No Gravatar

Na początek szybkie przywitanie – dzień dobry! – to mój pierwszy wpis, mam nadzieję nie ostatni.

Gdy już formalnością stało się zadość, czas zająć się tematem. Downtime. Moim zdaniem jest to jedna z największych zmór spotkań planszówkowych (zaraz po braku piwa i chipsów). Cóż to właściwie jest? Zgodnie z definicją przedstawioną przez Odiego w poradniku dla początkujących na forum gry-planszowe.pl jest to:

„[...] ‘Czas oczekiwania na swoją turę’. W niektórych grach (np w szachach lub w skomplikowanych grach wojennych z setkami żetonów), gdzie trzeba dokładnie analizować konsekwencje własnych posunięć, na swój ruch trzeba niekiedy długo czekać. Może doprowadzić to do znudzenia współgraczy. Nowoczesne gry rodzinne [...] charakteryzują się krótkim ‘downtimem’. Często w ogóle go nie posiadają, bo w turze przeciwnika trzeba np oferować mu towary na sprzedaż, czy obserwować, jaką obrał strategię.”

Właśnie. Każdy chyba spotkał się kiedyś z tym zjawiskiem, a to w postaci „dziwnej” mechaniki gry, która do takiego spowolnienia prowadzi, a to w postaci kolegi, który próbuje intensywnie optymalizować, ale tempo pozostawia trochę do życzenia.

To może czas na jakieś przykłady. Jednym z bardziej jaskrawych downtimów w kategorii powiedzmy ‘buchalteryjnej’, czyli czasu, który musimy poświęcić w ciągu tury na ogarnięcie planszy, żetonów, znaczników, kart i wszystkich innych akcesoriów, jest oczywiście Gwiezdny Kupiec (przywoływany tu we wspomnieniach m.in. poooqa). W grze próbowano (całkiem nieźle zresztą) oddać zmiany cen w wyniku podaży/popytu, problem polegał jednak na tym, że co kolejkę trzeba było przeliczyć praktycznie wszystkie ceny towarów, a było tego trochę. Polegało to zwykle na tym, że jeden rzuca kostkami, drugi liczy na kalkulatorze (znajdującym się na planszy gry) a trzeci przestawia żetony. Jeśli grało tylko trzech, nie było problemu, każdy coś robił, ale jak więcej – downtime. W nowocześniejszych planszówkach problem tego rodzaju spowolnienia gry jest mniej widoczny. Ostatnio ujawnił nam się w lekko w Cywilizacji, chociaż można go lekko omijać rozpoczynając turę kolejnego gracza gdy poprzedni jeszcze ‘się przelicza’.

Drugim dość częstym przypadkiem downtimu jest długie oczekiwanie na swoją turę, ponieważ tury pozostałych graczy trwają długo. Z wielu powodów oczywiście. Pół biedy, jeśli chodzi tu po prostu o długie zastanawianie się nad swoim posunięciem, chociaż to w ekstremalnych przypadkach może strasznie popsuć zabawę (zdarzało nam się grać np. w Puerto Rico czy Osadników z minutową klepsydrą, bo jeden z graczy zbyt mocno koncentrował się na zwycięstwie). No i na koniec coś, co może zabrzmieć w miejscu, gdzie ta gra ma duże grono zagorzałych fanów. Chodzi oczywiście o Arkham Horror. Przy grze w więcej niż 3-4 osoby oczekiwanie na swoją turę może troszkę potrwać. Szczególnie, że tury graczy nie są równe i w sytuacji gdy ja tylko wchodzę na lokację, czytam kartę i oddaję turę, a pozostali gracze walczą/testują/zamykają/otwierają można się rozkojarzyć.

Ale możliwe, że to tylko ja jestem tak bardzo przewrażliwiony i mi to przeszkadza. Jak to wygląda u was?

Góra

Powiązane artykuły