Czy androidy marzą o elektrycznych żetonach?

scovron Ogólne 7 Komentarzy

No Gravatar
Analogową aplikację rozrywkową  otrzymałem już w czwartek zeszłego tygodnia , z entuzjazmem pozbyłem się elementów kompresujących po czym odseparowałem odpowiednie pakiety użytkowe do wcześniej przygotowanych kontenerów danych,  na koniec postanowiłem wczytać plik nfo ze skryptem możliwych opcji działania. Okazało się jednak że ilość danych ?na sucho? jest na tyle przytłaczająca że moja jednostka przeliczająca nie jest w stanie ich przeanalizować i na raz zapisać do pamięci stałej. Szczególnie że oprócz samego logicznego rozumienia zasad dochodził proces translacji pakietów informacyjnych. Z pomocą przyszła jednostka Mars udostępniając zasób po przetworzeniu na znajomy język kodowy?.

I tak właśnie zaczyna się moja przygoda z grą Android wydaną przez FFG. Do zmielenia wcześniej wspomnianych zasad podszedłem w sobotę nad ranem, rozkładając grę na zasadzie ?zagram sam ze sobą? kontrolując 3 postacie i rozgrywając podstawowy scenariusz najczęściej podawany w przykładach Evil at the Estates. Po rozłożeniu wszystkich elementów żmudnie krok po kroku zacząłem rozgrywać dzień po dniu? około godziny piątej nad ranem udało mi się zakończyć partie z już nieźle ogarniętymi zasadami.

Dziesięć godzin później rozgrywaliśmy już pełna partię szkoleniową z jedną z grup graczy (w czwartek jeszcze jedno szkolenie) okazuje się że cała gra jest do bólu prosta w zasadach, jedynymi elementami które mogą sprawiać trudności jest reagowanie na zdarzenia, oraz pamiętanie o zdarzeniach towarzyszących konkretnemu działaniu. Niestety ale Android jest grą podczas której nowicjusz nie ma szans jeśli gra z ludźmi mającymi już jakieś doświadczenia z grą. Decydują o tym właśnie wcześniej wspomniane elementy. W przypadku reakcji, jest to znajomość kart zarówno swoich jak i pozostałych graczy oraz ?nastawienia? do gry danej postaci. Jeżeli chodzi o pamiętanie o wszystkim to drugi element? za przykład podam karty własne postaci (Raymond memory cards, Floyd directive cards) na których najczęściej jest wpis ?może? ale nie musi co za tym idzie ?nie pilnujesz to tracisz?.

Samo rozłożenie zabawek na stole poszło szybko, grę można było już zaczynać gdyby nie fakt przewrócenia jednej szklanki i konkretnego zalania całej gry. I tu wielki ukłon w stronę FFG bo co prawda to prawda że ich gry są drogie, ale po zwykłym wytarciu powierzchni kart i odłożeniu na moment nie widać nawet śladu zniszczeń wywołanych zalaniem (wcześniej podobny wypadek miałem z AH i kuflem piwa, efekt taki sam). Dobra wracamy do rozgrywki. W partii oczywiście skorzystałem z już testowanego scenariusza, śledczymi byli: Luis, Floid, Raymond i Caprice. Gracze zaczęli się rozkręcać dopiero na początku drugiego tygodnia. Gdy już opanowali co, gdzie, kiedy i dlaczego grając pierwszy tydzień na zasadzie ?każdy sobie rzepkę skrobie? w drugim zapragnęli dokopać komuś (ah ta interakcja) traf chciał że padło na mnie. Musze przyznać że gra mocno nabiera rumieńców w kwestii przeszkadzania sobie nawzajem i zmawiania się na danego gracza. Początkowo miałem obawy czy nie będzie to coś w stylu ?Runebound? gdzie nawet nie ma sensu prowadzić jakiejkolwiek interakcji i gonić z punktami zwycięstwa. Cieszę się że wraz z pierwszą grą treningową zostały one rozwiane. I śmiało mogę powiedzieć że Android to wyjątkowa pozycja posiadająca niezmierzone pokłady klimatu w stylu Dickowskim i Gibsonowskim, i równie dużą opcjonalność w wyborze drogi do zwycięstwa i pogrążenia przeciwnika.

Share

Comments 7

  1. Z tego co pamiętam (a niewiele tego jest) z mojej jednej niecałej rozgrywki ponad pół roku temu – ciężko jest chyba bez interakcji w tej grze. Przecież karty ‚mroku’ grasz na swoich rywalach a bez ich zagrania nie możesz zagrać swoich jasnych kart. Stąd dokopywanie innym jest nierozłącznym elementem tej gry, jedyne co to trzeba wybrać komu dokopać, żeby nam było lepiej :)

  2. Post
    Author

    No właśnie musu nie masz. wszystkie karty light możesz zagrywać stosując dark jako zrzutki co często gęsto jest opłacalne jak u Reya. Tym sposobem w ogóle nie wchodzisz w interakcje z innymi. Floid z drugiej strony nie ma w ogóle przymusu grania swoich kart i może się skupić na podążaniu za tropem z dyrektyw, szczególnie że mając wszystkie dyrektywy aktywne może zagrać tylko jedna kartę light na rundę. Testując postacie to właśnie napawało drobnymi obawami, że gracze będą mogli się skupić na tym żeby działać nie przeszkadzając innym. Ale jak już pisałem :) pomyliłem się we wstępnej ocenie z czego się cieszę :D

  3. Hm, to ja powiem w takim razie, że warto jednak porywalizować w tej grze. Mój głos mało opiniotwórczy powinien być ponieważ grałem pół gry, ale tu jest bardzo ciekawa rywalizacja. Trzeba być bardzo czujnym, żeby nie przeoczyć okazji do narobienia bigosu przeciwnikom.

  4. Pingback: Po Mathandlu #17. Trwa dogrywka! :Gry Planszowe – okiem planszoholika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*