No Gravatar

Jakiś czas temu zostałem uszczęśliwiony tytułem magistra (co po 10 latach studiowania jest nie lada wyczynem) i postanowiłem zrobić sobie nagrodę. O! Oczywiście nagrodą miała być planszówka, no i oczywiście miała być dobra i jak najszybciej. Mimo, że w dalszej części roku szykuje się kilka fajnych premier (nie tylko planszówkowych ale i komputerowych) i powinienem połączyć ze sobą te dwie okazje – nie wytrzymałem. I oto kilka dni temu przyjechał Imperial.

Okładka jest… dziwna. Kłócą się, spierają a na pierwszym planie uśmiechnięty Obama. Cóż, życie. A co wewnątrz? Spora plansza, trzy wypraski z żetonami i wór drewnianych stateczków i czołgów. Po rozłożeniu planszy, okazuje się, że to ciągle jest stara dobra Ziemia, podzielona zgrubnie na regiony lądowe i morskie. Tu pojawia się pierwsze skojarzenie z Ryzykiem – bardzo podobna plansza. Oczywiście w Imperialu mamy ciut więcej dodatkowych bajerów – rondel, miejsca na obligacje i pieniądze krajów, tor punktacji i podatków. Wszystko wygląda całkiem nieźle i jest bardzo czytelne.

Powoli dochodzimy do sakramentalnego pytania – o co w tym wszystkim chodzi? Odpowiedź jest oczywista – gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze (niektórzy dodają też coś jeszcze, ale…). Mamy dwa rodzaje pieniędzy, prywatne pieniądze graczy, oraz skarby państw. Zasada jest prosta, nie można zabierać zasobów kraju i przekazywać sobie (tzw. defraudacja), ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby wspierać państwo swoim prywatnym majątkiem.

Najważniejszym mechanizmem Imperiala jest brak przypisania graczy (jako inwestorów bezpiecznie ulokowanych w Szwajcarii) do danego państwa na stałe. Trochę czasu zajmuje przestawienie myślenia znanego z innych gier. Tutaj dominacja jednego z państw nie jest celem, tylko środkiem. Celem natomiast jest pomnażanie prywatnego majątku i zwiększania kontroli nad poszczególnymi krajami (przez wykup obligacji).  A szczegóły?

Każde mocarstwo posiada zestaw obligacji o różnych nominałach. Gra rozpoczyna się od przydzielenia graczom startowych obligacji – każdy będzie kontrolował jeden z krajów. I tu ciekawostka – państw jest zawsze taka sama ilość, nie zależnie od liczby graczy, podobnie kolejność rozgrywania akcji jest stała, po prostu akcje podejmują kolejne kraje.

Gracz, który posiada najwięcej obligacji danego państwa, decyduje jakie akcje będzie to państwo wykonywało. Ten mechanizm sprawia, że jeden gracz może ‘grać’ nawet sześcioma mocarstwami. Jest to sytuacja rzadko spotykana, ale możliwa. Obligacje mają jeszcze jedno ciekawe działania, są mianowicie podstawą do wypłacenia dywidendy. W takiej sytuacji, z kasy kraju zostają wypłacone pieniądze wszystkim posiadaczom obligacji danej nacji. Jest to jedna z metod pomnażania swojego prywatnego majątku.

Jak już wspomniałem, każdy kraj ma do wykonania akcję. Wszystkie akcje znajdują się na rondlu, a każdy kraj posiada znacznik, który się po nim porusza. Możliwych do wykonania akcji jest kilka:

  • Factory – budowa fabryki (z zasobów kraju)
  • Production – produkcja jednostek w fabrykach kraju
  • Maneuver – ruch jednostek i walka
  • Import – zakup jednostek (z zasobów kraju)
  • Taxation – Zbieranie podatków z kontrolowanych terytoriów (zbieranie zasobów dla kraju, bonus dla właściciela i punkty zwycięstwa dla kraju)
  • Investor – Wyłata dywidendy (z zasobów kraju)

Akcji nie jest za wiele, ale wyczerpują w zasadzie wszelkie potrzeby. Budujemy fabryki (czołgów lub statków), produkujemy jednostki, zdobywamy nowe terytoria (aby zbierać z nich podatki), walczymy z innymi mocarstwami. A od czasu do czasu ‘doimy’ kraj aby przyniósł nam osobiste zyski. Walka jest bardzo prosta – gdy spotykają się dwie jednostki różnych krajów i chociaż jeden z kontrolujących je graczy zdecyduje się na atak, zdejmuje się je z planszy w stosunku 1:1. Filozofii nie ma, nie ma rzucania kostek ani kart walki. Od czasu do czasu (w zależności od wariantu), któryś z graczy ma możliwość dokupienia obligacji jednego z krajów. I to jest w zasadzie wszystko, jest jeszcze garść reguł dotyczących ruchu, działań gracza bez państwa itp.

I jak można w to wygrać? Dość prosto w sumie. Gra kończy się, gdy przynajmniej jeden z krajów dojdzie do 25 punktów na torze wpływów (górna część planszy). Państwo może się na tym torze poruszyć po akcji zbierania podatków, tym dalej, im więcej podatków zebrało (czyli im więcej terytoriów/fabryk kontroluje). Na koniec gry podlicza się punkty inwestorów (graczy) mnożąc zysk z akcji danego kraju przez jego wpływy. Może się zdarzyć, że grę zwycięży gracz, który wcale nie kontroluje zwycięskiego kraju.

Podsumowując, po pierwszej grze mam straszną ochotę na kolejne partie. Wszystko wygląda na nieźle dopracowane, a pomysł oddzielenia graczy od krajów strasznie mi się podoba i nie jest zbyt częsty. Doskonałe wykonanie, nawet banknoty są z grubej tektury (nie takie świstki jak w Eurobiznesie). Największy minus jaki się w tym momencie pojawił, to spory niekiedy downtime, gdy jeden z graczy kontroluje kilka krajów pod rząd. Bardzo udany zakup.

PS Co do tytułu, to w Ryzyko nigdy nie grałem, ale pooglądałem na BGG i wygląda podobnie, tylko tak chyba prościej.

Powiązane artykuły