:
    1. Macie grę, w którą ciągle dostajecie bęcki?
    Na szczęście nie. Raz dostaję w tył, raz wygrywam. Jest taka jedna, która w 90% przypadków daje nam po tyle, ale z tego akurat jestem content. Mówię oczywiście o HwA.

    2. Jak wspominacie rozgryzanie zasad z samą, suchą instrukcją?
    Należę akurat do takich typków, którzy nie są w stanie na sucho wszystko łyknąć. Z reguły czytam instrukcję raz, żeby mieć zarys i następnie przy pierwszej rozgrywce wszystko doczytuję. Tak mi jest po prostu łatwiej – mając graczy, którzy uczestniczą częściowo w procesie poznawania zasad. Oczywiście w takim przypadku najlepiej poznawać zasady z graczami doświadczonymi, którzy momentalnie załapią wszelkie zasady.
    Tu dodam, że np. Stanley jest zupełnym przeciwieństwem mnie i on podczas pierwszej rozgrywki w zasadzie nigdy nie posiłkuje się instrukcją. Z reguły jak kupuje grę to zanim ma ją w rękach to już zna doskonale zasady.
    Ja wolę iść na żywioł i często tak też kupuję gry :) Oczywiście nie jest to do końca prawda, ponieważ każdy tytuł najpierw obczaję, ale nie koniecznie muszę przeczytać recenzję, zdaję się na „intuicję” :)

  6. No cóż, ja wychodzę z założenia, że dobra znajomość zasad i sprawne ich wytłumaczenie może wpłynąć na jakość rozgrywki, tzn myślę że nie każdy gracz usiądzie drugi raz do rozgrywki jeżeli pierwsza partia trwała 3 godz a nie 1 tak jak było napisane na pudełku tylko dlatego, że podczas gry pojawiło się mnóstwo wątpliwości, których spokojnie można było uniknąć gdyby tłumaczący zasady poznał je nieco bardziej dogłębnie. Łatwiej jest grać gdy przy pojawiającym się pytaniu jest ktoś kto potrafi od razu autorytatywnie na nie odpowiedzieć a nie zabiera się za wertowanie instrukcji. Lubię wiedzieć dużo o grze, którą kupuję ale również zdaję się na „intuicję”. Gdyby nie „ona” nie miałbym teraz takich gier jak chociażby Aton, Tinners’ Trai czy Antike :)

  7. Nie będę się kłócił bo masz zupełną rację (niestety), ale z drugiej strony jakoś mnie to i tak nie nawróci … a może jako postanowienie noworoczne? „Wykuć na pamięć zasady nowej gry przed pierwszą partyjką”

  8. Dziś kolejna partyjka w Inwazję. Sigmarskie Imperium wprost zdziesiątkowało prowadzone przeze mnie Kransoludy. Ludzie są straszliwie ofensywni, dosyć łatwo wystawić im Jednostki na Pole Bitwy – niby nie zadają potężnych obrażeń, ale mało która ma mniej niż 2 PW. Zamurowałem się Krasnoludami i przez 3/4 rozgrywki przeciwnik w zasadzie nie mógł mi nic zrobić – redukowałem 2-3 obrażenia w każdej swojej turze. W końcu doszło do przełamania – Imperium miało na Polu Bitwy chyba 8 czy 9 Jednostek i zaczęło kosić. Mi jak na złość nie podeszły Jednostki i mimo posiadania niezłych zasobów – 10/tura, nie miałem obrońców do kupienia. Poza tym – kolega miał cholernego farta z taktykami – ze 3 razy mnie „zdemoralizował”, gdy zboostowałem swoje jednostki o 2 „młoteczki”. Aha, zagraliśmy partyjkę bez używania kart Misji. Dopiero teraz doszliśmy, jak ich używać i zapowiada to straszliwą, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, burzę mózgów. Czy rąbać się na Polu Bitwy i pozwolić Jednostce wroga wypełniać Misję, czy nie dopuścić do potężnych po kilku turach konsekwencji realizowania Misji i przypuścić szturm na tą strefę? Zapowiada się wręcz epickie kombinowanie i rodzą się pomysły na składany z kilku nacji deck. Odkąd zacząłem grać w Inwazję nie chce mi się oglądać filmów, buszować po Sieci, czy grać w uwielbione przeze mnie komputerowe Borderlands, liczy się tylko Inwazja! To jedna z lepiej wydanych stówek przeze mnie (akurat w Planszaku i jestem arcyzadowolony z obsługi).

  9. W Dominiona dostaję notorycznie bęcki. Ale mimo ciągłych przegranych, lubię tę grę i nawet nie czuję się sfrustrowany.
    Jeśli chodzi o zawiłości instrukcji, w mojej czołówce na pewno jest Horror w Arkham. No i Cywilizacja. Po lekturze instrukcji do tej gry zrezygnowałem z zakupu. Takiego natłoku zasad nie widziałem w żadnej innej grze, choć pewnie przy jakimś Twilight Imperium to mały pikuś. Podstawowy kłopot z Cywilizacją byłby taki, że nie miałbym z kim w nią grać, bo nie podjąłbym się tłumaczenia reguł (nawet gdybym je opanował).

  10. Piter – ja spytam trochę z innej mańki – z kim grasz w Inwazję? Chodzi mi konkretnie o płeć, wiek, zainteresowanie tematem itp. Czy jest to jakiś maniak klimatu WH i fantasy, czy gra ma WOW wynikające z samej mechaniki czy jest to mistyczne połączenie klimatu z typem rozgrywki?

  11. Nie wiem czy chodzi o mnie, ale odpowiem:p
    Kobieta, rówieśnik – 26 lat, zainteresowanie średnie na jeża – Stary Świat znany z Warhammer Fantasy Roleplay 1 ed. i kapkę z 2. Do tego z tego co wiem, dawno – z 10 lat temu, może nie ultra pro, ale pykała w Magic: the Gathering. O Wahrammerze: Inwazji jako takim nie słyszała, bo erpegi i karcianki to było raczej młodzieńcze hobby, bo teraz to wyjdzie nam jedna sesja na pół roku. W Inwazji urzekły ją grafiki, ogólnie genialne wykonanie, i mechanika, którą przyswaja się łatwo, ale daje olbrzymie możliwości. Od kilku dni ogarniamy się po pracy, różne takie, i jak tylko mamy zupełnie wolny czas, to siadamy do partyjki. I jeszcze nie zdarzyło mi się wygrać, choć bywałem blisko, a gra mnie nie denerwuje, nie zamula, nie frustruje, a wręcz przeciwnie – już kombinuję jaką strategię obrać w kolejnej rozgrywce i czy nie wymieszać talii i zagrać którymś z Przymierzy. Sytuacja jest taka, że po oczytaniu się o błędach w instrukcji i brakujących żetonach 51 Stan leży i się kurzy, a Inwazja jedzie na pełnych obrotach. Ba, gdybym wiedział, że dostanę niekompletny produkt, to zamiast Stanu dołożyłbym dyszkę i wziął Szturm na Ulthuan do Inwazji – dodający talie Wysokich i Ciemnych Elfów. Ogólnie my to raczej początkujący planszoholicy – w zasadzie mamy 3 gry na stanie – Neuroshimę Hex!, 51 Stan i Inwazję, u znajomych grywamy w starusieńką Magię i Miecz, mi zdarzyło się zagrać w Age of Empires. Także można powiedzieć, że jesteśmy laikami i to są wrażenia ludzi nie oblatanymi w temacie.

  12. Kurczę, chyba w końcu sprawdzę tę słynną Neuroshimę. A ta gra nie przypomina trochę szachów czy jakichś wypasionych warcabów? Jest w ogóle sens po nią sięgać, jeśli gracza nie urzekają Mad Maxy i Fallouty?:)

  13. Co do neuroshimy: wersja on-line do przetestowania i przekonania się czy gra zaskoczy: http://online.neuroshima.org/

    A co do Inwazji: siadam do wykonania boxa na zestaw talii 6 nacji, kart dodatkowych , znaczników i planszy miast. Czy w dodatkach dochodzą jakieś elementy oprócz kart które trzeba by wziąć pod uwagę przy tym projekcie?

    Jaka może być wysokość stosu kart w koszulkach poszczególnych talii podstawka+ dodatki?

  14. Tak Piotrze to było do Ciebie :) Dzięki za info. Niestety nie widzę tego jako poparcia dla kolejnego zakupu, żona będzie marudzić. Tak czy owak kusi mnie ta gra okrutnie.

    A tak w ogóle, początkujący czy nie, ważne że gracie. Zresztą dzisiaj jesteście początkujący a za rok będzie PRO :)

  15. Neuroshima Hex! zasadniczo nie ma nic wspólnego z postapokalipsą. Owszem, są ogólnikowe opisy frakcji, które cośtam mówią osobom znającym uniwersum erpega Neuro, aczkolwiek widać, że gra jest nastawiona na osoby systemu nie znające i klimat „nie ciąży”, a wręcz go za bardzo nie ma. Grafiki na żetonach nie są jakieś madmaksowe czy falloutowe. No przynajmniej te w pierwszej edycji, którą posiadam. Czy jest podobieństwo do szachów czy warcabów? Dla mnie nie bardzo, bo jest sporo losowości w dobieraniu żetonów, i to zaskakuje i Ciebie i przeciwników, pole bitwy zmienia się z każdym wyłożeniem czegokolwiek na planszę i nieustannie trzeba rozkminiać i modyfikować plany. Jak dla mnie Hex ma spore replayability, może nie jakoś regularnie, ale dosyć często gra ląduje na stole, gdy przyjdą znajomi i lajtowo sącząc piwko i zagryzając czipsami, lubimy sobie pospuszczać łomot. Tzw. negatywnej intreakcji bywa sporo, oczywiście w dobrym gronie jest to z maksymalnym przymrużeniem oka. Ja Hexa polecam. Dawno temu naskrobałem reckę http://postapokalipsa.wordpress.com/2009/04/29/neuroshima-hex-recenzja-gry-planszowej/ .

  16. @mars
    Oprócz swojej drugiej połówki, Inwazja pozytywnie zakręciła kolegę – fana Magii i Miecza oraz Doom Troopera, któremu spodobał się właśnie Hex i Carcassonne – tyle wiem o jego planszogustach. Rozegraliśmy tylko jedną, dwugodzinną partyjkę i był wręcz zachwycony możliwościami Inwazji, a na propozycję spotkania się w weekend na ustawkę;), zdecydował się bez wahania. Prawdopodobnie przetestujemy też próbę rozgrywki na czterech graczy, coś w układzie, że każdy tłucze swojego po lewej/prawej, albo popróbujemy team deatmatcha jakiegoś uskutecznić, bo teoretycznie powinno to dać radę.

  17. Nie mogę na razie połączyć się z serwerem Neuroshimy, ale dzięki za link.
    Skoro postapokaliptyczny klimat jest w tej grze drugoplanowy, może uda mi się ją łyknąć. A negatywna interakcja to dla mnie duży plus.

  18. Jak już pisała,pewno nie raz, Neuroshima to ulubiona gra mojego Męża. Moje zdanie o niej też już znacie.
    Nasz 51. Stan czeka na pierwszą rozgrywkę. Póki co jestem po przeczytaniu instrukcji, a może dziś uda się zagrać. Martwiło mnie to, że nie do końca wszystko jest dla mnie jasne po tej lekturze. A teraz moje obawy są jeszcze większe jak przeczytałam, że ponoć są błędy w instrukcji!!

  19. @kobra – może nanieś sobie poprawki, pod tym adresem: http://files.neuroshima.org/RULEBOOK_51ST_PL.pdf dostępna jest poprawiona wersja z informacją, gdzie znajdują się błędy w oryginale. Do tego brakuje kilku żetonów kontaktu o wartości bodajże 3 i ogólnie gracze jęczą, że zdarzają się braki żetonów surowców nawet w rozgrywkach 2-osobowych. Wyszła z tego spora afera, na co Portal zareagował po jakimś czasie tak: http://www.wydawnictwoportal.pl/2010/10/51-stan-rozwiazanie-problemu/ .

  20. Post
    Author

    Porażek ciąg dalszy: dwie kolejne klęski -ludzie rozgromieni przez zielonoskórych i krasnoludy wchłonięte przez chaos. Co jest? Fatum?
    Ranking: mąż 0 : żona 5.

  21. Post
    Author
  22. Post
    Author

    Ile można?
    Chyba nie dojrzałem jeszcze do tej gry, poczekam raczej na kooperacyjnego LOTR’a za jakiś czas…
    Nie spotkałem żadnego innego tytułu w którym bym ciągle zbierał takie cięgi…
    Śmieszne ale prawdziwe.

  23. A ja się odgryzłem, najpierw tydzień porażek, w piątek 1:1 drużynowo, a dziś, póki co, prowadzę 2:1. Jeśli słabo podejdą karty, to i cudów nie zdziałasz. Niby tasuje się dobrze, a czasem i tak wlezą same wsparcia z taktykami, a przeciwnikowi dużo tanich jednostek i wpindol murowany. Mi morale odżyło, no i próbowaliśmy grać z wtasowanymi wysokimi i mrocznymi elfami i wrażenie jest takie: po wypłacie na bank kupujemy Szturm na Ulthuan. Jarałem się Hexem po zakupie, ale radość z Inwazji jest o wiele większa. No i perspektywa zagrania w 6 osób jest niezmiernie kusząca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *