Pozostałe wartościowe opisy gier :)

mars Konkurs 6 Komentarzy

No Gravatar

Tak jak już pisałem zamykając konkurs – z 16 opisów, które dostałem do konkursu 7 potraktowałem jako sensowne. Jeden już opublikowałem i należał do zwyciężczyni. Pozostałe 6 poniżej (jeden z nich nie dostał punktów dodatkowych, ponieważ nie było 10 zdań). Kilka opisów sprowadzało się do informacji typu:

„Najlepsza gra to Dominion. Jest bardzo dobra i szybka. Fajnie się w nią gra i jest ciekawa.”

Sorry, ale za takie coś dodatkowego głosu nie dawałem.

A teraz obiecane opisy i jakiś komentarz ode mnie:

– – – –

Moja ulubiona gra (poza moim własnym Kingpinem ;) ) to definitywnie Smallworld wraz z oboma dodatkami. A taki stan rzeczy utrzymuje się od ponad roku ponieważ. Replayability gry jest olbrzymie, nie ma możliwości, żeby rozegrać dwie identyczne partie. Co więcej, nie było w historii tej gry partii przy, której nie musiałbym myśleć. Po trzecie czuję, że gram z graczami, a nie ich figurami – trzeba negocjować, przewidywać ruchy, umawiać się i zdradzać (czego nie ma w tak hitowych tytułach, jak np. Dominion). Gra się dobrze już od 3 graczy, a w porywach na zaimprowizowanych zasadach graliśmy nawet 8 osób. Jakby tych zalet było jeszcze mało to gra jest przecudnie zilustrowana i doskonale śmieszna (rzecz którą uwielbiamy: wymyślać historyjki dla połączeń ras i przymiotników). Łatwo wprowadzić nowych graczy i dobrze bawią się już przy pierwszej partii. Jedyne dwa mankamenty to, że gra kosztowała swoje (z dodatkami to już ponad 200 zł) i że dodatki nie mieszczą się w oryginalnym pudełku. Ale, co warto dodać mimo długiej eksploatacji, żetony nie niszczą się i nie płowieją, więc gra wciąż wygląda na ledwo używaną.

U mnie leży, nikt nie chce grać chociaż mi się bardzo podoba i do tego jest to gra z jajem. Autorowi mogę wspomnieć tylko o dodatku Leaders of Small World. Za 10zł w sklepie BGG można nabyć to unikatowe cudo. Czekałem 7 albo 8 dni na kopertę ze Stanów, czasem z Polski dłużej idzie ;) Autor może ujawniając się, przy okazji zachęci nas też swojej produkcji?

– – – –

Wasza Królewska Mość Fryderyku II,

Ta straszliwa wojna, trwa już od sześciu lat, jeżeli dojdzie do naszego zwycięstwa – będzie to prawdziwy cud, padają kolejne twierdze, a obrona Hanoweru słabnie. Dlatego uniżenie proszę o zainteresowanie się kwestią tzw. gier planszowych, otóż w jednej z nich przedstawione straszliwe losy tej wojny, tak mnie też to dziwi. Owa gra nazywa się Friedrich i mówi o wojnie siedmioletniej. To co podoba mi się w tej grze to wspaniała intelektualna rozrywka przy udziale bardzo niewielu elementów. Nie spotkamy tutaj setek żetonów i figurek, których rozłożenie trwa całe lata, a jedno kichnięcie spowoduje zakończenie gry. Główną częścią Friedricha jest jego duża plansza przedstawiająca centralną Europę z zaznaczonymi miastami-celami które to ma się za zadanie zdobyć. Jak już wspominałem brak tu zbędnych elementów na ten przykład, te ohydne wojska francuskie dysponują jedynie trzema żetonami obrazującymi ich generałów, a stan wojsk zapisuje się na specjalnie przygotowanych do tego tabelkach. Walka toczy się przy udziale zwykłych czterech talii kart od dwójek do asów, nie będę tu jednak opisywał szczegółów to trzeba zobaczyć. Okazja na zagranie we Friedricha jest praktycznie w każdą sobotę na Uniwersytecie Przyrodniczym w mieście Wrocławiu, niestety mi i właścicielowi tej zacnej gry nie zawsze udaje się znaleźć współgraczy.

Tutaj chyba niektórzy z nas od razu zgadną kto był autorem tego wpisu – chyba jeden aktywnie promuje Uniwerek Przyrodniczy ;) Przyznam, że dla mnie to rodzaj gry egzotycznej – oczywiście nie w dosłownym tego słowa rozumieniu.

– – – –

Gra, która zyskała miano mojej ulubionej to „Gra o tron”. Została ona stworzona na podstawie serii książek autorstwa George’a R.R. Martin’a o tytule „Pieśń lodu i ognia”. Dlaczego akurat Gra o tron? Najzwyczajniej jestem fanem książek Martina, ale to wcale nie oznacza, że gra jest przeznaczona tylko dla fanów owej serii. To właśnie przez grę zacząłem czytać książki Martina. Książka przedstawia nam losy bohaterów przynależących do różnych rodów władających krainą zwaną Westeros. Rody te dążą do osiągnięcia władzy poprzez różne spiski, traktaty, wojny. W grze idealnie odwzorowano rody, ich siłę, możliwości tworzenia paktów i natychmiastowe ich łamanie, po prostu gra wojenna z dużą ilością negocjacji. Podczas rozgrywki gracze rzucają rozkazy i pozostają one tajne do momentu gdy wszystkie znajdą się na planszy. Napięcie jakie towarzyszy odkrywaniu kolejnych rozkazów, a tym samym sprawdzenie lojalności sojuszników jest niesamowite. Gra o tron jest świetnie wykonana, piękna plansza przedstawiająca Westeros, drewniane pionki oraz karty z postaciami przedstawiającymi poszczególne rody. Grę gorąco polecam wszystkim, zarówno fanom strategii jak i gier negocjacyjnych.

Wiele o grze słyszałem, ale nie miałem okazji grać i taki opis jak zwykle podkręca mnie na tę grę. Wiem jednak, że gry wojenne są u mnie w domu raczej niezbyt przychylnie przyjmowane, więc nie liczyłbym na tę grę w mojej kolekcji ;(

– – – –

Moją ulubioną grę jest „Pandemic”. To jedna z niewielu gier kooperacyjnych, która jest naprawdę trudna. Nie ma tu systemu zdrajcy ani gry z niepełną informacją. Od początku rozgrywki gracze wiedzą, że w danych miastach będą wybuchały ogniska cholery, duru brzusznego, wąglika i SARSu – po mimo tej przewidywalności gra jest prawdziwym intelektualnym wyznawaniem i daje całe morze możliwości jeśli chodzi o wybór odpowiedniej strategii. Polecam wszystkim którzy szczepią się regularnie jak i tym, którzy stronią od igieł. :-)

Dyszki nie było, ale gra jest bardzo ciekawa i jest jedną z nielicznych kooperacyjnych gierek w morzu rywalizacyjnych „nawalanek”. Kupiłem rok temu, dobra cena.

– – – –

Po grach Reinera Knizi można spodziewać się przemyślanych zasad, zoptymalizowanych poprzez szereg matematycznych algorytmów. Jednak cała otoczka, tematyka, tło fabularne, które dla niektórych jest równie ważne, jest traktowane po macoszemu, jest to jedynie dodatek do rozgrywanych, na schematycznej planszy „szachów”. Zatem jakie było moje zdziwienie, gdy w moje ręce trafiła kolejna gra sygnowana nazwiskiem Knizia, w której w moim mniemaniu, optymalizacja i strategia są przyćmione przez wygląd poszczególnych elementów i tematykę. Grą o której mówię jest Blue Moon City. Jest to jedna z niewielu pozycji Knizii (nie liczą Zaginionych Miast itp.), która nie zmusza do pracy na podwójnych obrotach naszych szarych komórek, a mimo to widać w niej ten błysk matematycznego geniuszu. Gra szalenie prosta, jednak dająca pole manewru, zmienna plansza zapewnia grze wysoką regrywalność, no i ten wygląd budynków, kart, smoków, łusek, po prostu bajka… Do rozegrania partii nikt, nigdy nie musi, ani nie będzie mnie musiał zmuszać, w tym tytule jestem zakochany po uszy. Tutaj zwycięstwo schodzi na drugi plan, przyjemność daje samo obcowanie z grą. Oczywiście znajdą się ludzie, którzy stwierdzą, że jest to przeciętniak, w którego można dwa razy pograć, jednak gdy bliżej przyjrzą się smokom skuszą się na tą trzecią partie :) Nie grałeś to zagraj, grałeś to szukaj partnera i rozegraj kolejna partie, spraw sobie tą przyjemność raz jeszcze.

Kurcze no, już drugi raz widzę na „łamach” naszego bloga taki ładny, kuszący opis Ble moona, że coraz bardziej podoba mi się ta gra. Tym razem jednak muszę skonsultować się z instytucją nadrzędną, gdyż ponoć dokonałem kilka zakupów bez zasięgnięcia opinii co jest karygodne :)
– – – –

Claustrophobia to najlepsza ze znanych mi gier przeznaczonych wyłącznie dla dwóch osób! Wykonanie na najwyższym poziomie dodatkowo zachęca do rozgrywek, które różnią się od siebie dzięki wielu scenariuszom.Gra na pewno nikomu się nie znudzi, bo pojawiają się co rusz to nowe scenariusze rozgrywek. Dużym plusem są pomalowane już figurki, co zaoszczędzi nam czasu na malowanie, ewentualnie małe poprawki mogą się przydać  ;)  To wszystko tworzy fantastyczny klimat. Rozgrywki są dynamiczne i nieprzewidywalne, a jednocześnie trwają ok 40 min. To rzadkość w świecie gier przygodowych i uważam to za duży plus, że nie jestem po raz kolejny zmuszony do min 3h rozgrywki. Lecz jeśli ktoś nie lubi losowości, to ta pozycja może nie być dla niego. Jest zauważalna przewaga złych charakterów (gra nie jest najlepiej zrównoważona) ale i ci dobrzy mają szansę na wygranie choćby po drobnych modyfikacjach. Generalnie zachęcam do zapoznania się z tą grą choćby po to, aby spróbować czegoś nowego, bo naprawdę warto.

No i tu też ciekawostka dla mnie, aczkolwiek nie czuję pociągu do tego tytułu. Jako planszoholik pewnie chciałbym ją mieć, ale na pewno znajdę coś ciekawszego :)

Share

Comments 6

  1. UP płaci mi za każdego osobnika który dzięki mnie przekroczy próg tego budynku, jakieś badania na żywych mózgach czy coś :)

  2. Z wymienionych tytułów nieznany mi był tylko Friedrich, co do reszty to posiadam, grałem lub widziałem… trochę rzeczy się nie zgadza zwykle drobnostki, ale zauważalne. We wcześniejszym wpisie widziałem uwagę o losowości konkursu i faktycznie proponowałbym na przyszłość powołanie np składu jury który wyłoniłby zwycięską recenzję (taka drobna sugestia;]). Sam ze względu na tę losowość mimo że o nim wiedziałem to udziału nie brałem.

  3. Dużą wadą „Frycka”, jest liczba graczy (3-4), dlatego też czasem trudno zebrać na niego ekipę, która nie boi się epickiego downtime :D
    Naprawdę, jeżeli narzekacie na czas oczekiwania w grach, to nie znacie realiów Friedriecha 10 minut czekania jak nic :P

  4. scovron – jak bozia da, to zorganizuję wszystkie możliwe odmiany konkursów :) Co da? Nagrody :) Jak tylko wykombinuję kolejną to będzie następny konkurs – formuła jeszcze inna, ale wykluczająca losowość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*