Ale było granie!
Napisane przez mars2010 sie 27
Wczoraj pod wieczór przedzwonił do mnie Stanley z propozycją żebym wpadł na granie. Pomyślałem, że bardzo fajnie będzie pyknąć kilka gierek. Porozmawiałem z żoną, wsiadłem w auto i pojechałem. Graliśmy do 3 w nocy. W sumie rozegraliśmy 7 rund w gry El Grande, Torres, Alhambra, Ghost Stories, Aton. Było super.
Oczywiście żeby nie było tak pięknie, musiała nastąpić pewna komplikacja. Wspomniałem, że rozmawiałem z żoną. To szczera prawda. Niestety wszystkie wydarzenia po tym stwierdzeniu nie są już prawdziwe. Spać poszedłem o 23. Nie rozegrałem żadnej partyjki, ale w zamian wyprasowałem 3 pary spodni, 2 bluzki, t-shirta i 5 koszul z długim rękawem oraz 8 z krótkim rękawem. Nieźle co? Fakt, że wszystkie koszule moje, ale domyślacie się, że nie o to chodzi. Tak właśnie wygląda moje życie.



O PLANSZO! Mars zaczyna majaczyć! Marsowa małżonko, zobacz coś ty zrobiła ze swoim mężem! To jedna z ostatnich faz, wkrótce wpadnie w planszoholiczny szał i zacznie zabijać.
Już moja w tym głowa, żeby go ujarzmić ;-) Wytłumaczyłam mężowi, że świat nie kręci się tylko wokół gier i naczynia naprawdę same się nie zmywają, koszule same się nie prasują itd… Nie martwcie się mój mąż taki biedny nie jest i ma boskie życie ze mną, a że czasem nie pójdzie grać wtedy, kiedy akurat chce, to odroczenie gratyfikacji i lekka frustracja jest wręcz wskazana w życiu psychicznym każdego człowieka :-)
To są eksperymenty, których trzeba zabronić! Przecież ja żyję, ja czuję, ja chcę GRAĆ!
A ja z żoną znów Atonka pyknąłem wczoraj i to dwa razy!
Biedny mars, chyba wkrótce umrze :D
Nie umrze, modelina go wyzwoli! In Pstrykando We Trust!
Cóż Marsie witamy w prawdziwym życiu! Przyjemności zostaw na koniec, najpierw obowiązki!
Ale prasowanie t-shirtów to już chyba przesada…
Widać pani Marsowa ma inne zdanie w tej sprawie. A żeby małżeństwo było udane należy słuchać się żony. Taka prosta życiowa prawda.
@Avandrel – dla uściślenia to była polówka a nie T-Shirt a to zasadnicza różnica :)
I wszystko jasne hahaha