No Gravatar

Na wczorajszy wieczór w planach był MEQ aczkolwiek agent rad był ‘zarobiony’ i nie doszło do mojej pierwszej rozgrywki w świecie Tolkiena. Zamiast tego kobra zaproponowała, że może korzystając z nieobecności rada zagralibyśmy w Agricolę – rad nie przepada za tą grą i od ostatniej potyczki ma uraz do gliny;). Trochę nie bardzo mi to odpowiadało, ponieważ mimo świadomości, że jest to świetna gra, coś mnie do niej zniechęcało. To raczej metafizyczne zjawisko niż uzasadnione zarzuty. Postanowiłem jednak udać się na wieś, przynajmniej przy pomocy planszówki. Dodatkowym motywatorem było to, że żona bardzo lubi Agricolę. Zapakowałem więc pudło i ruszyliśmy spacerkiem w gości. Tu dygresja. Jakiś czas temu przypadkiem znalazłem dodatkowe zastosowanie dla torby od laptopa. Okazało się, że taka torba idealnie mieści większość gier, które przyszło mi transportować. W środku pudło ma ciepło i bezpiecznie, zapięte jest pasem i spokojnie może dotrzeć do celu swej podróży.

Na miejscu tym razem mieliśmy komfort braku małego brzdąca, który ograniczałby nasze emocjonalne podejście do rozgrywki ;) Chwile zajęło jak zwykle rozkładanie gry – surowce, zwierzęta, karty pomocników, usprawnień etc. Po przygotowaniu wszystkiego kolejne 5 minut zeszło na zapoznanie się z dostępnymi ‘na ręce’ pomocnikami i małymi usprawnieniami. Po tym przystąpiliśmy do rozgrywki. Podczas pierwszych żniw nagle kobiety pokazują wielkie zdziwienie „myślałyśmy, że do wyżywienia trzeba tylko jedno jedzenie na członka rodziny”. Oczywiście ja byłem winny, że nie pamiętają podstawowych zasad. W ten sposób chyba powinniśmy przypominać zasady przed każdą grą, żeby potem nie było problemów. Po pierwszej rundzie kobra miała żebraka a moja żona skończyła z dwoma. Dalsza część rozgrywki przyniosła jeszcze tylko jedno zaskoczenie – „a skąd ty masz już tyle komnat?”. No cóż rozgrywka dość dobrze się dla mnie ułożyła, do tego inwestycja w duży dom i szybkie płodzenie dzieci okazała się skuteczna. Do tego okazało się, że moja rodzinka dzięki pomocnikowi żywiła się głownie drewnem :) Nie udało mi się tylko żadnej krowy przygarnąć. Ostatecznie skończyłem tym razem jako niezły rolnik z 35 punktami w porównaniu do 24 i 16 moich rywalek.

Wynik nie ma jednak zbytniego znaczenia ponieważ najważniejsze, że tym razem gra poszła nam bardzo gładko i o dziwo w miarę szybko. Do tej pory zawsze rozgrywka ciągnęła się nie wiedzieć czemu. Wczoraj nie licząc przygotowań i przerw zmieściliśmy się w około 90 minutach.

Po wczorajszej grze wróciła moja wiara w tę grę i znowu mam na nią ochotę. Chyba dlatego właśnie ciężko jest mi pozbywać się gier, które chwilowo nie są na topie.

Powiązane artykuły